System inwigiliacji oświatowej

aktualizacja: 13.05.2011, 03:00

Projekt ustawy o Systemie Informacji Oświatowej budzi coraz większe kontrowersje. Czy rzeczywiście powinniśmy się jej obawiać, a jeśli tak, to dlaczego? – zastanawia się Małgorzata Szumańska

System Informacji Oświatowej, w którym zbierane są dane dotyczące oświaty, działa w Polsce od 2005 r. i niemal od początku krytykowany jest za nierzetelność i podatność na nadużycia. Nowy SIO ma być odpowiedzią na te problemy. Jednak nie jest on unowocześnioną wersją starego systemu. Różnice między nimi mają charakter zasadniczy: nowy projekt został oparty na zupełnie innej filozofii gromadzenia danych.

Jak ma działać

Najważniejsza zmiana dotyczy zasad zbierania informacji o uczniach. Obecnie przetwarzane są jedynie dane zbiorcze, dotyczące np. liczby uczniów urodzonych w danym roku czy uczęszczających do określonego typu szkół. W nowym systemie znajdą się natomiast informacje o indywidualnych osobach. W tej chwili nie są jeszcze znane szczegóły działania systemu, jednak – biorąc pod uwagę fakt, że w centralnej bazie ma być gromadzony bardzo szeroki zestaw informacji dotyczących całej szkolnej ścieżki edukacyjnej: od przedszkola do przyjęcia na studia – można założyć, że umożliwi on daleko idącą integrację danych o uczniach.

Jakie informacje

Poza imieniem, nazwiskiem i numerem PESEL, czyli danymi służącymi identyfikacji, do SIO trafi bardzo szeroki zestaw informacji związanych (czasem dość luźno) z korzystaniem z systemu oświaty: od miejsca zamieszkania przez dane o uczestnictwie w zajęciach dodatkowych czy wynikach egzaminów po informacje o korzystaniu z pomocy materialnej.
Szczególnie niepokoi pomysł gromadzenia w SIO również danych wrażliwych
Szczególnie niepokoi pomysł gromadzenia w SIO również danych wrażliwych, dotyczących np. korzystania z pomocy psychologiczno-pedagogicznej, rodzaju niepełnosprawności czy tzw. niedostosowania społecznego. Takie rozwiązanie negatywnie oceniło m.in. Polskie Towarzystwo Psychologiczne. W piśmie skierowanym do sejmowej komisji PTP wskazuje na zagrożenie stygmatyzacją uczniów z problemami oraz ostrzega, że rodzice w obawie przed naznaczeniem swoich dzieci mogą unikać szukania dla nich pomocy psychologicznej.

Jak duży

Nowy SIO obejmie 5 mln uczniów, ok. 900 tys. przedszkolaków, a także 600 tys. słuchaczy i ponad 600 tys. nauczycieli. Z każdym rokiem system będzie się coraz bardziej rozrastał, w miarę jak będą trafiać do niego kolejne roczniki przedszkolaków i uczniów oraz nowi nauczyciele. Zabrane dane nigdy nie będą usuwane z centralnej bazy SIO: mają być natomiast anonimizowane najpóźniej po pięciu latach od ostatniego wpisu dotyczącego danej osoby.
Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że raz stworzony system może podlegać przeobrażeniom. W przyszłości może się pojawić pokusa, by zbierać więcej informacji, na szerszą skalę łączyć je ze sobą, wykorzystać zebrane dane do nowych, nieplanowanych pierwotnie celów. Może się zatem okazać, że za kilka lat w SIO będzie gromadzony jeszcze szerszy zakres danych (np. e-dzienniki), że do dostępu do nich zostanie upoważniony szerszy krąg osób (np. podmioty komercyjne) albo że z SIO zostaną zintegrowane kolejne bazy danych (np. uniwersyteckie). Dlatego pytanie o możliwe kierunki rozwoju systemu warto sobie zadawać już na początku, jeszcze przed jego stworzeniem.

Czy dane będą bezpieczne

Odpowiedzialne za projekt Ministerstwo Edukacji Narodowej uspokaja, że działanie projektowanego systemu nie powinno budzić żadnych obaw. SIO będzie zabezpieczony przed nieuprawnionym dostępem, a osoby upoważnione będą miały wgląd jedynie w wycinek danych w nim zawartych, zgodnie z zakresem swojego upoważnienia. Nie będzie zatem możliwości, by jakiś pracownik uzyskał dostęp do pełnego profilu innej osoby. Czy jednak możemy mieć pewność, że nie pojawią się nadużycia?
SIO obejmie: 5 mln uczniów, ok. 900 tys. przedszkolaków, 600 tys. słuchaczy i ponad 600 tys. nauczycieli
Generalny inspektor ochrony danych osobowych zapowiada, że będzie się przyglądał budowie i wdrażaniu systemu, bo wiele kluczowych dla ochrony prywatności kwestii rozstrzygnie się dopiero na tym etapie. Bezpieczeństwo danych zależy oczywiście od przyjętych gwarancji prawnych i rozwiązań technologicznych. Jednak to nie wszystko. Jest jeszcze czynnik ludzki. Jak pokazuje doświadczenie, za licznymi wyciekami stoją użytkownicy systemu. Biorąc pod uwagę skalę integrowanych danych, ich wymierną wartość oraz fakt, że dostęp do systemu będzie bardzo szeroki, trudno wykluczyć potencjalne nadużycia.

Czy w zgodzie z konstytucją

Koncepcja nowego SIO budzi wątpliwości co do zgodności z konstytucją, przede wszystkim z art. 47 (prawo do prywatności) i art. 51 (autonomia informacyjna) w związku z art. 31 ust. 3 (zasada proporcjonalności). Integrowanie szerokiego katalogu informacji o uczniach i nauczycielach, w tym danych wrażliwych, oznacza daleko idącą ingerencję w prywatność jednostek. Proponowane rozwiązanie powinno zatem przejść test konieczności w demokratycznym państwie. Jego potencjalna przydatność czy wygoda dla władzy nie może być wystarczającym argumentem.
Czy oparcie nowego SIO na danych jednostkowych jest rzeczywiście niezbędne? Czy nie można osiągnąć założonych celów, operując – jak dotąd – na danych zbiorczych ewentualnie wykorzystując węższy zakres danych jednostkowych? Czy zmiana zasad działania systemu rzeczywiście doprowadzi do eliminacji błędów? Czy korzyści, jakie nowy SIO ma przynieść polskiej oświacie, przeważą nad potencjalnymi negatywnymi skutkami? Do tej pory projektodawcom nie udało się w sposób przekonujący odpowiedzieć na te pytania.

Ile państwo powinno wiedzieć

Dyskusja na temat nowego SIO dotyka kwestii fundamentalnych dla funkcjonowania współczesnego państwa. Ile powinno ono wiedzieć o obywatelu? Jaki zakres danych może integrować? Wraz z rozwojem nowych możliwości zarządzania informacją te pytania nabierają coraz większego znaczenia. W wielu państwach dyskusja na temat dopuszczalnej ingerencji w autonomię informacyjną jednostki stanowi ważny element debaty publicznej. W Polsce jesteśmy dość daleko od takiej refleksji: można odnieść wrażenie, że większość z nas bez zbytniego sprzeciwu jest w stanie płacić własną prywatnością za niemal każde rzeczywiste bądź wyimaginowane usprawnienie działania państwa.
W przypadku SIO coś jednak drgnęło. Pojawia się coraz więcej głosów, że terapia w postaci nowego systemu może być bardziej niebezpieczna od chorób, z jakimi zmaga się polska oświata.
Autorka jest współzałożycielką fundacji Panoptykon, działającej na rzecz ochrony praw człowieka wobec zagrożeń związanych z rozwojem społeczeństwa nadzorowanego
Przeczytaj inne ciekawe opinie i analizy w serwisie:
Opinie i analizy
 

POLECAMY

KOMENTARZE