Bitwa pod Wiedniem bez polskich zamków

aktualizacja: 09.09.2011, 20:10
Alicja Bachleda-Curuś wcieli się w rolę księżnej Eleonory Lotaryńskiej
Alicja Bachleda-Curuś wcieli się w rolę księżnej Eleonory Lotaryńskiej
Foto: Monolith

Żaden polski pałac nie zagra w "Bitwie pod Wiedniem". Powód? Brak porozumienia dyrektorów z filmowcami

Międzynarodowa ekipa filmowa, w której są takie polskie gwiazdy, jak Jerzy Skolimowski (wcieli się w postać Jana III Sobieskiego), Alicja Bachleda-Curuś, Daniel Olbrychski, Andrzej Seweryn, Piotr Adamczyk czy Borys Szyc, w tym tygodniu kręciła zdjęcia we włoskim Turynie.
Po weekendzie twórcy ruszą do Mantui (Lombardia), gdzie miejscowy zamek będzie udawał Wilanów, siedzibę króla Jana III Sobieskiego.
Film "Bitwa pod Wiedniem" to koprodukcja Włoch, Polski i Turcji. Reżyserem jest Renzo Martinelli. Budżet filmu – 50 mln zł. Zagra w nim ponad 100 aktorów, 10 tys. statystów, 3 tys. koni. Premiera planowana jest na drugą połowę 2012 r.
– W czerwcu zeszłego roku zaczęliśmy szukać planów do filmu. Oglądaliśmy tereny m.in. na Podkarpaciu i w Warszawie. Chcieliśmy wykorzystać Zamek Królewski, pałac w Łańcucie i w Wilanowie – opowiada "Rz" Alessandro Leone, producent filmu. Dodaje, że odbyły się tam nawet zdjęcia próbne, ale nic z tego nie wyszło.
– Dyrekcja warszawskiego Zamku Królewskiego powiedziała, że nie możemy skorzystać z sal, bo mają za dużo wycieczek, których nie mogą odwołać. A dyrektor muzeum w Łańcucie przeciągał rozmowy, by ostatecznie nam odmówić – opowiada Leone.
Ziemowit Koźmiński, dyrektor do spraw marketingu Zamku Królewskiego, tłumaczy, że liczne rezerwacje wycieczek latem rzeczywiście były jednym z powodów, dla których odmówiono filmowcom. Ale niejedynym. – Producenci chcieli przenosić i wykorzystać trony, łóżka, wymieniać żarówki w zamku i otwierać okna. Na to nie mogliśmy się zgodzić – podkreśla.
Dodaje, że także Ministerstwo Kultury, które prosiło muzea o pomoc w realizacji filmu, w piśmie do nich podkreśliło, że nie może się to odbywać kosztem eksponatów. – Zbliżała się też nasza prezydencja w Unii Europejskiej, rozpoczęliśmy do niej pewne przygotowania i nie mogliśmy wpuścić kilkudziesięciu osób z kablami na kilka dni – zaznacza Koźmiński.
Dyrektor pałacu w Łańcucie Wit Karol Wojtowicz tłumaczy z kolei, że nie zgodził się na użyczenie obiektu, bo "nie udało mu się dojść do porozumienia z producentami filmu".
Życzliwy filmowcom był za to Wiesław Malawski, wiceszef muzeum w Wilanowie. – Prowadziliśmy rozmowy, które w czerwcu zostały nagle przerwane. Szkoda, że film o historii króla Sobieskiego nie będzie kręcony w oryginalnych wnętrzach – mówi.
Alessandro Leone tłumaczy, że na jeden dzień nie opłacało się ściągać ekipy do Wilanowa.
– To bardzo trudne, bo wielu aktorów jest bardzo zajętych, dlatego zdecydowaliśmy się kręcić zdjęcia w jednym miejscu przez kilka dni – wyjaśnia.
Włoski producent dodaje, że wilanowski pałac pojawi się jednak w filmie. – Zdjęcia wnętrz z Mantui podmienimy komputerowo na oryginalną siedzibę Jana III Sobieskiego – mówi.
W kinematografii często się<\f>zdarza, że filmowcy kręcą zdjęcia w zastępczych miejscach. Najczęściej jest to podyktowane chęcią obniżenia kosztów.
Większość zdjęć do głośnego filmu "Siedem lat w Tybecie" (z Bradem Pittem) powstała nie w Himalajach, ale w Argentynie, w prowincji Mendoza.
W przedostatnim filmie Romana Polańskiego "Autor widmo" akcja rozgrywa się w Londynie i na amerykańskiej wyspie Martha's Vineyard. Tymczasem zdjęcia kręcono w Berlinie, na niemieckiej wyspie Sylt oraz na wyspie Uznam.
W USA twórcy seriali i filmów kinowych od dawna wykorzystują największe miasto Kanady – Toronto – jako "fałszywy" Nowy Jork. Zezwolenie na kręcenie w prawdziwym Nowym Jorku jest bowiem bardzo kosztowne i długo trzeba na nie czekać. Natomiast kanadyjskie lasy były scenerią m.in. dla takich serii, jak "Gwiezdne wrota" czy "Z archiwum X".
Z kolei w bollywoodzkim obrazie "Unicestwienie" kręconym w 2006 roku polskie Tatry zagrały Kaszmir. Wcześniej plenery kaszmirskie bollywoodzcy filmowcy kręcili zazwyczaj w Szwajcarii. Do Polski przekonały ich jednak bardzo atrakcyjne ceny.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE