REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Europejski Kongres Chałtury

Rafał Ziemkiewicz 08-09-2011, ostatnia aktualizacja 08-09-2011 18:34
Rafał A. Ziemkiewicz
autor: Ryszard Waniek
źródło: Fotorzepa
Rafał A. Ziemkiewicz
Kultura biurokratyczna   premiuje wpasowanie się  w oczekiwania zarządzających „niczyimi
autor: Bartek Sadowski
źródło: Fotorzepa
Kultura biurokratyczna premiuje wpasowanie się w oczekiwania zarządzających „niczyimi" pieniędzmi biurokratów spektaklami i „performance'ami" (zdjęcie z próby sztuki „Tęczowa trybuna", Wrocław, 4 marca 2011 r.)

Ile we wrocławskim kongresie jest takich elementów jak koncert Pendereckiego? A ile wysilonych realizacji zamówienia na sztukę jedynie słuszną, która przy użyciu medialnej maszyny ma zostać wbita do głów konsumentów jako wzorzec nowoczesności? – pyta publicysta „Rzeczpospolitej".

Na oficjalnej stronie Europejskiego Kongresu Kultury wielki baner w centralnym miejscu przypomina o stalinowskim Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokoju, który odbył się w tym samym mieście w roku 1948. W polskiej wersji językowej można znaleźć coś jakby dyskretny wyraz zdystansowania się wobec tej tradycji, do której postanowili odwołać się, od samego początku prac nad imprezą, organizatorzy EKK. W materiałach obcojęzycznych jednak budowanie skojarzenia pomiędzy tamtym kongresem a obecnym odbywa się w taki sposób, jakby stalinowska tradycja imprezy przynosiła jej zaszczyt.

Europejski Kongres Kultury - czytaj więcej

 

Pobieżny rzut oka na listę zaproszonych gości i prelegentów, tych zwłaszcza, których umieszczono w głównych punktach programu, nie pozostawia wątpliwości, że przez nich zapewne jest tak odbierana.

Przedsięwzięcie na poważnie

Bliższe przyjrzenie się programowi tej bizantyjskiej imprezy, urządzonej ogromnym kosztem dla wsparcia propagandowej tezy o naszym poczesnym miejscu w Europie, sprawia jednak, że za tamtym, stalinowskim kongresem można wręcz zatęsknić. Jak to ujął, parafrazując Hegla, duchowy patron obu imprez: historia się powtarza, ale jako farsa.

Kongres z roku 1948 był przedsięwzięciem podłym, ale niewątpliwie poważnym. Związek Sowiecki, główny inspirator i organizator, miał poważny problem: Amerykanie o kilka lat prześcignęli go w pracach nad bronią jądrową, mieli śmiercionośną bombę gotową do użycia, podczas gdy uczeni sowieccy dopiero się nad nią biedzili, a tamtejszy przemysł ledwie zaczynał poznawać niezbędne dla jej produkcji technologie.

Dlatego komuniści, od zarania głoszący pochwałę i potrzebę wielkiej wojny, która wyzwoli uciskany proletariat spod jarzma, nagle stali się, na czas niezbędny do dogonienia Ameryki, największymi na świecie pacyfistami. Ponieważ wychodziło to naprzeciw nastrojom wymęczonych wojną społeczeństw zachodnich, aż prosiło się pozyskać dla "sprawy pokoju" zachodnich "pożytecznych idiotów" z salonów i uniwersytetów. Nie wszyscy z nich okazali się takimi idiotami, jak zakładano – część zdała sobie sprawę, w co została wciągnięta, i demonstracyjnie Wrocław opuściła.

Miejscowi organizatorzy, pod batutą towarzysza Jerzego Borejszy, mieli cel skromniejszy, i ten się ugrać udało. Kongres pełen osób w rodzaju Picassa, Sartre'a i Eluarda stanowił część Wystawy Ziem Odzyskanych i miał symbolicznie przyklepać pojałtański porządek.

Jakkolwiek na sprawę patrzeć, ideologia, której służył Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju (do tradycji którego, powtórzę, świadomie i konsekwentnie odwołują się organizatorzy obecnie odbywającej się we Wrocławiu kosztownej farsy – inaczej bym o nim nie pisał) była na poważnie, była w natarciu. Wielu niemarksistów wzorem Sartre'a kapitulowało przed "koniecznością dziejową", przed młotem dialektyki postępu i wizją nieuchronnego upadku kapitalizmu.

Nadbudowa bez bazy

Próba reanimacji tego klimatu poprzez spędzenie do Wrocławia pogrobowców marksizmu (o dowodach starannej selekcji zaproszonych pod kątem "poprawności" poglądów pisaliśmy już na tych łamach) dla wspólnej obrony "idei europejskiej" i postępu przypada zaś na moment, gdy wszyscy widzą, że Unia Europejska jest wspólnotą egoizmów Niemiec i Francji, które dyktują warunki innym państwom, mniej lub bardziej stanowczo w zależności od tego, jaki jest stopień ich gospodarczego uzależnienia.

W istocie, mówiąc językiem patrona obu kongresów, nadymanie kulturalnej "nadbudowy" jest próbą ukrycia faktu, że z "bazy" praktycznie nic już nie pozostało.

Ktokolwiek widział, na przykład, pomniejszą siedzibę Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, utrzymywaną kosztem setek milionów euro tylko dla absurdalnego przyzwyczajenia, bądź inne  przykłady europejskiej rozrzutności, tego wrocławska feta ani nie zmrozi, ani nie rozgrzeje. Szkoda oczywiście, że do jej sfinansowania przykładają się polscy podatnicy, i śmiech bierze, iż w podobny sposób manifestuje się europejską gospodarność w czasie, gdy w nieodległej od Wrocławia Krynicy wszyscy mówią o nieuchronnie nadchodzącym kryzysie i konieczności wyrzeczeń.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Saryusz-Wolski: Grecja: próba dla całej Unii

Groźny jest jednak nie tylko finansowy aspekt kryzysu greckiego, ale też jego konsekwencje geopolityczne w postaci potencjalnej destabilizacji na południowo-wschodniej flance Unii Europejskiej >>