Spór o rosyjski wrak

aktualizacja: 09.09.2011, 03:34
Foto: ROL

Śmigłowce z Rosji miały przejąć szczątki Su-27, który rozbił się na Litwie

Rosyjski myśliwiec Su-27 rozbił się 15 września 2005 roku niedaleko Kowna, naruszając litewską przestrzeń powietrzną. Jego katastrofa doprowadziła do wielkiego kryzysu politycznego na linii Wilno – Moskwa. Litwa bardzo długo nie chciała ani oddać Rosjanom wraku, ani wydać pilota, który w ostatniej chwili zdołał się katapultować i wyszedł z katastrofy bez szwanku.
Z ujawnionych właśnie depesz WikiLeaks wynika, jak bardzo Rosjanom zależało na odzyskaniu wraku. "Rosyjski myśliwiec typu Su-27 chcieli natychmiast przejąć Rosjanie, natomiast Litwini chcieli, by wrak zbadali Amerykanie" – podał litewski portal Delfi.
Według WikiLeaks strona rosyjska zamierzała natychmiast wysłać z Kaliningradu śmigłowce, których załogi zebrałyby szczątki swego najnowocześniejszego wówczas myśliwca. Ale Litwini nie chcieli się na to zgodzić – byłby to precedens, gdyż rosyjskie wojskowe helikoptery znalazłyby się w kraju należącym do NATO.
– Absolutnie wykluczam taką możliwość, by rosyjskie helikoptery mogły wtedy przylecieć po szczątki myśliwca. Taka opcja w ogóle nie była brana pod uwagę, bo zgodnie z międzynarodowymi procedurami śledztwo miało się odbyć u nas. Choć nie ukrywam, że Rosjanie mocno naciskali. W tym celu przysyłali swoich dyplomatów – mówi "Rz" Gediminas Kirkilas, ówczesny minister obrony Litwy.
Problemem okazały się czarne skrzynki. Według WikiLeaks Litwini poprosili o pomoc Amerykanów. Waszyngton odpowiedział odmownie, wskazując przy tym, że urządzenia potrzebne do rozszyfrowania zapisów ma Francja. Francuzi też nie chcieli dotykać urządzeń należących do lotnictwa wojskowego Rosji. Ostatecznie uczynili to Ukraińcy.
– O pomoc w otwarciu czarnych skrzynek zwróciliśmy się do kilku krajów, m.in. do Francji i Niemiec. Ostatecznie okazało się, że ten typ mogą otworzyć tylko w Rosji, USA i na Ukrainie. Rosję odrzuciliśmy. Amerykanie postawili zaś warunek, że musimy przewieźć skrzynki do  USA, co okazało się skomplikowane. Dlatego wybraliśmy Ukrainę. Osobiście rozmawiałem w tej sprawie z ukraińskim ministrem obrony – tłumaczy jednak Kirkilas. Zapewnia, że Litwa w sprawie tamtej katastrofy z Amerykanami nie współpracowała.
– Mnie absolutnie by to nie zaskoczyło. To był 2005, pierwszy rok członkostwa Litwy w  NATO. A Litwa od lat prezentowała się jako jeden z najbardziej proamerykańskich krajów – mówi "Rz" Joanna Hyndle, ekspert ds. Litwy w warszawskim Ośrodku Studiów Wschodnich. Według WikiLeaks nie jest wykluczone, że Amerykanie rzeczywiście obejrzeli szczątki samolotu, zanim ostatecznie – podobnie jak pilota – wydano je Moskwie. – Zrobiliśmy to dopiero po zakończeniu śledztwa, gdy okazało się, że przyczyną katastrofy był błąd pilota. Poza tym maszyna była bardzo stara. Według standardów NATO nie powinna latać. Na miejscu katastrofy znaleźliśmy też pociski rakietowe – mówi Kirkilas. Za poniesione straty Moskwa zapłaciła Litwie 19 tys. euro.
Czy sprawa ta zmieniła stosunki litewsko-rosyjskie? – Nie. Gdy w 2009 roku prezydentem Litwy została Dalia Grybauskait?, obie strony wręcz miały nadzieję na ożywienie relacji. Jednak z powodu m.in. litewskiej polityki gazowej do dziś to nie nastąpiło – mówi Hyndle.

POLECAMY

KOMENTARZE