GPS, śledztwo i skarby. Tak się bawi w geochacing
aktualizacja: 29.07.2011, 02:42

GPS zwykle używany jest do wyznaczania trasy. Ale są i tacy, którzy lubią, kiedy wyprowadza ich w pole

– Wykorzystywanie systemu satelitarnego wartego miliardy dolarów do poszukiwania skarbów, których wartość materialna nie przekracza na ogół sumy kilkunastu złotych – tak opisuje swoje hobby Radosław „Zyr" Zych, jeden z najaktywniejszych polskich odkrywców, mający na swoim koncie ponad 2,5 tys. „keszy" (od ang. cache – skrytka). Geocaching to zabawa, która narodziła się za oceanem już kilka dni po udostępnieniu cywilom zarezerwowanego dotychczas dla armii amerykańskiej niezakłóconego sygnału GPS. Dziś świat usiany jest przeszło milionem „keszy", których poszukuje kilkaset tysięcy „keszerów". Jedna ze skrytek została założona nawet na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, inna zagościła pod szczytem Mount Everestu. „Keszowanie" powoli staje się popularne również nad Wisłą. Codziennie nieświadomie mijamy kilkanaście tysięcy skrytek, o których istnieniu wie jedynie kilka tysięcy aktywnych polskich uczestników zabawy. Biorąc pod uwagę to, że samych telefonów komórkowych, które mogą odbierać sygnał GPS, w Polsce jest już kilka milionów, to wciąż niewiele. Dlaczego się w to bawią? Najlepiej się dowiedzieć, wyruszając na poszukiwania swojego pierwszego „kesza". – Frajda z jego odnalezienia jest tak potężna, jakby człowiek odkrył co najmniej zaginione miasto, wyspę lub kontynent – mówi Manuela „Mela" Malowaniec, która dzięki wędrówkom z GPS poznała m.in. wiele zakamarków Warszawy. Ale i „keszowała" znacznie dalej, m.in. w Dubaju.

Na sygnale

– Kiedyś serdecznie nie lubiłem długich spacerów. Teraz świadomość istnienia gdzieś skrytek motywuje mnie nie tylko do wyjścia z domu, ale i do weekendowych wyjazdów za miasto czy do dłuższych wypadów w Polskę na wielkie „keszobranie" – opowiada „Zyr".

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" zamieszczonego na stronie www.rp.pl/regulamin i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.rp.pl/licencja

Banner

POLECAMY

KOMENTARZE

Komentarz dnia

Stankiewicz: Dymisja inspektora Maja to zła decyzja