Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Teatr

Dziady Pawła Zawodzińskiego w Teatrze Polskim w Bydgoszczy

ROL
„Mickiewicz. Dziady. Performance” Pawła Wodzińskiego pokazuje Polskę jako państwo wirtualne
Najważniejszym rekwizytem spektaklu w bydgoskim Teatrze Polskim sš metalowe barierki, takie jakie dzieliły demonstrantów przed Pałacem Prezydenckim po katastrofie smoleńskiej. Zobacz galerię zdjęć W „Dziadach" stanowiš mur graniczny między – już nawet nie skłóconymi, tylko niemajšcymi kontaktu ze sobš – grupami społecznymi. Reżyser wybrał rolę surowego obserwatora. Siadł okrakiem na barykadzie polsko-polskiej wojny i pokazuje, co się dzieje po obu stronach. W spektaklu jednš stronę zajmuje namiotowe biedamiasteczko. Jego sfrustrowani mieszkańcy wegetujš i szukajš nadziei w religijno-narodowych mitach. To oni biorš udział w obrzędzie dziadów.
Po drugiej stronie znajduje się salon warszawski – żenujšca parodia œwiatowych elit. Snobistyczne kreatury, które z zapałem prowincjonalnych nuworyszów oddajš się zachodnim nowinkom i epatujš bogactwem. Grajš w golfa, zamiast piłeczek używajšc pomarańczy. Te dwie Polski łšczy jedno – oderwanie od rzeczywistoœci. Lewitujš. A œwiat ucieka. Od kilkuset lat. Podkreœlajš ten fakt krytyczne wobec naszego kraju teksty zagranicznych podróżników, którzy przemierzali go w przeszłoœci – przerażonych biedš, chaosem, zniszczonš przyrodš, brzydotš architektury i stosunkami panujšcymi między Polakami. Historyczne kwestie wygłaszajš z telebimów cudzoziemcy mieszkajšcy u nas współczeœnie. Czyżby niewiele się zmieniło? Wyglšda na to, że wcišż mamy opinię nieudaczników najlepiej czujšcych się w roli ofiar. Martyrologia jest jednym z naszych sposobów na życie. Innym – pogarda dla własnego kraju, narodu. Zataczamy się od œciany do œciany. Brakuje złotego œrodka. Największš zaletš spektaklu jest to, że trafia do widzów o różnym poziomie wrażliwoœci i wiedzy. Podczas trzygodzinnego widowiska w dwóch aktach można się delektować tekstem Mickiewicza, niezależnie od inscenizacji Wodzińskiego. Bo jest lekka, niemal wirtualna – tak jak grana na żywo, sferyczno-chilloutowa muzyka Stefana Węgłowskiego – jednoczeœnie sugestywna i przekonujšca. Teatr w Bydgoszczy ma znakomity zespół i arcydramat w jego wykonaniu brzmi niezwykle współczeœnie. Wystarczy, że aktorzy mówiš do mikrofonu, i wiemy, że ich postaci kłamiš, tak jak osoby publiczne w mediach. „Wielka Improwizacja" jest popisem Michała Czachora. Jego Konrad przychodzi do miasteczka ludzi wykluczonych jako artysta przegrany, gwiazdor z prowincji Europy. Kilkunastominutowy monolog, mówiony również na widowni, brzmi jak improwizacja współczesnego muzyka będšcego pod wpływem dragów – pysznego, walczšcego z Bogiem o rzšd dusz ludzi młodych. Kiedy perspektywa sceny zamienia się w ekran pocięty na kolorowe pasy, podœwietlany stroboskopami – polski Konrad staje się kopiš Thome'a Yorke'a z Radiohead. Pojedynkuje się z nim na słowa, ale używa również przemocy, Ksišdz Piotr, grany przez Mateusza Łasowskiego, tak naprawdę, od poczštku do końca pozostaje Guœlarzem z pierwszego aktu – chwilami brutalnym, grajšcym na emocjach. Oto sfera, w której spełniajš się Polacy. W realnym wymiarze muszš nas rozdzielać metalowe bramki. Albo popadamy w obojętnoœć lub marzymy o tym, żeby jak najszybciej stšd wyjechać.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL