Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Styl życia

Wyobraźnia zaczyna się od dziecka

Ilustracja z „Kto kogo zjada” Aleksandry i Daniela Mizielińskich, Znak, Kraków 2010
Archiwum
Po zapaœci trwajšcej prawie dwie dekady nasza ilustracja odżyła.
To widać nie tylko z krajowej perspektywy – polska grafika ksišżkowa znów wyszła na œwiat, zbiera nagrody na międzynarodowych ilustracyjnych konkursach, z najbardziej prestiżowš Boloniš na czele. Ale przede wszystkim – jest obecna na rynku, okrasza lektury dla odbiorców w wieku przedszkolnym, szkolnym, młodzieńczym. Koniec z lansowaniem rysunkowego kiczu w literaturze dla dzieci i młodzieży! Precz z sarenkš Bambi! Do diabła z kotem Garfieldem! Niech żyje Gapiszon!

Dla małych i dużych

Starszaki pozazdroœciły maluchom, czego œwiadectwem coraz liczniejsze edycje zdobne w obrazki. Bo dorosły również lubi wesprzeć własnš wyobraŸnię – wyobraŸniš kogoœ innego. Dla tych najstarszych dzieci też rysujš wybitne indywidualnoœci, że wymienię choćby Macieja Sieńczka, Marka Sobczyka, Agatę Endo  Nowickš, Agatę Bogackš, Mariusza Wilczyńskiego (tzw. księgoklipy). Zresztš, nie wiadomo, dla jakiego przekroju wiekowego adresowane sš np. absurdalno-makabryczne bajki Rolanda Topora, zilustrowane przez autora? Topor upierał się, że takie właœnie podszyte grozš rysunki i teksty najbardziej opowiadajš dzieciarni. Argumentował, że ponadczasowy przebój, „Alicja w Krainie Czarów" Carrola z doœć przerażajšcymi rysunkami Johna Tenniela, pierwotnie przeznaczony był dla małych dziewczynek... Bo maluchy łykajš grozę, jak lody truskawkowe.

Partnerskie traktowanie

Potwierdza to Franciszek Maœluszczak, malarz i jeden z naszych najoryginalniejszych ilustratorów:
– Myli się ten, kto uważa, że dzieci lubiš słodkie rysunki. Od tego psujš się zęby i gust. Przez ostatniš dekadę w księgarniach dominowały ilustracje „ładne". Takie współczesne oleodruki. Niby odpowiadajšce zapotrzebowaniom kilkulatka. Bzdura! Dziecko zaczyna rozumieć sztukę, gdy zaczyna zadawać pytania; gdy formuje się jego œwiadomoœć. Czyli – w wieku około trzech lat. Już wtedy pojmuje, że rysunek nie musi być tylko pogodny, lecz ma wyrażać różne nastroje. Przedszkolak œwietnie odbiera mowę ciała i mimikę, a tym samym – charakter postaci. Z tš opiniš zgadza się Józef Wilkoń, autorytet w dziedzinie ksišżki dla dzieci: – Jestem przeciwnikiem „zmiękczania" formy i wymowy rysunków. Nie wypada też udawać dziecięcego sposobu rysowania. To obelga dla dzieciaków. Należy je traktować po partnersku, a z pewnoœciš to doceniš. Wszelka kokieteria „pod milusińskich" prowadzi do nieznoœnej infantylizacji. A tego dzieci nie wybaczajš. Te głosy wspiera młoda graficzka i ilustratorka Anita Graboœ: – W dzieciństwie mojš ukochanš ksišżkš był tomik „O kruku" z ilustracjami Stasysa. Bałam się ich, a jednoczeœnie urzekały mnie, intrygowały. Potem przerzuciłam się na rysunki Mirosława Pokory. Do tej pory te ksišżki mnie inspirujš. Toteż kiedy rysuję, œwiadomie zapominam o wieku odbiorcy. Dla mnie maluch, to po prostu człowiek. Nie potrafię rozdzielić mojej sztuki na tę przeznaczonš dla dzieci i prace robione z myœlš o starszych. Być może dlatego zarzucajš mi, że niektóre moje grafiki sš infantylne...

Testowane na przedszkolakach

Wymieniona powyżej trójka należy do trzech różnych pokoleń. Mimo to majš podobne podejœcie do ilustrowania dziecięcych lektur. Przykłady? Proszę bardzo. Dwa lata temu Graboœ ozdobiła linorytami bajkę Ewy Marcinkowskiej „O koziołku, który chciał latać". Artystka celowo podkreœliła surowy charakter grafik, pomimo że „Koziołek" przeznaczony był dla najmłodszych, którzy jeszcze nie potrafiš czytać. – Najpierw trochę bałam się, że użyłam za mało kolorów, że kreska za brutalna, mówi autorka.  Sprawdziłam więc na czteroletnim synku mojej znajomej. Ku memu zdumieniu, najlepiej zapamiętał najprostsze, za to wyraziste prace i chciał do nich wracać. Maluchy bez oporów „kupujš" umownoœć. Z kolei Franciszek Maœluszczak stanšł przed nie lada wyzwaniem: miał przedstawić zwierzęta podczas nietypowych dla nich zajęć w ksišżce „Magiczna orkiestra" z wierszami Anny Utkin. – Dziecko zaczyna rozumieć sztukę, gdy stawia pierwsze pytania, gdy formuje się jego œwiadomoœć, czyli w wieku około trzech lat – zauważa artysta. – Już wtedy pojmuje, że rysunek nie musi być tylko pogodny, lecz ma wyrażać różne nastroje. Odbiera mowę ciała i mimikę, a tym samym – charakter postaci. Nie umie oddać œwiata realistycznie, tym lepiej rozumie skróty, uproszczenia, stylizacje. Dlatego ilustracje do „Magicznej orkiestry" testowałem na trzyletniej wnuczce. Od razu odgadywała typ zwierza – ten pełza, inny skacze, jeszcze inny wdrapuje się na drzewa. A doroœli często nie wiedzieli, jakiego zwierzaka przedstawiłem. Również Józefowi Wilkoniowi trafił się ulubiony zwierzęcy temat: „Księga dżungli" – Starałem się wczuć w egzotyczne klimaty, szukałem dla zwierzšt form umownych, znakowych, zarazem oddajšcych ich charakter. Chciałem, żeby były „ostre", wyraziste. Skoro o Wilkoniu mowa. To od lat jeden z najsłynniejszych mistrzów polskiej ilustracji. Przez ostatnie trzy dekady wyspecjalizował się w różnych stworzeniach dużych i małych. Jego patentem sš „ilustracje przestrzenne". Czyli – rzeŸby, które po sfotografowaniu służš jako ilustracje, zamiast tradycyjnych malunków. To ogromny talent Józefa Wilkonia: ujmuje zwierzęta nierealistycznie, stylizujšc ich sylwetki, lekko i trochę baœniowo. Rzecz można — impresyjnie. A zarazem jego wariacje na temat fauny wydajš się bardziej przekonujšce, niż niejedna fotografia. Charakter zwierza widać jak na dłoni; odgaduje się jego ruchy; wyczuwa fakturę futra pancerza, piór. W pracowni i domu artysty bytujš okazy fauny wyrzeŸbione w drewnie, wyklepane z blachy, sklecone z drutu, uformowane z różnych materiałów. No i te po prostu namalowane tuszem, gwaszem, kredkami. Niektóre istniejšce samodzielnie, inne koegzystujš w rozbudowanych instalacjach – swego rodzaju zwierzęcych teatrach. W tym gatunku bodaj najpotężniejsza rozmiarami okazała się „Arka Wilkonia", zaprezentowana w Zachęcie w 2006 roku. W nieco mniejszej  skali pojawiły się inne zoologiczne spędy: „Bestiarium", „Blues nosorożca" i „Kici Kici miau". Rok temu Wilkoniowa sfora opanowała I Warszawskie Targi Ksišżki. Była to wystawa-hołd na 80. urodziny autora. W tym roku z tej samej okazji i w tym samym miejscu, podczas II targów, odbył się przeglšd prac Bohdana Butenki.

Rysowane dla siebie

Tak, tak. Wiecznie młody w rysunkach Bogdan Butenko obchodzi w tym roku 80-lecie urodzin. Człowiek instytucja: ilustrator, plakacista, scenograf, autor komiksów, filmów animowanych, telewizyjnych dobranocek... Artysta, którego charakterystyczna kreska – niby dziecięca, niby banalnie prosta, w istocie genialnie syntetyczna i skrzšca się humorem – nie podlega modom. Do zauroczenia Butenkš przyznaje się wielu. Wœród jego fanów znajduje się też Andrzej Dudziński, znany artysta, również ilustrator. – Jako dzieciak uwielbiałem chorować, bo wtedy godzinami oglšdałem ksišżki – wspomina. – Najpierw zachwycali mnie realiœci: Szancer i Uniechowski. Potem zakochałem się w œwietnych stylistach – Murawskich, Gaudasińskiej, Stannym. Na koniec rozsmakowałem się w mistrzach oszczędnej kreski – Siemaszko, Piotrowskim, Butence. Ich pracami karmiłem fantazję. Od nich przejšłem tę naukę: rysuj tak, żeby tobie samemu podobało się. I zawsze sam się pojawiam na obrazach i rysunkach, pod różnymi postaciami, z infantylnym samozadowoleniem. Myœlę, że pana Butenkę także cieszš własne plastyczne kreacje. Dlatego z dumš informuje na każdej pracy: Butenko pinxit. Gdy zobaczyłam na tegorocznych targach ksišżki tę znanš sygnaturę, od razu ku niej skręciłam. Zdumiewajšco nowoczesne rysunki, myœlałam zwiedzajšc wystawę jubilata. To zresztš nie jedyny tej wiosny pokaz Butenkowych dokonań. Mistrz ma retrospektywę w Muzeum Karykatury (do 19 czerwca). Wspaniale, że znów go doceniono. I nie tylko jego – wybitnych rodzimych ilustratorów pokoleń wszelkich.

W domku i w Zachęcie

Pan Bogdan nie stworzył szkoły, lecz zainspirował wielu. Jego stylem zarazili się m.in. małżonkowie Aleksandra i Daniel Mizelińscy. Koncepcja podobna: żywe kolory położone płasko, bez œwiatłocienia, wypełniajšce nieskomplikowane kształty obwiedzione czarnym konturem. Postaci rysowane przez duet Mizielińskich jednš nogš stojš w œwiecie dziecięcych uproszczeń (kropka, kropka, kreska, kreska...), drugš zahaczajš o teren karykatury. Sš estetyczne, nowoczesne, funkcjonalne – jak włoski design; do tego – dowcipne, inteligentne; zrozumiałe, a nie „zarozumiałe" (bo grafik nie może popisywać się przed dzieckiem, że więcej wie i lepiej niż ono potrafi). Co najważniejsze, poszerzajš maluchom myœlowe horyzonty, uczš patrzeć, kojarzyć, zapamiętywać. Nie bez powodu dwie pozycje opracowane plastyczne przez państwa M. stały się przebojami: „DOMEK" i „DESIGN". Obydwa tomy wydane przez Dwie Siostry. Temu wydawnictwu należš się brawa za pionierskie na naszym gruncie przedsięwzięcie – próbę przybliżenia dzieciakom sztuki najwyższych lotów, trudnej, niekiedy niepojętej dla dorosłych. Ale, o dziwo, bez trudu przyswajanej przez maluchy. Zapoczštkowana w ubiegłym roku seria Mały Koneser liczy na razie dwie pozycje: pierwsza – „Powidoki", poœwięcona tak zatytułowanym obrazom Władysława Strzemińskiego; druga, to „Zajšc", fabuła osnuta wokół akwareli Albrechta Dürera. Obie ksišżki zilustrowała Ola Cieœlak, kolejna młoda utalentowana graficzka wyspecjalizowana w ilustracji ksišżkowej. Ola wyszła ze znakomitej pracowni Macieja Buszewicza, profesora na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Powie ktoœ – za trudne dla dzieci. Jestem innego zdania i mam na jego poparcie niezbity dowód. Kilka lat temu Zachęta urzšdziła wystawę „Sztuka współczesna dla wszystkich dzieci". W projekcie wzięło udział trzynastu artystów różnych pokoleń, wœród nich – takiej gwiazdy, jak Paweł Althamer, Monika Sosnowska, Robert Maciejuk, Wilhelm Sasnal. Ekspozycja, na kształt której mieli wpływ odbiorcy – w wieku od 4 do 12 lat. To oni weryfikowali pomysły i akceptowali autorów. Jeœli mały juror orzekł, że coœ jest nudne, dzieło dyskwalifikowano. I co się okazało? Żadnych ludzików nie chcieli. Tylko aranżacje przestrzenne, wywołujšce rozmaite skojarzenia i pobudzajšce odmienne emocje: strach, ciekawoœć, radoœć, euforię.

Ksišżka jak architektura

Picasso szczycił się, że do póŸnej staroœci zachował pewne dziecięce cechy – ciekawoœć, otwartoœć na nowe doœwiadczenia, umiejętnoœć kojarzenia poza konwencjami. Podobnego zdania jest Květa Pacovská, nestorka czeskiej ilustracji, obsypana nagrodami (m.in. w 1992 r. odznaczono jš Medalem Andersena, najwyższym laurem w dziedzinie ksišżki dziecięcej). Specjalizuje się w klasyce, zwłaszcza bajkach Grimmów i Andersena. Co ciekawe – artystka nie uznaje figuracji. Operuje niemal wyłšcznie formami abstrakcyjnymi, zgeometryzowanymi. Zlepia je w kolaże, wycina ażury, wprowadza trzeci wymiar. – Ksišżkę buduje się jak architekturę. Jej uroda polega na zgraniu materiałów, proporcji, kształtów i rytmów – mówi artystka. – Uwielbiam wszystkie kolory i surowce, lecz gdy już któreœ wybiorę, staram się nad nimi nie dominować. Podšżam tropem ich natury. Usiłuję wydobyć z nich muzykę, jak kompozytor. Pacovská, która trzy lata temu obchodziła 80. urodziny, należy do pokolenia estetycznie ukształtowanego przez wielkich awangardystów XX-wiecznej sztuki. Jej idolami byli Kandinsky, Klee, Miró; za ideał wszechstronnie rozwijajšcej szkoły uważa Bauhaus. Jej zdaniem, bajki doskonale pozwalajš się przełożyć na abstrakcję. Przykładem – „Czerwony Kapturek", pierwsza w Polsce ksišżka plastycznie opracowana przez Pacovskš ( wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2008). Ilustrujš jš wyłšcznie kompozycje złożone z prostych kształtów i elementów symbolizujšcych postaci. Na przykład, wilk jest paszczš wyłaniajšcš się z geometrycznych form; buzia Kapturka – pejzażem. Niektórzy uważajš, że obrazki w tej bajce sš zbyt wyrafinowane, nie zrozumiałe dla dzieci.

Alfabet abstrakcji

Czy istotnie sš zbyt hermetyczne dla przedszkolaków? – Zrozumiejš je, jeœli skojarzš z formami oglšdanymi w rzeczywistoœci – uważa Maciej Buszewicz, profesor prowadzšcy pracownię projektowania ksišżki na warszawskiej ASP. – Przecież jedna z najstarszych na œwiecie zabawek – drewniane klocki – składajš się z geometrycznych brył. Z własnego dzieciństwa pamiętam pudło płaskich drewnianych kształtek, z których układało się scenki pokazane na obrazkach. Ptaszki, widoczki, figurki – wszystko złożone z geometrycznych form. W ten sposób oswajaliœmy się z abstrakcjš. Dlatego moim studentom zabraniam dwóch rzeczy: naœladować dzieci i produkować ilustracje „pod dyktando słowa". Przecież rysunek w ksišżce ma za zadanie je dopełniać! Trzeba wykreować to, czego w tekœcie nie ma. Pracować „pod włos" słów. – Nie wolno mówić: to za trudne dla malucha. Dzieci sš różne – podkreœla Grażka Lange, asystentka Buszewicza, œwietna ilustratorka. – Jednym abstrakcje nie skojarzš się z niczym, inne odbiorš zawarte w nich emocje. Mnie w dzieciństwie najbardziej fascynowały guziki. Niesłychanie inspirujšcy surowiec, wokół którego snułam różne  opowieœci. Na koniec jeszcze raz zacytuję Pabla Picassa. Kiedy zobaczył naskalne malowidła w grocie Lascaux, tak je skomentował: „Niczego się po nich nie nauczyliœmy". Im więcej odkrywano jaskiń z prehistorycznymi malunkami, tym stawało się bardziej oczywiste jedno: potrzeba twórcza tkwi w ludzkiej naturze. Jest pozarozumowym imperatywem, instynktem; także magiš, wyrazem wiary. A zaczyna się w dzieciństwie. Trzeba jš wtedy  uaktywnić.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL