PO chce nowego prawa o związkach partnerskich

aktualizacja: 07.06.2011, 04:08
Marek Domagalski
Marek Domagalski
Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Konsekwencją zmian byłoby nie tyle sformalizowanie konkubinatu, ile poważne zdeprecjonowanie małżeństwa, które jest elementem ładu społecznego – pisze publicysta prawny "Rzeczpospolitej"

REDAKCJA POLECA
07.01.2016
Prawa partnerów tej samej płci - 25 lutego SN zbada pytanie prawne
Kariera.pl
Menedżer nie musi być wiecznie lojalny wobec dawnej firmy
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!
Jaki sens ma podważanie statusu małżeństwa – a jest ich dziś w Polsce 9 milionów – po to, by wzmocnić uprawnienia kilkudziesięciu tysięcy nieformalnych związków? Nie wiadomo zresztą, ile z nich w ogóle chciałoby sformalizowania, a tego przecież dotyczy SLD-owski projekt ustawy o związkach partnerskich.
Nie pierwszy to taki projekt w Polsce. Ten jest zresztą dość skromny i już wywołał głosy krytyczne. Dlaczego nic nie mówi o ślubie czy rozwodzie partnerskim, o wierności partnerskiej itp.? Rzecz w tym, że zaangażował się weń Donald Tusk, mówiąc, że SLD-owski projekt można "wziąć na tapetę" jako jeden z pierwszych w przyszłej kadencji Sejmu. Że jest gotów do dyskusji, nie chciałby tylko, żeby była to "wrzutka wyborcza", więc daje sobie kilka miesięcy, aby te kwestie spokojnie i precyzyjnie uregulować.
Czy jednak premier wie, czemu ma służyć projekt, bo na pewno nie legalizacji związków partnerskich. W Polsce nie ma podziemia partnerskiego, nie ma więc co legalizować.

Podkopanie społecznego ładu

Celem ustawy – napisano w uzasadnieniu – jest uregulowanie sytuacji prawnej i majątkowej osób żyjących w związkach nieformalnych, bez względu na płeć (a więc nie tylko gejów i lesbijek, ale też innych osób), umożliwienie im rejestracji związków w celu ochrony interesów osobistych i majątkowych. Obecny stan prawny ma być dla nich niekorzystny, zwłaszcza dla par homoseksualnych, którym odmawia się prawa do zawarcia małżeństwa, co można traktować jako dyskryminację.
Zarzut dyskryminacji łatwo jednak obalić. Status małżeństwa gwarantuje konstytucja, a co ważniejsze, natura małżeństwa jest zdecydowanie inna niż związku osób homoseksualnych i ta różnica może uzasadniać wiele uprawnień, których partnerzy nie mają. Zdaniem Antoniego Szymańskiego, socjologa, byłego senatora, skutkiem wdrożenia projektu byłoby zmarginalizowanie małżeństwa, skoro para osób odmiennej lub tej samej płci może mieć podobne prawa i obowiązki. Status małżeństwa, które jest podstawą rodziny, zostałby rozmyty. Po cóż więc byłaby jego konstytucyjna ochrona?
– Konsekwencją takiej nowelizacji byłoby nie tyle sformalizowanie konkubinatu, ile bardzo poważne zdeprecjonowanie małżeństwa, które jest elementem ładu społecznego – wskazuje adwokat Jerzy Naumann.
Na szczęście zwykły zabieg legislacyjny nie może wywołać tak daleko idących skutków w zakresie elementów kształtujących ład społeczny, ponieważ nie powstaje on za pomocą chwytów prawnych, a nadto nie jest wyłącznie domeną prawa, lecz przede wszystkim socjologii oraz moralności. Jednocześnie projekt jest de facto drogą do zalegalizowania małżeństw homoseksualnych, które w inny sposób nazywa. Z obu tych względów projekt w sposób oczywisty jest niezgodny z art. 18 konstytucji.

Ryzykowna prostota

Projekt wrzuca do jednego worka zarówno związki jedno– jak i dwupłciowe.
– Pozornie związki partnerskie zawierane niezależnie od orientacji seksualnej to atrakcyjny postulat, można bowiem przekonywać, że będą służyć nie tylko gejom i lesbijkom. Ale to najsłabszy punkt tej inicjatywy – uważa dr Adam Bodnar z Uniwersytetu Warszawskiego, zresztą zwolennik ustawy. – Mniejszości seksualne nie po to zajmują się tematem związków partnerskich, aby tworzyć alternatywną formę prawa wobec małżeństwa osób heteroseksualnych, ale aby pomóc samym sobie.
Niedawno węgierski TK uchylił ustawę o związkach partnerskich, ponieważ właśnie obejmowała także osoby różnej płci, w efekcie zmiany legislacyjne ograniczono do osób tej samej płci.
Zdaniem adwokata Rafała Wąworka, wiceprezesa Stowarzyszenia Centrum Praw Ojca i Dziecka, zalegalizowanie związków osób jednej płci (gdyż tak należy odczytywać zgłoszony projekt) może dostarczyć sądom zajęcia z powodu znacznej liczby procesów, z pewnością trudniejszych niż rozstrzyganie obecnych sporów o podział majątku małżonków. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę i to, że związki osób tej samej płci charakteryzują się większą dynamiką relacji i napięć, co przekłada się na większy procent rozpadów.
Mec. Wąworek do związków partnerskich nie jest nastawiony negatywnie.
– Taki związek może być dobrą ofertą dla niektórych par hetero – przekonuje. Dlaczego? – Łatwe rozwiązywanie związku (po sześciomiesięcznym "wypowiedzeniu", a za obopólną zgodą od ręki) może się okazać korzystniejsze niż rozwód, który dziś często oznacza koszmarny obowiązek badania przez sąd "winy w rozkładzie pożycia", wciąga w konflikt dzieci, przyjaciół i znajomych.
– Prostota jest piękna, ale i niebezpieczna – ostrzega adwokat Andrzej Michałowski, były wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej. – Projekt zakłada, że skutki zewnętrzne (dziedziczenie, renty, prawo do grobu) będą dostępne tylko dla trwałych związków, po upływie roku od zawarcia umowy.
Czy jednak nie nazbyt łatwo będzie można rozwiązać związek partnerski, np. przez zawarcie małżeństwa z inną osobą? Co się stanie z dziećmi z takiego związku? A co z partnerem, który popadnie w niedostatek po wypowiedzeniu związku przez drugiego partnera? Związek partnerski jest takim niby małżeństwem, ale jednak nie do końca. Projekt zamierza zmienić wiele ustaw, ale nie ma wśród nich kodeksu rodzinnego.

Partnerstwo po roku

Autorzy projektu przyznają, że niektóre polskie przepisy traktują osoby pozostające we wspólnym pożyciu jak małżonków, np. art. 115 § 11 kodeksu karnego (podobnie procedura karna), który pojęciem "osoby najbliższej" obejmuje osoby ze związków nieformalnych, co oznacza, że mogą one jak małżonek odmówić zeznań.
Podobna definicja "osoby bliskiej" jest w ustawie o prawach pacjenta, która nadto zalicza do niej osobę wskazaną przez pacjenta. Osoba, która pozostawała faktycznie we wspólnym pożyciu z najemcą (na podstawie art. 691 § 1 kodeksu cywilnego) wstępuje w razie śmierci najemcy w stosunek najmu. Wprawdzie podaje się przykład (wytknięty przez Strasburg) Piotra K., któremu sąd odmówił prawa do mieszkania po partnerze, ale w Polsce od lat zapadają wyroki traktujące razem mieszkających homoseksulistów jako osoby bliskie.
Według projektu sytuacji prawnych, gdy małżonek i partner są traktowani jednakowo, jest za mało.
Co proponuje się dodać? Po upływie roku od rejestracji związku partnerskiego (w USC) partnerzy byliby uprawnieni do wspólnego rozliczania się z PIT (pamiętajmy, jednak, ile trzeba zarabiać, by na tym realnie skorzystać); do dziedziczenia po sobie jak małżonkowie i zaliczenia do I grupy w podatku od spadków i darowizn (ale w tym przypadku nigdy nie było przeszkód, by przekazać majątek partnerowi w testamencie). A także do zabezpieczenia społecznego, renty po zmarłym partnerze, i prawa do urlopu w celu opieki nad chorym partnerem. Zarejestrowani partnerzy mieliby wreszcie prawo do dysponowania wkładem pieniężnym na rachunku bankowym na wypadek śmierci oraz prawem do pochowania zmarłego partnera (ale ustawa o cmentarzach już teraz daje taką możliwość).
Wszystko to pięknie. Dlaczego jednak dopiero po roku? Zdaniem wnioskodawców uniemożliwi to zawieranie umów związku partnerskiego dla pozoru lub w celu uniknięcia obowiązków podatkowych.

Legislacyjna bolszewia

– Gdy chodzi o problemy prawne, jakie powstawałyby na tle sporów między osobami opuszczającymi taki związek, i roszczeń do takich osób ze strony osób trzecich, to widać, że twórcy projektu w ogóle nie zdają sobie z nich sprawy – wytyka mec. Naumann. – Widać, że wodospad zmian legislacyjnych sprowadza się do mechanicznego dołączenia jeszcze jednej kategorii "partnerów". To dowód nie tyle instrumentalizacji prawa, ile instrumentalizacji podstawowych elementów, które tworzą ład społeczny.
Nie ma wątpliwości, że zaproponowana ustawa byłaby rewolucyjna dla porządku prawnego, dotyka bowiem najbardziej stabilnych segmentów prawa (rodzinnego i małżeńskiego), dokonuje zmian w pięciu kodeksach i 13 zwykłych ustawach. Projektodawcy nie pofatygowali się jednak, by zbadać, do jak szerokiego grona adresatów jest ona kierowana, jaka jest skala zjawiska, które chce regulować, nie mówiąc o skutkach finansowych, także dla budżetu.
W uzasadnieniu podano (dane ze spisu z 2002 r.), że w Polsce żyje niecałe 200 tys. rodzin "partnerskich", z których połowa wychowuje dzieci. W tej liczbie są związki homoseksualne, choć – jak można się domyślać – w mniejszości. Nie podano natomiast, ile jest w Polsce małżeństw.
Pociągnijmy więc ten wątek. Na koniec 2009 r. (dane GUS) było w Polsce prawie 9 mln małżeństw i stan ten utrzymuje się od 30 lat (w 1980 r. było ich 8,75 mln). Zatem małżeństwo – jako instytucja (choć faktycznie znacznie zwiększyła się liczba rozwodów) – nie najgorzej sobie radzi.
Uzasadnione i akceptowalne społecznie oraz politycznie uprawnienia homoseksualistów czy partnerów heteroseksualnych można zagwarantować niewielką nowelizacją kilku ustaw. Nie trzeba tworzyć alternatywnej – i konkurencyjnej wobec małżeństwa – formy związku. Nie od dziś wiadomo, że gorsza moneta wypiera lepszą.
Więcej opinii i analiz prawnych:
Prawnicy, doradcy i biegli » Opinie i analizy
Zobacz też:
» Prawo dla Ciebie » Twoje prawo » Prawo rodzinne » Małżonkowie
 

POLECAMY

KOMENTARZE