Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Gaz łupkowy - co z eksploatacjš gazu łupkowego?

Grzegorz Pytel
__Archiwum__
Wiele licencji na poszukiwanie gazu łupkowego w Polsce dostały firmy, które – najdelikatniej rzecz ujmujšc – do liderów branży naftowo-gazowej nie należš. Niektóre z nich majš nieprzejrzystš strukturę właœcicielskš – zauważa ekspert z Instytutu Sobieskiego
Z prowadzeniem długoterminowych przedsięwzięć jest jak z zapinaniem koszuli. Jeżeli zaczniemy zapinać jš od złego guzika, to nie zostanie zapięta poprawnie. Albo po drodze będzie fałd, albo na końcu guziki równo się nie zejdš. Jeżeli zarzšdzanie złożami gazu łupkowego nie jest uporzšdkowane na samym poczštku – na etapie przyznawania licencji poszukiwawczych prywatnym spółkom, to albo w przyszłoœci pojawi się „fałd", za jaki będzie można uznać koniecznoœć uporzšdkowania relacji z inwestorami, albo na końcu podatnicy za to zapłacš przez niezmaksymalizowanie przychodów państwa. Kraje takie jak Norwegia lub Kanada już to przerabiały. Kraje afrykańskie nadal to przerabiajš i mimo że majš mnóstwo bogactw naturalnych, nie przekłada się to na wysoki poziom rozwoju.

Rzut monetš, czyli w poszukiwaniu skarbów

Obecnie przez media przetaczajš się debaty, czy Polska ma duże iloœci gazu łupkowego czy nie, czy zostanie to potwierdzone i czy można je będzie wydobywać z dużym zyskiem. Jedno, co można powiedzieć z pewnoœciš: jak jest naprawdę, nie wiadomo.
Poszukiwanie bogactw naturalnych przypomina loterię. Na podstawie pewnych przesłanek – wiedzy o ziemi – można czasami dojœć do wniosku, że istniejš realne szanse, że dane bogactwo naturalne istnieje na pewnym obszarze i zostanie znalezione oraz że będzie zyskowne w eksploatacji. W takich warunkach firmy często przystępujš do poszukiwań. Nadal jest to jednak loteria, czyli działanie, którego skutki nie sš w 100 procentach przewidywalne, ale obarczone dużym ryzykiem porażki. Po jednej stronie sš poniesione koszty w przypadku nieznalezienia złóż, które można ekonomicznie eksploatować. Po drugiej – potencjalne zyski pomniejszone o szansę znalezienia tych złóż. Jeżeli druga strona daje większy wynik od pierwszej, wtedy jest uzasadnienie ekonomiczne dla prowadzenia prac poszukiwawczych. Problemem tego podejœcia jest to, że wiele parametrów składajšcych się na szanse sukcesu oraz koszty sš w dłuższej perspektywie słabo przewidywalne. Dlatego też w ocenach zakłada się duże marginesy bezpieczeństwa, czyli możliwoœć pomyłki. Np. zaniżajšc szanse sukcesu i zawyżajšc koszta. W miarę prowadzenia prac poszukiwawczych i pozyskiwania wiedzy równanie strat i zysków jest na bieżšco przeliczane. Jeżeli koszty zacznš przeważać nad zyskami, staje się to mocnym sygnałem alarmowym. Oczywiœcie ze względu na sporš arbitralnoœć ocen różne firmy mogš mieć różne parametry równania, łšcznie z ryzykiem, jakie sš przygotowane podjšć. Zatem nie ma jednej odpowiedzi. Kolejnym elementem w planowaniu firm prowadzšcych poszukiwania bogactw naturalnych jest zastosowanie metod statystycznych. Można to zilustrować np. rzutem monetš. Jeżeli tylko raz niš rzucimy, to szansa, że uzyskamy zakładany wynik, np. orła, jest pół na pół. Zatem niezbyt wielka. Jeżeli natomiast rzucimy 100 razy, to liczba orłów będzie zbliżona do 50. Im więcej dokonamy prób, tym bardziej liczba orłów będzie zbliżona do połowy wyników. Zatem ustalajšc, że naszym sukcesem w rzucaniu monetš będzie np. uzyskanie 40 procent orłów, czyli założymy 10-procentowy margines bezpieczeństwa, szanse na sukces sš – przy dużej liczbie prób – prawie pewne. To właœnie ta statystyczna metoda powoduje, że firmy poszukujšce bogactw naturalnych budujš bardzo szerokie portfele inwestycyjne. Bo statystka działa na wielkich liczbach. Stšd też poszukiwanie bogactw naturalnych jest biznesem bogatych firm, których budżety pozwalajš zbudować odpowiednio duże, zdywersyfikowane portfele.

Pomieszanie ról

W Polsce działajš największe œwiatowe firmy poszukujšce gazu łupkowego. Nie gwarantuje to jednak jego znalezienia. Œwiadczy tylko o tym, że bilans kosztów i spodziewanych zysków nadal wypada na korzyœć zysków. Firmy, które poszukujš w Polsce gazu łupkowego, nie chcš się wypowiadać na ten temat, oprócz tego, co muszš obowišzkowo raportować. Po pierwsze, zawsze sš to spekulacje, po drugie, jest to zdradzanie tajemnic własnej kuchni biznesowej. Niemniej na obecnym etapie w ich interesie leży, by istniało przekonanie, że polskie złoża gazu łupkowego sš bardziej ryzykowne i niepewne ekonomiczne, niż wynika to z ich wewnętrznych ocen. Takie przekonanie jest kapitałem na przyszłoœć. We wszelkich dyskusjach i kontaktach z rzšdem w przyszłoœci, jeżeli w grę będzie wchodziła podwyżka podatku lub innych danin na rzecz państwa od wydobytego surowca, będš miały mocny argument w ręku: „myœmy bardzo dużo ryzykowali, mogliœmy ponieœć olbrzymie straty, zatem podwyżka jest podważaniem wiarygodnoœci Polski jako kraju przyjaznego dla inwestorów". Natomiast w interesie państwa i podatników jest stworzenie przekonania, że firmy te wchodzš na prawie pewne złoża. Chodzi o to, aby rzšd mógł naciskać na maksymalnie wysokie opłaty w przyszłoœci. Kraje afrykańskie majš mnóstwo bogactw naturalnych, ale nie przekłada się to na wysoki poziom rozwoju Zasada opodatkowania firm wydobywajšcych bogactwa naturalne jest bardzo prosta w teorii: firmy te należy opodatkowywać w jak największym stopniu, tak aby społeczeństwo będšce właœcicielem tych bogactw miało z tego jak najwięcej, ale jednoczeœnie nie na tyle wysoko, aby firmy te wycofały się ze swojej działalnoœci. Ponieważ jest to zawsze sytuacja dynamiczna, państwo musi się przygotować na wiecznš bitwę z prywatnymi firmami o pienišdze. Jeżeli tego nie zrobi, rozwój wydobycia gazu łupkowego będzie skutkował – podobnie jak w krajach trzeciego œwiata – powstaniem niewielkiej iloœci gigantycznych fortun, a budżet państwa i tak będzie œwiecił pustkami. Zastanawiajšce więc, że przedstawiciele władz często głoœno studzš publiczne nastroje, kwestionujšc realnoœć perspektyw wydobycia gazu łupkowego w Polsce. Czyli działajš w bezpoœrednim interesie komercyjnym firm poszukujšcych tego gazu w Polsce. Na przykład minister Henryk Jezierski stwierdził: „Jeœli ktoœ mnie pyta, ile mamy gazu łupkowego w Polsce, jako główny geolog kraju odpowiadam – zero. Dopóki nie zostanš przedstawione dokumentacje geologiczne, potwierdzone zasoby – nie ma takiego gazu w Polsce". W podobnym tonie wypowiedział się Paweł Poprawa z Państwowego Instytutu Geologicznego: „Komercyjna produkcja gazu łupkowego jest niemożliwa". A powinni twierdzić  – oczywiœcie w granicach racjonalnej oceny np. amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej – że Polska jest gazowym eldorado.

Kto pierwszy, ten lepszy

I to właœnie w konfrontacji tak przeciwnych stanowisk powinien się ucierać kompromis pomiędzy interesem prywatnych firm poszukujšcych gazu łupkowego, chcšcych płacić jak najmniejsze podatki, a interesem państwa, pozwalajšcy mu maksymalizować dochody z wydobycia gazu łupkowego w przyszłoœci. To właœnie różni sposoby zarzšdzania bogactwami naturalnymi w takich krajach jak Norwegia, Kanada lub Australia od krajów Trzeciego Œwiata, np. w Afryce, które też majš gospodarkę wolnorynkowš, a pozytywnych efektów eksploatacji swoich bogactw naturalnych nie widzš. Jak okreœlił to Paweł Poprawa, w Polsce przyznano licencje na poszukiwanie gazu łupkowego na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy". Nie było procesu sprawdzenia – nazywanego w Norwegii pre-qualification – czy firmy chcšce się starać o licencje majš wystarczajšce zasoby kapitałowe, technologiczne i operacyjne know-how. Poszukiwanie – i w konsekwencji wydobycie – gazu łupkowego jest przedsięwzięciem wyjštkowo zaawansowanym technologicznie i kapitałochłonnym. Tylko potężne firmy sš w stanie podjšć się rozwoju złóż. Tymczasem w Polsce wiele licencji dostały firmy, które – najdelikatniej rzecz ujmujšc – do liderów branży naftowo-gazowej nie należš. Niektóre z nich majš nieprzejrzystš strukturę właœcicielskš. Podstawowš zasadš w zarzšdzaniu znacznymi dobrami publicznymi (a do takich należš złoża gazu łupkowego) jest udzielanie licencji lub koncesji po cenach wolnorynkowych. Jeżeli bowiem licencje na gaz łupkowy nie przedstawiałyby wartoœci, to żadna komercyjna firma by o nie nie wystšpiła. Jeżeli natomiast przedstawiały, to obowišzkiem państwa było znaleŸć ich wartoœć rynkowš poprzez przeprowadzenie kampanii marketingowej oraz przetargu. Tymczasem obowišzujšce w Polsce prawo pochodzi ze słusznie minionego okresu, kiedy poszukiwanie bogactw naturalnych było domenš monopoli państwowych, i przez ponad 20 lat nie zostało zmienione. Jakoœ nie zauważono, że elementy wolnego rynku sš istotnš częœciš efektywnego gospodarowania także bogactwami naturalnymi. W rezultacie w krótkim czasie rozdano prawie wszystkie licencje na poszukiwanie gazu łupkowego firmom, z których wiele nie miało nawet zamiaru podjšć działalnoœci poszukiwawczej, bo nie było ich na niš stać ani nie wiedziały, jak się do tego zabrać. Co więcej, obszary licencyjne sš olbrzymie, a zobowišzania inwestycyjne niewielkie.

Sukces... teraz i dla wybranych

Niektóre z tych firm zamiast wzišć się do prac w terenie, rozpoczęły intensywnš kampanię marketingowš swoich licencji. Czyli rozpoczęły działania, które powinny być domenš państwa: oferowanie dostępu do licencji poszukiwawczych na gaz łupkowy firmom, które realnie sš w stanie prowadzić takie poszukiwania. Oferta oparta jest na prostej zasadzie tzw. dysproporcjonalnej wymiany. Oferujšcy proponuje realnemu inwestorowi, aby podjšł się proporcjonalnie większych zobowišzań poszukiwawczych niż proponowany w zamian za to udział w licencji. Dla przykładu, w pewnym uproszczeniu: aktualny koncesjonariusz proponuje realnemu inwestorowi przejęcie 70 proc. udziału w licencji w zamian za przejęcie 100 proc. kosztów (i ryzyka) na siebie. W ten sposób koncesjonariusz zostaje z 30-proc. udziałem, nie majšc żadnych zobowišzań ani ryzyka. Proces ten jest często quasi-przetargiem pomiędzy potencjalnymi inwestorami. Oczywiœcie koncesjonariusz wykonał sporš pracę marketingowš. Ale po pierwsze, ta praca, czyli oferowanie bogactw naturalnych inwestorom, jest prerogatywš państwa, a po drugie, bioršc pod uwagę wielkoœć koncesji, nawet kilka procent zachowanych bez ryzyka i zobowišzań inwestycyjnych ma dużš wartoœć jeszcze przed odkryciem gazu. Oczywiœcie w przypadku odkrycia wartoœć ta znacznie wzroœnie. Jest też inna strona licencji poszukiwawczych, która umyka uwadze. Ponieważ sprzedaże kontroli licencji mogš się odbywać poza granicami Polski i strony mogš uzgodnić ich wartoœć dowolnie (czyli mogš wynosić cokolwiek), mogš one służyć w najlepszym przypadku do międzynarodowej optymalizacji podatkowej, a nawet, przy braku przejrzystoœci właœcicielskiej, do prania brudnych pieniędzy i – w najgorszych przypadkach – do rozliczeń w œwiecie przestępczym (narkotyki, terroryzm).

Ostatni dzwonek

Opisane patologie to wierzchołek góry lodowej. Sš jeszcze inne, przypominajšce praktyki z zachodniej Afryki, gdzie granica pomiędzy biznesem prywatnym a interesem publicznym jest niemożliwa do okreœlenia. Na przykład praca w charakterze konsultantów przedstawicieli organów państwa. Te patologie dziejš się na naszych oczach. Mimo że niewskazane byłoby kwestionowanie już zawartych kontraktów i umów, państwo ma sporo instrumentów, aby ten stan rzeczy naprawić. Ważne, aby przedstawiło swoje oczekiwania wobec firm szukajšcych gazu łupkowego: jakie majš cele oraz konkretne propozycje rozwišzań, takich jak eliminacja powyżej przedstawionych zjawisk patologicznych. I tak jak prywatny biznes potrafi przekonywać rzšd do swoich rozwišzań, często używajšc jako straszaka groŸby wycofania się z inwestycji, tak rzšd musi się nauczyć „przekonywać" prywatne firmy, używajšc siły prawotwórczej, zwłaszcza w zakresie danin finansowych na rzecz państwa, i w ten sposób uzyskiwać jak najlepsze warunki dla podatników. Warto wzišć pod uwagę przykład Kanady i Norwegii. Bez sukcesu prywatnych firm poszukujšcych gazu łupkowego Polska też nie osišgnie sukcesu. Jednak firmy mogš odnieœć gigantyczny sukces bez udziału polskiego społeczeństwa. Los wielu krajów dotkniętych przekleństwem bogactw naturalnych (od Turkmenistanu poprzez Ukrainę po Gwineę Równikowš) powinien już dzisiaj być ostrzeżeniem. Ale sukces Kanady i Norwegii – przykładem. Autor jest ekspertem w dziedzinie energetyki i gospodarki w Instytucie Sobieskiego
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL