Kolekcje

Rynek bibliofilski jest w dobrej kondycji

Za 4,9 tys. zł sprzedał Nautilus drzeworyt z 1930 roku Bogny Krasnodębskiej-Gardowskiej (wyw. 2,5 tys. zł)
Nautilus
Cenne książki i grafiki kupimy nie tylko na aukcjach
Po pierwszym półroczu i ośmiu aukcjach wiadomo już, że rynek bibliofilski jest w doskonałej kondycji. Warto dotrzeć do czasopisma „Wiadomości Księgarskie", gdzie ekspert rynku bibliofilskiego Paweł Podniesiński regularnie drukuje szczegółowe wyniki aukcji. Zbiera je od lat. Pozwalają prognozować, że cały rok zakończy się na plusie. Liderem rynku niezmiennie jest warszawski antykwariat Lamus (www.lamus.pl), gdzie skuteczność sprzedaży na niedawnej aukcji wyniosła blisko 80 proc.
Skarby znajdziemy na półkach także na co dzień, nie tylko na aukcjach! Warto szukać, bo to znakomity relaks. Janowi Nowakowi Jeziorańskiemu, kiedy został szefem Wolnej Europy, lekarz zalecił kolekcjonerstwo jako skuteczny sposób na odstresowanie. Jan Nowak mówił o tym w specjalnym wywiadzie dla „Moich Pieniędzy" w 2003 r. Śmiało ruszamy w teren. Do Bydgoszczy pojedziemy po prezenty dla naszych partnerów biznesowych z Zachodu lub przyjaciół ze świata. Tam w Bydgoskim Antykwariacie Naukowym (www.ban-dreas.pl) czeka na nas np. zestaw ciekawych poloników w języku francuskim. Książka Charles'a Forstera z 1840 roku „Pologne" zawiera komplet (!) 55 stalorytów. To byłby prezent elegancki i symboliczny. Takie cudo kosztuje zaledwie 450 zł. Z kolei książka „La Pologne" Leonarda Chodźki została wydana w Paryżu w 1842 roku, zawiera 44 ilustracje ryte w stali, oprawiona jest w piękny półskórek i jak najbardziej nadaje się na prezent (1,4 tys. zł). Zgodnie z nową liberalną ustawą obydwa zabytki legalnie można wywieźć z kraju. Jak dobrze poszperamy, znajdziemy na półkach równie eleganckie prezenty w języku rosyjskim lub niemieckim.
W Bydgoszczy w antykwariacie Wiesława Dreasa za 90 złotych kupimy rocznik miesięcznika „Morze" z 1938 roku. Bogato ilustrowana lektura radykalnie poprawi nam nastrój. Dziś wokół nas kryzys gospodarczy i smutek, a w „Morzu" radość, że Polska staje się mocarstwem kolonialnym! Za 60 zł warto kupić na wakacje książkę kucharską „Dietetyka praktyczna" z 1936 roku (460 str.). „Bajki" Krasickiego z 1954 roku superilustrowane przez Maję Berezowską (40 zł) idealnie nadają się na zapoczątkowanie bibliofilskiej kolekcji zabytkowych książek dla dzieci. Skoro jesteśmy przy dzieciach, to Edward Śmiłek z Krakowskiego Antykwariatu Naukowego mówi o niepokojącej rynkowej tendencji. Jeszcze dziesięć lat temu ojcowie lub dziadkowie regularnie przyprowadzali do antykwariatu dzieci. Dziś to już rzadkość. Gdzie i od kogo dziecko nauczy się polowania na białe kruki? W antykwariacie Edwarda Śmiłka (www.antkrak.krakow.pl) czeka na nas kilka egzemplarzy legendarnego albumu „X-lecie Polski Odrodzonej". Księga, zależnie od stanu, kosztuje średnio ok. 400 zł. Warto ją kupić dziecku, aby otrzaskało się z polską historią i jej mitami. Dziadek lub ojciec może kupić maluchowi bogato ilustrowane książki dla dzieci, jakie sam przeglądał w latach 50. XX wieku (30 – 60 zł). Dla siebie może kupić osiem tomów (1 tys. zł) międzywojennej „Encyklopedii Ultima Thule", która zawiera odważne hasła o komunizmie, np. o mózgu Włodzimierza Lenina. Są także inne przedwojenne encyklopedie w cenach do 600 zł. Za 1,5 tys. możemy kupić trzy tomy reprezentacyjnej edycji „Polska, jej dzieje i kultura" (stan nie najgorszy). W Krakowie obowiązkowo odwiedzamy antykwariat Krystyny Kamińskiej-Samek przy ul. Świętego Jana 3. Firma istnieje w tym miejscu od 1951 roku, ale wystrój pozostał jeszcze po księgarni Teodora Gieszczykiewicza założonej tu w 1893 roku. To jest miejsce magiczne, z duszą. To chyba jedyny dziś antykwariat, jakiego nie znajdziemy w Internecie. Ile kosztowałby nas wyjazd do Wiednia lub Londynu, gdybyśmy chcieli poznać równie legendarny antykwariat, którego wnętrze wygląda tak samo od 100 lat? Lokal ma wysokość ponad 4 metrów. Półki z rzadkimi książkami sięgają sufitu. Wizyta w krakowskim antykwariacie Nautilus (www.nautilus-art.pl) utwierdzi nas w słusznym przekonaniu, że na rynku bibliofilskim panuje hossa. Nautilus specjalizuje się w handlu zabytkową grafiką. To na czerwcowej aukcji litografię Leona Wyczółkowskiego „Arrasy w Katedrze Wawelskiej" kupiono za rekordową cenę 16 tys. zł (wyw. 8 tys. zł). Przy takich wynikach nic dziwnego, że firma zaczęła organizować cztery aukcje w roku, gdy jeszcze w 2009 odbywały się tylko dwie. Są tam do kupienia od ręki nieliczne spady z ostatniej aukcji, np. legendarny drzeworyt Władysława Skoczylasa „Pochód górali" i grafiki Jerzego Tchórzewskiego. Jak grafika spadła z licytacji, to mamy argument, że rynek jest nią nasycony i możemy się ostro potargować. Warto w Nautilusie szukać książek i archiwalnych katalogów o sztuce, bez których nie poradzi sobie żaden kolekcjoner. W Warszawie polecam kilka antykwariatów, zwłaszcza na Powiślu. Antykwariat przy ul. Solec 103 dostarczy nam mocnych wrażeń. Pierwsze jest takie, że do środka trudno się wcisnąć, ponieważ książki stoją wszędzie w wysokich „kominach". Ze środka stale wychodzą objuczeni klienci, którzy za grosze kupują elegancko oprawione dzieła wszystkie Mickiewicza, Żeromskiego, Witkacego lub Wańkowicza wydane w czasach PRL. Nabywca dzięki takim zakupom udawać może inteligenta, może zapewniać swoich gości, że książki te odziedziczył po dziadku lub rodzicach. Niedawno na wystawie na Solcu leżała przez wiele tygodni monografia Pierre'a Cabanne „Wielcy kolekcjonerzy"(Wydawnictwo Literackie 1978). Z lektury (10 zł) można się było dowiedzieć, że prawdziwe kolekcjonerstwo bywa szaleństwem. W stolicy na Powiślu odwiedzamy oczywiście trzy antykwariaty w gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej. Kolekcjoner malarstwa skompletuje tam po okazyjnych cenach np. „Słownik artystów polskich". Pierwszy tom czekał za 100 zł, gdy gdzie indziej kosztuje minimum 300 zł lub trafia tylko na aukcję. W Warszawie odwiedzamy także legendarny antykwariat TOM przy Żelaznej 91. Tam za 100 zł kupimy album „Modernizm" wydany w 1977 roku. Czeka tam na nas od kilku miesięcy, podobnie jak pozostałe albumy wydawane w cyklu „Malarstwo Polskie" przez oficynę Auriga. Jakiś czas temu w Antykwariacie Naukowym im. J.K. Żupańskiego (www.antykariat.pl) w Poznaniu znalazłem na półce wydaną przed wojną książkę o Łazienkach Królewskich Władysława Tatarkiewicza. Egzemplarz był w idealnym stanie, w dodatku nierozcięty, więc przez nikogo nieczytany. Bingo! – wykrzyknąłem i długo z radością oglądałem białego kruka. Po czym odłożyłem go na półkę. Szukam teraz takiego samego egzemplarza i żyję nadzieją, że szczęście dopisze mi raz jeszcze.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL