Biura Podróży
Ile są warte największe polskie biura podróży?
- Thomas Cook – gigant pod kuratelą
- Zawistowski odszedł z zarządu Triady
- Itaka miliarderem
- TUI: Jesteśmy drudzy w Polsce
- 40 procent wzrostu Rainbow Tours
- Neckermann rozmawia z agentami przez komputer
- Itaka - najcenniejsza marka w turystyce
- Triada rzuca wyzwanie Itace
- TUI przejmuje klientów tonącego giganta
- TUI Travel - miało być trochę lepiej
- Czy zagraniczne wycieczki wyprzedzą lodówki?
- Polacy ruszyli do biur podróży
- Rainbow Tours czwarty na rynku
- Znikająca Triada
- Krajobraz po Triadzie
Itaka - najdroższa, może nawet 400 mln zł. Rainbow Tours - niedoceniony przez rynek, według giełdy 50 mln zł, ale tak naprawdę ze dwa razy tyle. Triada – 0 zł, a zapowiadało się tak pięknie
Na próbie wycenienia ile są warci organizatorzy turystyki poległ już niejeden europejski analityk. Firmy turystyczne są biznesowo bardzo skomplikowane, ich bilanse pełne są pułapek, a działalność obciążona dużym ryzykiem. Na ich działalności odbijają się zmiany kursów walut i cen paliw, wydarzenia polityczne, a nawet takie zjawiska jak wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi i kapryśna pogoda. To powoduje, że żmudnie przygotowywane prognozy zwykle biorą w łeb.
Popularne metody szacowania wartości, jak różne odmiany DCF-u (zdyskontowane przepływy gotówkowe), czy multiplikowanie parametru EBITDA, są tu mało przydatne.
Jaką więc metodę przyjąć? Zamiast DCF-u lepiej i praktyczniej jest w tym wypadku dyskontować zyski ekonomiczne według metodologii EVA. Nie tworzyć niepewnych prognoz, lecz zastosować wskaźniki wypreparowane z notowań dojrzałych rynków, odpowiednie dla profilu danego touroperatora i - co ważne – uwzględniające jego pozycję i konkurencyjność rynkową.
Dodatkowo można skonfrontować takie szacunki, mnożąc uśrednioną wartość klienta przez ich roczną liczbę (jak niegdyś czyniono w wypadku telekomów).
Zachodnioeuropejskie giełdy wyceniają klienta
Zachodnie notowania giełdowych touroperatorów uwzględniają rozległą wiedzę i doświadczenie instytucjonalnych inwestorów w wielu dziedzinach (makroekonomia, badania konsumenckie i statystyki). Przetworzenie całej tej wiedzy daje rezultaty bliskie obiektywnej rzeczywistości. Dlatego są one źródłem wskaźników przydatnych do szacowania wartości innych touroperatorów.
Notowania TUI, Thomasa Cooka oraz Kuoni (szwajcarska firma turystyczna z wyższej półki) - wskazują, że rynki nie są pod wrażeniem ich działalności. Z wartości rynkowej, po uwzględnieniu goodwill i aktywów netto można oszacować średnią wartość klienta TUI na 150 funtów, klienta Thomasa Cooka na 120 funtów, a zasobnego turystę Kuoni na 230 funtów. Przyszłą długoterminową rentowność NOPLAG (stosunek wyniku operacyjnego przed amortyzacją, tzw. goodwill, oraz podatkiem, do przychodów) ocenia się na 1,75 proc. w wypadku TUI, 1,45 proc. dla Thomasa Cooka i „aż" 2,45 proc. dla Kuoni.
Co ciekawe, rynki przewidują też, że zyski ekonomiczne, czyli uwzględniające koszt inwestowanego kapitału, TUI i Cooka wypadną negatywnie (odpowiednio - minus 80 funtów oraz minus 130 mln funtów), a dla Kuoni symbolicznie dodatnio (7 mln funtów). Statystyczny klient ma przynosić TUI oraz Cookowi ekonomiczną stratę (3 i 8 funtów), a Kuoni - skromny zysk 1,5 funta.
Te od lat ujemne wyniki zachodnioeuropejskich gigantów są najważniejszą przyczyną ich słabych notowań oraz zmartwień akcjonariuszy, szczególnie Thomasa Cooka (czytaj też tekst „Thomas Cook – gigant pod kuratelą").
Polscy touroperatorzy z perspektywami
Zaledwie 3,8 proc. Polaków korzysta z zorganizowanej zagranicznej oferty wyjazdowej. To wielokrotnie mniej aniżeli na zachodzie. Na przykład w Beneluksie wakacje takie wybiera 29,1 proc. mieszkańców, w Niemczech - 28,6 proc., w Szwecji - 26,2 proc. Nawet u naszych południowych sąsiadów, Słowaków i Czechów, cieszą się one dużo wyższym wzięciem, odpowiednio - 18,5 proc. i 20,5 proc. Pokazuje to, jak duże jeszcze drzemią w polskim rynku możliwości. Pomimo obaw o nadciągające spowolnienie gospodarcze i problemy strefy euro, naszemu rynkowi raczej nie grozi kryzys. Rosnąca zamożność konsumentów, niedowartościowany złoty oraz coraz większe przekonanie Polaków, że lepiej spędzać wyczekany urlop nad ciepłym, południowym morzem, niż na pochmurnym wybrzeżu Bałtyku, zapowiada wieloletni trend wzrostowy w turystyce wyjazdowej. A w konsekwencji wzrost wartości touroperatorów.
Potencjał ten nie jest wykorzystany między innymi z powodu wyniszczającej walki konkurencyjnej – biura podróży obniżają marże do granic opłacalności, co z kolei niszczy ich efektywność i hamuje rozwój. Trudno się dziwić, że w tej sytuacji wyceny ich wartości (spore ryzyko i stopa dyskontująca) nie są imponujące.
















