Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Głupia strategia przeciwdziałania narkomanii

Archiwum, Paweł Gałka
Reforma polityki narkotykowej będzie postępować wbrew tym, którzy rozwišzanie problemu uzależnienia upatrujš w policyjnej pałce i więziennej celi – uważa dr nauk prawnych, Wydział Prawa i Administracji UJ
Parlament zakończył prace nad rzšdowym projektem nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii; czeka teraz na podpis prezydenta. Choć pod jej adresem nie milknš głosy krytyki, jedno jest pewne – niezależnie od ostatecznych jej losów, reforma prawa narkotykowego rozbudziła wreszcie zainteresowanie problemem, co widać choćby w liczbie internetowych komentarzy. Jednak mimo że sporo już na temat reformy powiedziano, w gšszczu często nierzetelnych argumentów umknęło wiele istotnych spraw. Spróbuję pokrótce je przypomnieć, gdyż reforma prawa narkotykowego, w której czynnie uczestniczyłem, to okazja do refleksji nad kondycjš polskiej polityki i społeczeństwa.

Nieefektywna strategia

Od dekady realizujemy skrajnie nieefektywnš i po prostu głupiš strategię przeciwdziałania szkodliwej konsumpcji œrodków odurzajšcych (tzw. narkomanii). Wystarczy przyjrzeć się strukturze idšcych w setki milionów złotych wydatków na ten cel, by zobaczyć, że dominujš działania policyjne. Złożone zjawisko społeczne i zdrowotne, jakim jest odurzanie się, postanowiono traktować jako czyn kryminalny. To szkodliwe uproszczenie i trudno zrozumieć, dlaczego na nie pozwalamy. W ten sposób profilaktyka narkotykowa została sprowadzona do straszenia zakazami, leczenie uzależnień zredukowano zaœ w praktyce do karania za posiadanie narkotyków. Dla 9 tys. młodych ludzi rocznie jest to kara więzienia. Słychać głosy, że tylko kilkaset osób rocznie faktycznie odbywa karę. Żaden to jednak argument. Skazywanie tysięcy ludzi na więzienie i usprawiedliwianie tego tym, że tylko niewielka, na ogół przypadkowo dobrana (pokazujš to sprawy prowadzone przez nas w ramach Biura Praw Osób Uzależnionych i Używajšcych Narkotyków) grupa konsumentów trafia za kratki, nie ma najmniejszego sensu. Zwłaszcza że surowe prawo antynarkotykowe wymierzone w konsumentów wyklucza się ze skutecznym leczeniem osób uzależnionych. Polska jest tej prawidłowoœci doskonałš ilustracjš, gdyż nasz system pomocy uzależnionym i profilaktyki narkotykowej jest najgorszy na kontynencie. Jeżeli chodzi o karanie, jesteœmy europejskim liderem. Skrytykowały nas za to agendy ONZ, ale politycy, w tym minister zdrowia, wolš ten wstydliwy fakt dyskretnie przemilczeć.

Co z tš marihuanš

W czasie debaty nad reformš niewielkš uwagę zwrócono na kontekst œwiatowy. Choć wszędzie w Unii Europejskiej posiadanie narkotyków stanowi, co do zasady, przestępstwo lub choćby wykroczenie, w praktyce wszędzie bezkarnie posiadać można narkotyki na własny użytek i to w sporych iloœciach. Osobnš kategorię stanowi marihuana, której zastosowania medyczne nie budzš żadnych wštpliwoœci – w wielu państwach Unii tolerowane jest hodowanie marihuany na własne potrzeby w domu. W USA, gdzie do niedawna obowišzywały i wcišż w wielu stanach obowišzujš bardzo surowe przepisy dotyczšce narkotyków, 16 stanów już zalegalizowało obrót marihuanš na receptę. Tymczasem u nas odrobina konopnego suszu oznacza więzienie, a zgłoszona przez byłego ministra zdrowia (!) Marka Balickiego poprawka, aby marihuanę wykreœlić z listy substancji, których nie można stosować dla celów medycznych, wywołała dzikš histerię. W ten sposób konopie traktowane sš w Polsce jako œrodek bardziej niebezpieczny niż LSD, amfetamina czy morfina, które do zastosowań medycznych sš dopuszczone. Krytycy przyjętych rozwišzań zapominajš też, że obowišzujšce przepisy, a zwłaszcza słynny art. 62 ustawy o narkomanii nakazujšcy karać więzieniem każdego posiadacza narkotyku, niezależnie od iloœci i przeznaczenia œrodka, stanowiš Ÿródło naruszeń prawa na niepokojšcš skalę. Każdego roku policja zatrzymuje kilkadziesišt tysięcy osób posiadajšcych narkotyki. O wiele większš liczbę poddaje kontroli osobistej, często bez usprawiedliwionego powodu. Zatrzymani konsumenci narkotyków sš przetrzymywani w izbach zatrzymań, choć na ogół posiadajš niewielkie iloœci marihuany. Ich mieszkania przeszukujš wyszkolone do wykrywania nielegalnych substancji psy. Wszystkie te działania stanowiš jawne złamanie przepisów prawa i nadużycie władzy.

Zarabiajš organy œcigania

Praktyka masowych represji skierowanych na konsumentów tolerowana jest przez prokuratury, bo w pewnym znikomym procencie prowadzi do ujawniania dilerskich siatek. Co ważniejsze jednak zastraszeni zatrzymaniem w areszcie młodzi ludzie dobrowolnie poddajš się karze, zamiast bronić się przed sšdem. Pozwala to poprawić wyniki wykrywalnoœci przestępstw praktycznie przy zerowym wysiłku ze strony organów œcigania. Karanie za posiadanie narkotyków nie jest więc biczem na zorganizowanš przestępczoœć narkotykowš, lecz narzędziem kreowania statystyk. Rosnšca liczba błahych przestępstw narkotykowych stanowi wygodne uzasadnienie tworzenia kolejnych policyjnych etatów na walkę z narkotykami. Organy œcigania zwietrzyły w narkotykach œwietny interes, także finansowy. Kolejny problem to sami politycy i jakoœć prowadzonej przez nich debaty. W czasie jej trwania zapominano, że projekt reformy nie zrodził się w gabinetach politycznych rzšdzšcej koalicji, ale został przygotowany przez zespół ekspertów. Sięgnięto do rozwišzań sprawdzonych gdzie indziej i skorzystano z najnowszych badań, między innymi z doskonałego raportu Instytutu Spraw Publicznych. Wynika z niego jednoznacznie, że karanie za posiadanie narkotyków jest drogie, nieskuteczne i społecznie szkodliwe. Jednak politycy i częœć dziennikarzy szybko wpisali reformę w logikę politycznej gry. Na propozycje fachowców i pierwszš od 2000 roku zmianę przepisów polegajšcš na czymœ innym, niż mnożenie zakazów, odpowiedziano wulkanem emocji. Nie zabrakło też nieodzownych w takich wypadkach pomówień. Do historii przejedzie posłanka Kempa demaskujšca publicznie ministra sprawiedliwoœci w roli narzędzia mafii narkotykowej. Pozwalam sobie wycišgnšć z takiego obrotu spraw kilka wniosków. Po pierwsze, skoro w procesie legislacyjnym udział biorš politycy majšcy o przedmiocie legislacji (w tym wypadku – narkotykach) nikłe pojęcie, fakty naukowe zawsze ustępujš emocjom, a eksperci demagogom. Próżno więc oczekiwać trafnoœci przyjmowanych rozwišzań. Po drugie, polityczna awantura generalnie zadowala dziennikarzy, gdyż zwiększa to atrakcyjnoœć polityki traktowanej jako spektakl. Pogoń za spektaklem i sensacjš, cechujšca media, nakręca kolejne fale antynarkotykowych histerii (ostatnia przy okazji dopalaczy), które nijak się majš do skali zagrożenia. Do głosu dochodzš najbardziej irracjonalne argumenty. Œwietnej ilustracji tego zjawiska dostarcza niedawny wywiad w "Rz" z Barbarš Labudš – jednym z architektów szkodliwych rozwišzań, od których rzšd próbuje teraz odejœć. Labuda wypowiada tam stwierdzenia nie tyle już fałszywe, co po prostu absurdalne. Jak choćby to, że wœród kilkuset odsiadujšcych w więzieniach karę za posiadanie narkotyków osób sš głównie zakamuflowani dilerzy, co rzekomo sama sprawdziła. Niestety, jakoœ nie był w stanie sprawdzić tego prokurator, bo w akcie oskarżenia nie było o tym mowy. Kuriozalna jest też teza, że "uzależniony narkoman zrobi wszystko dla dawki, nawet zabije". Na myœl przychodzi słynna wypowiedŸ Julii Pitery, która w zeszłym roku w jednym z programów telewizyjnych zadeklarowała, że alkohol jest nieszkodliwy, za to marihuana wywołuje przestępczoœć i... finansuje terroryzm. W Polsce mówienie głupot na temat narkotyków uchodzi płazem. Głosy polityków, choćby absurdalne, sš słuchane, powielane i traktowane z powagš. Bezkrytyczne nastawienie dziennikarzy wpływa na postać i jakoœć publicznej debaty, umacniajšc mnie w przekonaniu, że już samo słowo "narkotyk" ma właœciwoœci odurzajšce.

Najważniejsza z nauk

Rzšdowa reforma polityki narkotykowej nie rozwišzuje wielu istotnych problemów, stanowišc wypadkowš między koniecznymi zmianami a tym, co scena polityczna gotowa byłaby zaakceptować. Mimo to cieszy się ona bezprecedensowym poparciem społecznym. Wsparła jš ogromna większoœć organizacji pozarzšdowych zajmujšcych się uzależnieniami i uzależnionymi. Wokół projektu zawišzywały się spontaniczne koalicje i inicjatywy, które na różnych etapach prac pomagały rzšdowi doprowadzić reformę do końca. Projekt wsparły też osoby uzależnione, a nawet ich rodzice, do tej pory często wykorzystywani jako karta przetargowa w dalszym zaostrzaniu prawa. Pozwala to mieć nadzieję, że reforma polityki narkotykowej będzie postępować wbrew oporowi klasy politycznej i częœci opinii publicznej przekonanej, iż najlepszym rozwišzaniem problemu uzależnienia jest policyjna pałka i więzienna cela. To chyba najważniejsza z nauk płynšca z blisko dwuletnich zmagań ze zmianš najbardziej represyjnego prawa antynarkotykowego w Europie. Zobacz też: » Prawo dla Ciebie » Twoje prawo » Prawo karne Więcej opinii i analiz w serwisie: Opinie i analizy  
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL