Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Ekonomia

Spór o euro – przyjšć jak najszybciej czy odkładać jak najdłużej

Sławomir Skrzypek
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
W poniedziałek uczestnicy kolejnej debaty „Rz” i NBP z cyklu „Euro w Polsce. Nadzieja czy zagrożenie?” spierali się, jakie będš koszty i korzyœci przyjęcia wspólnej waluty oraz kiedy powinno to nastšpić. Odpowiadali również na pytania studentów i pracowników naukowych SGH i Uniwersytetu Warszawskiego.
Żaden ekonomista nie kwestionuje, że Polska musi przyjšć euro. Do tego zobowišzał się rzšd podpisujšc Traktat Akcesyjny do Unii Europejskiej oraz społeczeństwo w referendum zatwierdzajšcym ratyfikację tego dokumentu. Ale niektórzy eksperci uważajš, że im szybciej nowa waluta wejdzie nad Wisłš do obiegu, tym więcej zyska gospodarka. Inni argumentujš, że poœpieszne przyjęcie euro jest szkodliwe dla gospodarki i Polska powinna jak najdłużej odwlekać moment akcesji do eurolandu. – Konieczna jest dokładna analiza kosztów i korzyœci. Narodowy Bank Polski przygotowuje raport w tej kwestii. Ale odpowiedŸ na pytanie, kiedy wstšpimy do euro, należy już do rzšdu – mówił prezes NBP Sławomir Skrzypek. Jednym z najgorętszych zwolenników szybkiego przyjęcia euro jest prof. Stanisław Gomułka, emerytowany profesor London School of Economics, były doradca ministra finansów i prezesa NBP, a także rosyjskiego premiera Jegora Gajdara (autora reform rynkowych w Rosji w 1991 r.). Jego zdaniem najważniejszym dla gospodarki skutkiem przyjęcia euro będzie dostęp do zagranicznych oszczędnoœci.
– Polska jest krajem doganiajšcym kraje rozwinięte, o niskim poziomie oszczędnoœci. Akces do strefy euro daje większy i bezpieczniejszy dostęp do oszczędnoœci zagranicznych, co oznacza wyższy wzrost inwestycji i przez to gospodarki. W Irlandii to napływ inwestycji zagranicznych był przyczynš cudu gospodarczego – mówił Gomułka. Przypomniał on, że niska stopa oszczędnoœci w Polsce wynika m.in. z wysokiego poziomu wydatków publicznych (państwo zadłużajšc się korzysta z oszczędnoœci Polaków, sprzedajšc im obligacje). Sprawia to, że kredyt w Polsce jest trudniej dostępny niż w strefie euro, co chociażby widać po wyższych długoterminowych stopach procentowych nad Wisłš. Jego zdaniem ryzyko kursowe sprawia, że zadłużanie się za granicš jest dla polskich przedsiębiorców utrudnione, wpływa również na decyzje firm z innych krajów rozważajšcych inwestycje w Polsce. Gdyby to ryzyko zniknęło, zwiększone inwestycje mogłyby – zdaniem profesora – zwiększyć wzrost gospodarczy Polski o 1 pkt proc. rocznie. – Bezpieczniejszy dostęp do oszczędnoœci zagranicznych pozwoliłby zwiększyć udział inwestycji w PKB z około 20 do około 30 proc. – uważa Gomułka. – Oczywiœcie rosnšce zadłużenie odbywa się poprzez wzrost deficytu na rachunku obrotów bieżšcych. Jeżeli kraj znajduje się w innej strefie walutowej, wtedy wysoki deficyt może doprowadzić do destabilizacji gospodarki. Jeżeli waluta jest wspólna, wtedy deficyt ten może być dużo wyższy bez zagrożenia dla gospodarki – mówił Gomułka. Dodał również, że wyeliminowanie ryzyka kursowego ma duże znaczenie dla eksporterów, chociaż korzyœć dla gospodarki z tego tytułu jest niższa niż z tytułu zwiększonych inwestycji. Prof. Gomułka nie chciał on odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, kiedy Polska powinna wejœć do strefy euro. Ale przyznał, że największe korzyœci z przyjęcia euro mogš odnieœć kraje doganiajšce Europę Zachodniš. Im mniej zaległoœci do nadrobienia, tym mniejsze sš korzyœci. – Dla takich krajów, jak Szwecja, czy Wielka Brytania, korzyœci z przyjęcia euro sš marginalne. Jego zdaniem kosztem przyjęcia euro może być wyższa inflacja, wynoszšca około 4 – 5 proc. Polska utraci również możliwoœć prowadzenia polityki pieniężnej, co sprawi, że jedynym sposobem oddziaływania na inflację będzie polityka budżetowa. W podobnym tonie wypowiadał się prof. Witold Orłowski, były doradca prezydenta Aleksandra Kwaœniewskiego, obecnie ekonomista w firmie doradczej PricewaterhouseCoopers. Wskazywał, że przewidywalnoœć kursu walutowego ma duże znaczenie dla inwestorów, czy to w krajach rozwijajšcych się, czy rozwiniętych. – Niedawno Honda ogłosiła, że nie zbuduje kolejnego zakładu w Wielkiej Brytanii, ponieważ silny funt sprawia, że eksport z tego kraju staje się coraz mniej opłacalny.Orłowski argumentował również, że przyjęcie euro będzie korzystne dla polskich producentów. Sprawi, że nominalny kurs złotego przestanie się umacniać. – A w długim okresie złoty będzie się umacniał, ponieważ wydajnoœć pracy w Polsce zwiększa się szybciej niż Niemczech czy Francji – mówił profesor. W takiej sytuacji zatrzymanie wzrostu kursu polskiej waluty będzie silnym impulsem wspierajšcym eksport. Przyjęcie euro – zdaniem Orłowskiego – doprowadzi również do spadku krótkookresowych stóp procentowych, czyli niższych kosztów kredytu. Sprawi to, że wzrost gospodarczy będzie szybszy. Ale jednoczeœnie może wzrosnšć inflacja oraz presja płacowa ze strony pracowników. To będzie jeden z kosztów przyjęcia euro. Jednoczeœnie Orłowski przyznał, że ważnš kwestiš społecznš i politycznš będzie przejœciowy wzrost cen. Handlowcy mogš bowiem zaokršglać ceny w złotych na ceny w euro. – To nie jest problem, którym zajmujš się makroekonomiœci. Ale taka sytuacja może wystšpić. Może to nie być widoczne w inflacji, ale ludzie mogš to odczuć. Jego zdaniem problemowi temu można zaradzić poprzez odpowiednie przygotowanie społeczeństwa oraz rozwišzania techniczne, takie jak œciœlejsza kontrola działań sprzedawców. Tak uczyniła np. Słowenia. – W 1993 r. kiedy wprowadzano w Polsce VAT wszystkim wydawało się, ze ceny muszš wzrosnšć. A jednak dzięki odpowiednim rozwišzaniom udało się tego uniknšć, mimo że rok wczeœniej dużo bardziej stabilne Czechy odczuły wzrost cen po wprowadzeniu tego podatku. Zdaniem ekonomisty PricewaterhouseCoopers Polska mogłaby wstšpić do strefy euro już za kilka miesięcy, ponieważ obecnie spełnia wszystkie kryteria z Maastricht. Jednak musiałaby już od dwóch lat przebywać w mechanizmie kursowym ERMII, który jest przedpokojem dla oczekujšcych do wejœcia do eurolandu. A nie przebywa. Dlatego obecnie najwczeœniejszy możliwy termin to za 2,5 roku. Tylko, że zdaniem Orłowskiego już niedługo problemem może stać się rosnšca inflacja. Po przeciwnej stronie barykady ustawił się profesor Andrzej KaŸmierczak ze Szkoły Głównej Handlowej, autor wielu publikacji z dziedziny polityki pieniężnej. Jest on zwolennikiem odłożenia przyjęcia euro w Polsce do drugiej połowy przyszłej dekady. Swojš argumentację podzielił na dwie częœci. W pierwszej tłumaczył, że przyjęcie euro w Polsce jest sprzeczne z tzw. teoriš optymalnego obszaru walutowego. Mówi ona, że wspólnš walutę mogš posiadać państwa o zbieżnym cyklu koniunkturalnym, których gospodarki podobnie reaguję na tzw. szoki asymetryczne (przykład takiego szoku: jeżeli na œwiecie spadnie popyt na samochody, to mocno odczujš to gospodarki krajów kraje o dużym udziale przemysłu samochodowego, na inne kraje nie będzie to miało większego wpływu – przyp. IM). – Czy cykl koniunkturalny w Polsce i strefie euro jest zbieżny? Wštpię. A nawet jeżeli tak, to tempo wzrostu gospodarczego takich krajów jak Francja czy Niemcy nie jest dla nas ideałem. Różne sš również reakcje na szoki zewnętrzne – mówił KaŸmierczak. Dlatego – jego zdaniem – w takiej sytuacji Polska powinna zachować suwerennš politykę pieniężnš, aby utrzymywać bardzo szybkie tempo wzrostu gospodarczego. Poddanie się polityce Europejskiego Banku Centralnego może być dla Polski niekorzystne. – Niektóre badania wskazujš, że jednš walutę mogš mieć kraje o różnym poziomie rozwoju. Ale musi temu towarzyszyć napływ funduszy z krajów bardziej rozwiniętych do mniej rozwiniętych. Tymczasem po zakończeniu obecnej perspektywy finansowej Unii Europejskiej w 2013 r. Polska może już nie otrzymywać tylu funduszy, co obecnie – wskazywał KaŸmierczak. Drugš częœć swojej argumentacji profesor poœwięcił kwestionowaniu argumentów za przyjęciem euro, które jego zdaniem sš najczęœciej przytaczane. – Mówi się o kwestii kreacji handlu między krajami przyjmujšcymi wspólnš walutę. Ale sš badania, które wskazujš, że dzięki przyjęciu euro handel między krajami strefy zwiększył się o około 5 – 10 proc. Każdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy to dużo, czy mało. Z moich obserwacji wynika, że szybszy wzrost dwustronnego handlu notujš Dania i Szwecja, posiadajšce różne waluty, niż Francja i Niemcy, które przyjęły wspólnš walutę – mówił KaŸmierczak. Dodał również, że o napływie inwestycji zagranicznych nie decyduje kurs walutowy, ale warunki prowadzenia działalnoœci dla inwestorów w danym kraju. Podobnie od kursu nie zależy – zdaniem profesora – dostęp do oszczędnoœci zagranicznych. – To jest mit. Dostęp do kredytów nie zależy od tego, czy sš dwie waluty, czy jedna, ale od standingu finansowego firm. Polskie przedsiębiorstwa sš w dobrej kondycji finansowej i coraz bardziej zadłużajš się za granicš. - Dziwi mnie również argument o spadku stóp procentowych po przyjęciu euro. Z tego co widzę, Europejski Bank Centralny podnosi ostatnio stopy procentowe – mówił KaŸmierczak. (Obecnie główna stopa EBC wynosi 4 proc. i w ostatnich dwóch latach była podnoszona siedmiokrotnie. W Polsce główna stopa procentowa wynosi 4,75 proc., a do przyszłego roku może sięgnšć 5,25 – 5,5 proc. – przyp. IM). Sceptyczny wobec przyjmowania wspólnej waluty jest również prof. Jacek Karwowski z Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, zajmujšcy się m.in. kwestiami finansów międzynarodowych i bankowoœci centralnej. – Argumenty za i przeciw przyjęciu euro znane sš od dawna. Problemem jest oszacowanie tych kosztów i korzyœci. Nie można sprowadzać wszystkiego do jednego mianownika, porównywać skutków, które nie sš porównywalne – mówił profesor. - O jakoœci życia i dochodu narodowego decydujš inne czynniki niż waluta. Oczywiœcie przy założeniu, że inflacja jest niska. Ważne sš takie czynniki, jak np. swoboda prowadzenia działalnoœci gospodarczej – wskazywał Karwowski. Jego zdaniem polska Rada Polityki Pieniężnej jest w stanie zapewnić niski poziom inflacji. – U nas brakuje wiary, że bank centralny jest w stanie prowadzić stabilnš politykę pieniężnš. Sš takie osoby, które uważajš, że grozi nam powrót do dwucyfrowej inflacji. Ja uważam, że nie ma co się bać. Zdaniem prof. Karwowskiego euro to natomiast projekt zmierzajšcy głównie do œciœlejszej integracji politycznej Unii Europejskiej. – Czasami jest to próba zjednoczenia na siłę – mówił. Przypomniał jednoczeœnie argumenty ekonomistów, których zdaniem strefa euro nie przetrwa bez œciœlejszej integracji politycznej, ponieważ wiele decyzji gospodarczych majšcych wpływ na kwestie monetarne będzie musiało być podejmowanych na szczeblu wspólnotowym. W dyskusję ekonomistów włšczyli się również studenci i pracownicy naukowi Szkoły Głównej Handlowej. Jeden ze studentów stwierdził, że argumentacja o nieistnieniu optymalnego obszaru walutowego między Polskš a strefš euro jest wštpliwa. – Kiedy powstawała strefa euro powszechne w Europie było przekonanie, że kraje majšce jš tworzyć nie tworzš optymalnego obszaru walutowego. A mimo to zdecydowano się na ten projekt. Może zatem wierzono, że po przyjęciu wspólnej waluty gospodarki krajów członkowskich zintegrujš się jeszcze bardziej i taki obszar stworzš. - Rzeczywiœcie kryteria z Maastricht okreœlajšce warunku przyjęcia euro nie zwracajš uwagi na istnienie optymalnego obszaru walutowego. Ale na przykład w Szwecji czy Finlandii powołano komitaty, które miały badać zgodnoœć tych krajów z takich obszarem - odpowiadał uczestniczšcy w panelu dr Cezary Wójcik, dyrektor Biura ds. Integracji ze Strefš Euro przy Narodowym Banku Polskim. Przypomniał równoczeœnie, że nawet gdy nie istnieje optymalny obszar walutowy , kraje mogš sobie z tym poradzić i przyjšć wspólnš walutę. – Sš mechanizmy dostosowawcze, które pozwalajš dostosować się do występujšcych szoków asymetrycznych, jak elastyczne finanse publiczne i elastyczny rynek pracy. Z kolei prof. Witold Orłowski na pytania o szoki asymetryczne odpowiedział: - Oczywiœcie istnieje ryzyko, że mogš wystšpić. Ale im większa wymiana handlowa ze strefš euro, tym to ryzyko jest mniejsze. Pojawiły się także pytania, czy spadek stóp procentowych nie spowoduje bańki spekulacyjnej w niektórych branżach, jak np. w Hiszpanii w branży nieruchomoœci. – Istnieje ryzyko, że ujemna realna stopa procentowa (stopa nominalna pomniejszona o inflację – przyp. IM) sprawi, że œrodki mogš być wydawane na nietrafione inwestycje. Należy bardzo dokładnie przeanalizować to zagrożenie – odpowiadał Wójcik. Z kolei prof. Stanisław Gomułka stwierdził, że takie zagrożenie może ujawnić się po okresie 10 – 15 lat od przyjęcia euro. – Nie oczekiwałbym problemów z tym zwišzanych na poczštku integracji ze strefš euro. Wštpliwoœci wzbudziła również jedna z wypowiedzi prof. Andrzeja KaŸmierczaka, w której stwierdził, że w Polsce powinno odbyć się referendum w sprawie przystšpienia do euro. Przysłuchujšcy się debacie przypomnieli, że polskie społeczeństwo zobowišzało się do przyjęcia euro w referendum zatwierdzajšcym przystšpienie do strefy euro. – Referendum powinno mieć miejsce, ponieważ mogš pojawić się koszty przyjęcia euro – odpowiadał KaŸmierczak. – Nie zadeklarowaliœmy, kiedy mamy przyjšć wspólnš walutę. Możemy skorzystać z precedensu Szwecji, która posiada takie same warunki jak Polska, a zorganizowała referendum. Mówišc o kosztach przyjęcia euro KaŸmierczak stwierdził, że szybkie spełnienie kryteriów z Maastricht będzie wymagało cięć wydatków budżetowych, głównie na cele społeczne. Odczujš to – jego zdaniem – najuboższe warstwy społeczne. Dlatego KaŸmierczak uważa, że proces zmniejszania wydatków na cele socjalne powinien być rozłożony w czasie. „Euro w Polsce. Nadzieja czy zagrożenie?” – cykl debat organizowanych przez „Rzeczpospolitš” i Narodowy Bank Polski na temat kosztów i korzyœci przystšpienia Polski do strefy euro, oraz ewentualnego terminu przyjęcia wspólnej waluty.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL