Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Felietony

Zaremba: Gdyby Osamę zabił Jarosław Kaczyński

Cišgle brzmiš echa rozprawy amerykańskich służb z Osamš bin Ladenem. W gazetach i telewizjach jedni się na Amerykę oburzajš, drudzy jej broniš
Niektórzy konserwatyœci przypominajš sobie, że sš też chrzeœcijanami. A niektórzy liberałowie dochodzš do wniosku, że państwo ma prawo czasem uciekać się do œrodków nadzwyczajnych. Choć gdyby Osamę zabił Kaczyński... Przy okazji można obserwować inne zjawisko. Większoœć amerykańskich elit się zjednoczyła. Jutro opozycja znów nazwie Obamę komunistš, a on będzie jš przedstawiał jako bezdusznych popleczników bogaczy. Ale dziœ sš gratulacje, przyjazne gesty. Na chwilę zniknęli republikanie i demokraci. Czy tak mogłoby być w Polsce? Wspierajšcy PO mainstream natychmiast wskaże na Jarosława Kaczyńskiego jako na burzyciela jednoœci. Prawicowa opozycja w odpowiedzi nie tylko przypomni Palikota, ale zada fundamentalne pytanie o innš różnicę. Amerykańska administracja œcigała oprawcę swoich obywateli, dokonujšc, nie bójmy się tego słowa, aktu zemsty. A można mieć wielkie zastrzeżenia do sposobu, w jaki ekipa Tuska próbuje się uporać z problemem smoleńskiej katastrofy.
Więc prawica powie: jednoœć tak, ale pod warunkiem że Polska będzie chronić Polaków. Jest w tym sporo racji, tyle że polityczna wojna na œmierć i życie nie zaczęła się w kwietniu 2010 r. A nawet gdy uznamy, że to jedni sš bardziej winni, nie zniknie pytanie: jak to nam służy? Bo obserwuję proces oswajania tego stanu rzeczy. Powtarza nam się, że podziały to nic strasznego, że tak jest na całym œwiecie. Robi to wielu prawicowych komentatorów i jakoœ można to zrozumieć – mainstream po prostu utożsamia własne zdanie i interes z całoœciš. Ale to przyzwyczajanie się to nic dobrego. Podziały to esencja i wręcz warunek demokracji, ale nie tylko w USA, także w zachodniej Europie sš chwile, kiedy znikajš. Zazdroœciłem Amerykanom ich polityki od czasu, gdy w filmie "Wszyscy ludzie prezydenta" zobaczyłem archiwalnš scenę: Richard Nixon pojawia się w Kongresie, wszyscy kongresmeni wstajš i klaszczš. Dzień póŸniej częœć z nich będzie go obrzucać błotem. Ale wiedzš, co to wspólne państwo. Sš silniejsi od nas, bo sš liczniejsi i bogatsi, ale i dlatego, że rozumiejš, co znaczy naród.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL