Opinie
Co z drugą falą kryzysu?
Podstawą stabilności systemu bankowego jest coś bardzo ulotnego – zaufanie
Rządy stoją dziś przed problemem, z jakim boryka się na ogół sektor bankowy. Każdy bez wyjątku bank – obojętnie, czy w dobrych czy złych czasach – jest niewypłacalny. Jest tak dlatego, że zdeponowane w banku depozyty są znacznie większe niż płynne rezerwy utrzymywane przez bank. Gdyby wszyscy klienci naraz zdecydowali się na wycofanie swoich depozytów, bank nie byłby w stanie sprostać ich żądaniom i musiałby upaść.
Podstawą stabilności systemu jest zatem coś bardzo ulotnego – zaufanie. Gdy ono jest – system działa sprawnie, gdy go brak – system pada. A jak wiadomo, zaufanie buduje się długo, ale szybko można je stracić.
Jak szybko – widzieliśmy w ostatnich tygodniach, bo ten sam mechanizm leży u podstaw obecnych zaburzeń. Problem jest jednak groźniejszy, bo nie chodzi tylko o zaufanie do banków (jak w pierwszej fazie kryzysu), ale o graczy największych – państwa – i cały system gospodarczy świata.
Dług publiczny Grecji, Portugalii i Hiszpanii to ok. 100 proc. PKB Niemiec. Jasne jest, że w czarnym scenariuszu nie ma dziś nikogo, kto byłby w stanie wiarygodnie zapewnić spłatę ich długu.
Lista działań dla ratowania gospodarek jest dziś bardzo krótka, a część z nich to broń obosieczna
Te dane były wcześniej znane i nie zmieniły się w ostatnich dwóch tygodniach. Ale po obniżeniu oceny kredytowej USA i złych informacjach z realnej gospodarki zmieniła się percepcja ryzyka realizacji takiego scenariusza.
Domino ruszyło, bo gdy zaufanie do systemu pryska, uruchamia się reakcja łańcuchowa: rynki wycofują pieniądze, stopy procentowe zagrożonych krajów rosną, zwiększają się koszty obsługi ich długu, a tym samym prawdopodobieństwo bankructwa. Ponieważ duża część długu jest w posiadaniu banków, brak zaufania przenosi się do sektora bankowego (spready CDS wyceniające prawdopodobieństwo bankructwa wielu banków wzrosły w ostatnich dniach do najwyższych poziomów w historii).
Następnie panika na rynkach przenosi się do sfery realnej: spadające ceny akcji obniżają zdolność finansowania nowych przedsięwzięć, przedsiębiorcy, bojąc się o przyszłość, tną inwestycje i zatrudnienie. To przekłada się na wolniejszy wzrost, co jeszcze bardziej ogranicza zdolność obsługi długów, już nie tylko u tych słabszych, ale też tych w relatywnie dobrej kondycji (Włoch, Francji, a może Niemiec?). I tak pierwotne obawy znajdują swoje potwierdzenie.
Jak zatrzymać spiralę
Stabilizacja sytuacji wymaga dziś jednego: stabilizacji zaufania do systemu. Konieczne są przy tym działania natychmiastowe. Dyskusja o nowym rządzie strefy euro lub konstytucyjnych limitach zadłużenia – skądinąd potrzebna i idąca w dobrym kierunku – nie ustabilizuje sytuacji, tak jak dyskusja o nowych regulacjach nie uspokoi paniki podczas kryzysu bankowego (ludzie chcą mieć pewność, że dziś, a nie jutro, ich pieniądze są bezpieczne).
Podobnie dyskusja o euroobligacjach (które zresztą wcześniej czy później powstaną) też niewiele da, bo dziś nie chodzi już tylko o koszty obsługi długu, ale o obawy o jego całkowitą skalę. To m.in. dlatego ostatni szczyt Merkel – Sakrozy był tak mało efektywny i źle przyjęty.
Główny problem jednak w tym, że lista działań natychmiastowych jest dziś bardzo wąska, a część z nich to broń obosieczna.
Świat bez wątpienia wkracza w ostrą fazę kryzysu, który będzie się łączył z silnymi napięciami społecznymi
Oto najczęściej dyskutowane propozycje.
- Rządy powinny dokonać szybszej redukcji deficytu budżetowego, co w normalnych warunkach mogłoby zwiększyć ich wiarygodność płatniczą i przywrócić zaufanie. Problem jednak w tym, że taka przyśpieszona konsolidacja na świecie odbije się negatywnie na wzroście gospodarczym, o który już teraz wszyscy się martwią. Dzisiaj nie mamy do czynienia z kryzysem fiskalnym w jednym kraju, ale problem dotyczy wszystkich większych gospodarek świata. Badania pokazują, że w takiej sytuacji negatywne impulsy dla wzrostu są o niemal jedną piątą większe niż w normalnych warunkach. A o tzw. niekeynesowskich skutkach konsolidacji zupełnie już nie ma co mówić.






