REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Plus Minus

Plus Minus

Człowiek nie jest pudełkiem do chowania tajemnic

Jacek Cieślak 23-07-2011, ostatnia aktualizacja 27-07-2011 16:07
autor: Bartek Sadowski
źródło: Fotorzepa
Krystian Lupa
autor: Bartek Sadowski
źródło: Fotorzepa
Krystian Lupa

Czy spektakl „Poczekalnia" powstaje jako pana specjalny komunikat skierowany do intelektualistów, którzy we wrześniu przyjadą do Wrocławia na Europejski Kongres Kultury?

Krystian Lupa: Zacząłem pracować, zanim dowiedziałem się, że będzie taka okazja. Ale nawet gdyby było odwrotnie – nie instalowałbym się w ten sposób na Kongresie, bo to rzadko się udaje. Czy „Poczekalnia" wpisze się w program wrocławskiego spotkania? Nie wiem. Ten spektakl jest dalszą próbą poszukiwań zainspirowanych cyklem „Persona" – przedstawieniami „Factory 2", „Marilyn" i „Ciało Simone". W międzyczasie zrobiliśmy w Lozannie „La Salle d'Attente" inspirowany tekstem Larsa Norena „Krąg personalny 3.1". Dotyczy ludzi wyrzuconych na margines. Motywy są różne: bezdomność, narkotyki, alkoholizm. Łączy je to, że roztapiają naszą wolę – umysłowy i duchowy porządek, dzięki któremu funkcjonujemy w społeczeństwie. Można powiedzieć, że gdy zostaje poluzowany – nie możemy się w nim odnaleźć. A może zostajemy oczyszczeni z oszustwa życia społecznego i zyskujemy prawdę o nas? Coraz bardziej radykalną, unaoczniającą się jak odbitka zanurzona w wywoływaczu? Dziwne. Można nawet zadać pytanie: czy to jest przekleństwo, czy może stan błogosławiony? Moim zdaniem błogosławiony, choć nie w takich kryteriach, jakie standardowo się stosuje.

Bo pozwala przetrwać kryzys osobowości?

Zazwyczaj jest tak, że ludzie nie chcą się z tej nowej sytuacji ratować. Szczęście, które było, rzekomo, po stronie, jaką opuścili, z nowej perspektywy wydaje się coraz mniej ponętne. Powrót do tak zwanej normalności nic nie daje. Mówię o tym z takim przekonaniem, bo wyprawialiśmy się z młodymi aktorami w Lozannie w te nowe rejony. Otwieraliśmy się, krążąc po coraz ciaśniejszej orbicie improwizacji. Okazało się, że to, co z pozycji osobistego życia wydaje się groźne – niesłychanie działa na wyobraźnię i inspiruje, zawiera więc w sobie jakieś... „podziemne wyzwolenie". Przekonałem się o tym po raz kolejny, bo wcześniej podejmowaliśmy takie próby w „Azylu", „Prezydentkach" i zakończeniu „Zaratustry". Aktorzy doznają szczęścia, obcując z tym, co – po tak zwanej normalnej stronie życia – nazywa się wyrzuceniem na margines. Pragną tego jak snów oczyszczających, które przeprowadzają nas przez koszmar i zmuszają do konfrontacji z rejonem, od którego za dnia uciekamy, a nie powinniśmy. Nagle okazuje się bowiem, że są tam schowane skarby i czekają iluminacje. Przekonałem się też, że młodzi ludzie są bardziej otwarci na wewnętrzny monolog, wyjście ze skorupy i uruchomienie w sobie innej kondycji człowieka niż starsze pokolenie, pozamykane w dziewiętnastowiecznych konwencjach. Starsi się boją...

Boją się, że nie będzie powrotu do normalnego życia?

Plus Minus
Dostęp do treści serwisu jest limitowany.

Aby uzyskać dostęp, skorzystaj zponiższych opcji:

Ikona telefonu

Wyślij SMS o treści: RP.ART

(24 godzinny dostęp do treści serwisu)

na numer 73464 (Koszt: 3zł + VAT)

Wpisz kod SMS
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Bliscy nieznajomi

Sieć przekształciła nasz sposób widzenia świata i siebie nawzajem tak bardzo, że socjologowie i filozofowie zaczęli się zastanawiać, czy aby nie przenieśliśmy się już częściowo do sztucznej rzeczywistości >>