Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Katastrofa smoleńska

Przejmował się zapomnianymi

Janusz Krupski w 1983 r. został uprowadzony przez SB, przewieziony do Puszczy Kampinoskiej i oblany powodujšcym oparzenia fenolem. Od 2006 r. był kierownikiem Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowa-nych
Fotorzepa, BARTOSZ JANKOWSKI BARTOSZ JANKOWSKI
Nie udało nam się zrobić Norymbergi, nie udało się osšdzić komunizmu – martwił się kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych
Pamiętam, jak w czasach studenckich Janusz pieszo pokonywał wszelkie dystanse. Z bardzo charakterystycznym ruchem ręki, sprawny i wytrwały, niezmordowany w chodach pieszych i w dšżeniu do celu.

Przeciw komunizmowi

Trzeba było mieć i odwagę, i zdecydowanie, i ten rodzaj bezkompromisowoœci, by powiedzieć publicznie w 1973 r., że nie chcemy na KUL socjalistycznego zwišzku studentów, spierać się o to z rektorem, a potem pojechać do prymasa Stefana Wyszyńskiego i jasno mówić, że nie chcemy na KUL socjalistycznego zwišzku, i socjalistycznych studentów na KUL nie było. Trzeba było mieć ten rodzaj œwiadomoœci, przekory i odwagi, by w 1974 r. razem z Piotrem Jeglińskim i Bogdanem Borusewiczem wymyœlić, że sposobem na totalne kłamstwo komunistyczne jest wydawanie bibuły, czyli ksišżek i czasopism poza zasięgiem cenzury.
Do tego był potrzebny powielacz. Planowali z Jeglińskim wyjazd do Paryża, żeby zdobyć taki sprzęt. Ale Janusz Krupski nie dostał paszportu. Wyjechał tylko Jegliński i wiosnš 1976 r. przekazał wymarzony powielacz w Londynie Witowi Wojtowiczowi. A ten szczęœliwie przywiózł go do kraju. Wieloletni proces zomowców, którzy zabili górników z Wujka, nazwał kompromitacjš III RP Tak zaczęła się papierowa kontrrewolucja. To Janusz Krupski stał na jej czele. Najpierw druk Orwella, komunikatów KOR, pierwszych numerów „Zapisu" ale już chwilę póŸniej Niezależne Pismo Młodych Katolików „Spotkania". I biblioteka „Spotkań". Trzeba było naprawdę mieć dużo wyobraŸni i niezależnoœci, by 1977 roku w pierwszym numerze „Spotkań" wyznaczyć taki cel: „niepodległa i demokratyczna Polska. Wolna Polska w Wolnym Œwiecie", i dalej: „Bez niepodległoœci narodów Zwišzku Radzieckiego nie odzyskamy i nie utrzymamy własnej niezależnoœci". Takie deklaracje czyniły człowieka w PR L wrogiem systemu komunistycznego. Jednych to przerażało, Janusz był człowiekiem, który nie ukrywał, że jest wrogiem komunizmu. „Spotkania" były pismem dialogu, bardzo otwartym, naprawdę poza zasięgiem cenzury. „Młodopolacy" mieli nas za lewicowych katolików, ale to od Janusza Krupskiego usłyszałem po raz pierwszy o Marianie Zdziechowskim. To on referował mi analizy komunizmu wileńskiego myœliciela. To w „Spotkaniach" mógł z tezami ksišżki Adama Michnika „Koœciół. Lewica. Dialog" polemizować ks. Stanisław Małkowski. To tu publikowali między innymi tacy autorzy, jak ks. Franciszek Blachnicki, ks. Adam Boniecki, Władysław Bartoszewski, Tadeusz Chrzanowski, Bohdan Cywiński, bp Henryk Gulbinowicz, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Stefan Kisielewski, Stanisław Krajewski, Tomasz Mianowicz, Tomasz Strzembosz, Adam Stanowski, ks. Tadeusz Styczeń, Zdzisław Szpakowski, ks. Józef Tischner, bp Ignacy Tokarczuk, kardynał Karol Wojtyła, Jacek WoŸniakowski. Trzeba było mieć niezwykłš wrażliwoœć historyka na pamięć o czasach najnowszych, by w trakcie karnawału „Solidarnoœci" poœwięcić się dokumentowaniu zbrodni komunistycznych na Wybrzeżu sprzed dziesięciu lat. Efekt tej pracy, dzieło Sekcji Historycznej przy Zarzšdzie Regionu NSZZ „Solidarnoœć" w Gdańsku, to publikacja „Grudzień 70" wydana w paryskich „Spotkaniach" przez Piotra Jeglińskiego.

Bez ustępstw

Kompromisu z komunistami nie znosił. W najbardziej beznadziejnych momentach stanu wojennego słyszałem od niego: „Nie ma innego sensu, jak nasz kraj z komunizmu wyzwolić. Polsce to się należy i jeœli nie my, to kto to uczyni?". Nikt wczeœniej tak do mnie nie mówił. „Wróg socjalizmu" Janusz Krupski cały czas był na celowniku SB. W styczniu 1983 r. uprowadzony w centrum Warszawy przez funkcjonariuszy SB dowodzonych przez Grzegorza Piotrowskiego, przewieziony do Puszczy Kampinoskiej, oblany fenolem, traci przytomnoœć. Mimo poważnych poparzeń ciała udaje mu się dojœć do szosy, zatrzymać autobus i dotrzeć do stolicy do mieszkania póŸniejszej żony Joasi Puzyny. Przeżył. Œlub z Joasiš brali w Laskach póŸnym latem 1983 r. Potem rodziły się dzieci: Piotr, Paweł, Łukasz, Tomek, Jaœ, Marysia i Tereska. Był człowiekiem wielkiej miłoœci i wielkiego szczęœcia, bo tym była dla niego i Joasia, i ich dzieci... To była... chciałem napisać. Taka jest ich piękna miłoœć. Bardzo ich w tym podziwiałem i podziwiam. Trzeba było dużej wrażliwoœć na dzieje najnowsze, by w czasach transformacji ustrojowej pamiętać o ofiarach stanu wojennego. Był ekspertem nadzwyczajnej sejmowej komisji do zbadania skutków stanu wojennego, a potem Komisji Odpowiedzialnoœci Konstytucyjnej. „Nie udało nam się zrobić Norymbergi, nie udało się osšdzić komunizmu" – mawiał ze smutkiem. Ale nie tracił nadziei. Był człowiekiem i skromnym, i nader miłosiernym. Nie wspominał o swoich krzywdach i nie pałał żšdzš wiedzy o swoich oprawcach. Aż mnie to dziwiło. Ale wieloletni proces zomowców, którzy zabili górników Wujka, nazywał kompromitacjš III RP. Niemożnoœć postawienia przed sšdem przez całe lata towarzyszy Jaruzelskiego i Kiszczaka traktował jako obelgę dla ofiar masakry na Wybrzeżu i stanu wojennego. Dom, wydawnictwo i współpraca z komisjami sejmowymi to była jego rzeczywistoœć lat 90. W swojej firmie (Krupski i s-ka) wydawał rarytasy, wielotomowš historię Koœcioła powszechnego, malarstwo Józefa Czapskiego z tekstem Joanny Pollakówny, Aleksandra Jackowskiego „Bramy Nieba", a potem „Oppidium Judaeorum" Marii i Kazimierza Piechotków, „Rzeczpospolitš Podziemnš" Tomasza Strzembosza, można by wymieniać długš litanię...

Dbajšcy o wyklętych

Trzeba znowu niezwykłej siły i konsekwencji, by owš wrażliwoœć na dzieje współczesne zachować. IPN był nadziejš i stał się rzeczywistoœciš. To coœ zupełnie naturalnego, że Janusz Krupski w latach 2000 – 2006 był jego wiceprezesem. Z dzisiejszej perspektywy to doœć niezwykłe, ale czuł się uczniem dwu historyków: Władysława Bartoszewskiego i Tomasza Strzembosza, wdzięcznoœć i jednemu, i drugiemu wręcz manifestował. W 2006 roku został mianowany kierownikiem Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Był ministrem wszystkich kombatantów, ale najbardziej przejmował się losem zapomnianych pokrzywdzonych. Wspomagał inicjatywy pamięci o żołnierzach wyklętych, tych, którzy nie pogodzili się z sowieckš okupacjš po 1944 roku, a których PRL skazywał na œmierć i urzędowe zapomnienie. Czuł wobec nich szczególne zobowišzanie. To on wspomagał inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego dotyczšce uhonorowania zapomnianych bohaterów niepodległoœci. Groby pomordowanych, poległych, groby zapomnianych były jego codziennoœciš. A był człowiekiem życia, życia rodzinnego i głęboko chrzeœcijańskiego. Wiosnš 2010 r. był zaniepokojony, że kwestia rosyjska dzieli polskich polityków, a Moskwa doskonale to wykorzystuje. Lot do Katynia z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim uważał za swój oczywisty obowišzek i zaszczyt. Był człowiekiem zawsze gotowym. Gotowym pójœć dla sprawy w daleki marsz. Nigdy o tym nie rozmawialiœmy, ale mam wrażenie, że Joasia to rozumiała. We wrzeœniu 1979 r. wybraliœmy się we dwóch w Tatry. Z przełęczy Krzyżne ruszyliœmy na dziko w dolinę Potoku Waksmundzkiego. Zejœcie nie było trudne. Niebo błękitne, choć już po południu. Trafił się po drodze niewielki, może trzyipółmetrowy żleb, pod nim półka i dalej już łatwy trawers. Janusz zręcznie zszedł na półkę. Czekał na mnie poniżej. Nie chciałem, by mój Start 66S (aparat fotograficzny) się poobijał, więc pakowałem go do futerału i nagle runšłem. Sekundę póŸniej leżałem na skalnej półce. Janusz przyciskał mnie do skalnego łomu. Razem patrzyliœmy, jak aparat fotograficzny leci w dół, 20, 30, 50 metrów, uderza o skalny występ i lšduje gdzieœ na trawie. Zszokowany myœlałem: to mogła być moja droga. – Zawsze trzeba być gotowym – usłyszałem. Zupełnie niedawno dowiedziałem się, że jednš z ostatnich jego decyzji było skreœlenie z listy przygotowanej do odznaczeń prezydenckich Tomasza Turowskiego, byłego ambasadora tytularnego w Moskwie.   W latach 1976 – 1988 drukarz, redaktor, kurier, kolporter „Spotkań"  i wydawnictw niezależnych. Po 1989 roku autor filmów dokumentalnych, programów radiowych i telewizyjnych m.in. „Pulsu dnia" (TVP 1), „Studia otwartego" (TV Puls), „Warto rozmawiać" (TVP). W kwietniu 2010 r. w czasie żałoby narodowej po tragedii smoleńskiej kierował publicystykš TVP 1
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL