Kraj

Wczasy all inclusive w Polsce

Hotel Gołębiewski w Karpaczu w cenie pobytu all inclusive oferuje m.in. korzystanie z parku wodnego, zajęcia dla dzieci, open bar i bufet deserowy
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Wakacje all inclusive, które Polacy znają z zagranicznych wycieczek, coraz częściej są oferowane przez krajowe hotele
– To wygodna forma spędzania wakacji – przyznaje 32-letnia Agnieszka z Warszawy, która w zeszłym roku spędziła z córką wakacje all inclusive na Majorce. – Nie trzeba planować, gdzie się zje posiłek, w cenę są wliczone napoje, drinki i wszystkie hotelowe atrakcje. Dla dzieci były przygotowane ciasteczka czy lody – wylicza. I zaznacza, że zaletą takich wczasów jest też przewidywalność wakacyjnych wydatków, bo z góry wiadomo, jaka jest cena pobytu, wyżywienia i dodatkowych atrakcji. Teraz podobne wakacje można spędzić także w Polsce. – Takich ofert pojawia się na naszym portalu coraz więcej. Proponują je głównie hotele od trzech gwiazdek w górę – mówi Anna Podpora z portalu Wypoczynek.pl przeznaczonego dla entuzjastów krajowych wakacji. – Oferta all inclusive, którą wprowadziliśmy w hotelu w Karpaczu (w Karkonoszach na Dolnym Śląsku – red.), cieszy się dużą popularnością – zapewnia Mariola Sieradzka z sieci hoteli Gołębiewski. – W tygodniu mamy około 700 gości. W weekendy nawet tysiąc.
W hotelu Łeba (Pomorskie), w którym ofertę all inclusive wprowadzono już pod koniec ubiegłego lata, na brak zainteresowania też nie narzekają. – Świetnie się sprawdziła. Korzystają z niej głównie single – wyjaśnia Magdalena Pytlas z hotelu Łeba i dodaje, że po tym, jak wystartowali z all inclusive, wiele hoteli dzwoniło do nich z pytaniem o efekty. Od maja pobyt all inclusive proponuje hotel Głęboczek niedaleko Brodnicy (Kujawsko-Pomorskie). – Zainteresowanie tą ofertą rośnie. W wakacje korzystają z niej najczęściej rodziny z dziećmi – twierdzi Bożena Świgońska z Głęboczka. – Można wybrać jednodniowe all inclusive oraz na pięć lub siedem dni. Jeśli klient chce zostać dłużej, to przygotowujemy dla niego ofertę indywidualną. W Gołębiewskim ci, którzy wykupią pobyt all inclusive, w cenie mają m.in. korzystanie z parku wodnego, zajęcia dla dzieci, open bar czy bufet deserowy. – Najmłodsi mają do dyspozycji restaurację Smakolandia, gdzie przygotowujemy ich ulubione potrawy – zachęca Sieradzka. Hotel Zamek Ryn (Warmińsko-Mazurskie) proponuje z kolei weekend w wersji all inclusive. Poza noclegiem i całodziennym wyżywieniem cena zawiera m.in. korzystanie z open baru, kręgielni, kortu tenisowego, strzelnicy, basenu, jacuzzi czy zajęć fitness. Można też zabrać czworonoga. W hotelu Łeba pod nazwą all inclusive funkcjonuje kilka ofert: podstawowa, premium (z większym wyborem alkoholi i nieograniczoną możliwością korzystania z basenu czy sauny) oraz letni pakiet siedmiodniowy. Zainteresowanie ofertami, które w cenę mają wliczone niemal wszystko, nie dziwi dziennikarki turystycznej Anny Kłossowskiej. – To propozycja dla osób zapracowanych i zabieganych, które nie mogą poświęcić zbyt wiele czasu, by zorganizować sobie urlop – uważa. – Dla nich wczasy all inclusive są najlepszą opcją. Kłossowska zaznacza, że na takie wakacje mogą pozwolić sobie turyści z grubszym portfelem. All inclusive nie należy do najtańszych. W Gołębiewskim siedmiodniowy pobyt to prawie 2 tys. zł od osoby, a w Łebie – 2,3 tys. zł. Za weekend w Zamku Ryn trzeba zapłacić 800 zł. – Zainteresowanie klientów jest umiarkowane właśnie ze względu na wysoką cenę. Pytają o takie pakiety, ale po przeliczeniu kosztów dość szybko rezygnują – przyznaje Podpora. Radzi, by sprawdzać, co zawierają oferty all inclusive: – Często w cenie w rzeczywistości są np. trzy posiłki z napojami i jakaś przekąska w ciągu dnia. Inna wersja rodzimego all inclusive to wliczone w cenę alkohole w godzinach wieczornych, ale za to z posiłków w cenie są tylko śniadania. Do prawdziwego "all" jeszcze nam trochę brakuje. Eksperci zaznaczają, że dla hotelarzy ten rok jest sprawdzianem formatu all inclusive. – Dopiero przyszły sezon da odpowiedź na pytanie, czy zagości on w turystyce krajowej na dłużej – twierdzi Anna Podpora.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL