„Polski katechizm”, czyli dlaczego Putin nie ufa Polakom?

aktualizacja: 20.10.2007, 02:28
Foto: Wikipedia

Korzenie deportacji Polaków z Kresów Wschodnich
i zbrodni katyńskiej tkwią w rozważaniach
XIX-wiecznych rosyjskich myślicieli politycznych

Kiedy przywołujemy pamięć rozbiorów Polski, paktu Ribbentrop-Mołotow, losy powstańców styczniowych czy ofiary sowieckich represji, widzimy olbrzymią dziejową krzywdę. Tymczasem – jak to uzasadniał pionier rosyjskiej myśli geopolitycznej Nikołaj Danilewski (1822 – 1885), Polacy w pełni zasłużyli sobie na „karę pozbawienia wolności”. To z jego wizji i wizji jego kontynuatorów (np. Aleksandra Dugina) wyrasta polityka realizowana dzisiaj przez Kreml. Nie od rzeczy będzie zatem zapytać, za co kiedyś zasługiwaliśmy na swoje cierpienia, a dziś na nieufność prezydenta Putina.
Do erudycyjnych analiz Danilewskiego, zawartych w jego dziele „Rosja i Europa. Pogląd na temat kulturowych i politycznych stosunków światów: słowiańskiego i rzymsko-germańskiego”, wrócimy za chwilę. Najpierw warto zajrzeć do oferty z niższej półki, skierowanej do bardziej masowego czytelnika. Myślę o broszurze zatytułowanej „Polski katechizm albo jak pokojowymi środkami podbić Rosję”.
Najstarsza znana mi wersja „Katechizmu” pochodzi z 1863 r., co oczywiście nie jest dziełem przypadku. Wedle szerzonej przez Rosjan legendy znaleziono go przy zabitym powstańcu. Kolejne wydania pojawiały się w m.in. w latach 1909 i 1911. Znana jest także powielana wersja rozpowszechniana w roku 1916 w szeregach rosyjskiej armii. O „Polskim katechizmie” pisali co prawda polscy historycy, m.in. Stefan Kieniewicz i Henryk Głębocki, niewątpliwie warto go jednak przypomnieć w kontekście szerszej dyskusji o metodach polityki rosyjskiej, nie tylko zresztą wobec Polski i Polaków. Wspomniany dokument w sposób nieunikniony przywołuje bowiem na myśl osławione „Protokoły mędrców Syjonu”.
Wszystko wskazuje zresztą na to, że był on jednym z ich właściwych pierwowzorów. Być może też pochodzi z podobnego policyjnego źródła.Cóż takiego ujawniali wydawcy „Polskiego katechizmu” rosyjskiej publiczności? Otóż rzekomy tajny poradnik wewnętrzny przeznaczony dla uczestników wszechobecnego w Rosji polskiego spisku. Można w nim znaleźć cały szereg przewrotnych pomysłów, jak podstępnie niszczyć Rosję i wiarę prawosławną, dążąc do celu, jakim jest ponowne zapanowanie nad polskim odpowiednikiem angielskich kolonii, tj. Litwą i Ukrainą.
„Każda metoda – czytamy w owym dokumencie – która prowadzi do upadku i materialnego (zbiednienia) wspólnego wroga [tj. Rosji – W.B.] jest nie tylko dozwolona, ale i wskazana. W ten sposób – pisano malowniczo – obcina się jej pazury”. Rzekomy polski „mędrzec-katecheta” doradzał zatem podważanie autorytetu „heretyków” i „schizmatyków”, czyli „chciwych i ograniczonych umysłowo” prawosławnych duchownych, podburzanie rosyjskiego społeczeństwa przeciw rządowi, wreszcie infiltrację rosyjskich instytucji, organizacji i urzędów, celem podporządkowania „prymitywnego narodu rosyjskiego”. Wskazane było także publiczne głoszenie myśli, iż to Niemcy są głównymi wrogami Rosji (i Polski). Na nich należy „zwalać winę” za wszelkie zło, ponieważ naiwni Rosjanie, którzy nienawidzą Niemców, „zawsze w to wierzą”. Na Rosjan z kolei należy napuszczać Niemców; aby wywołać spiralę ich wzajemnej nienawiści (ta część odnosiła się do niemieckiej mniejszości wpływowej wówczas w rosyjskich kręgach rządzących).
Instruowano również, że okradanie rosyjskiej kasy państwowej nie jest żadnym złodziejstwem, ale czynem patriotycznym, zgodnie z myślą, że jeżeli polscy spiskowcy indywidualnie się wzbogacą, to i ich „ojczyzna” stanie się w ten sposób potężniejsza.Główny wątek rzekomego „katechizmu” dotyczył jednak stopniowego opanowania rosyjskiego państwa przez polski spisek. Wykształceni Polacy powinni się zatem starać o rosyjskie stanowiska państwowe, także w głębi Imperium (nie zwracając uwagi na sarkania niewtajemniczonych w arkana „tajnej polityki”). W efekcie mieli oni uzyskać dostęp do tajemnic państwowych, a przede wszystkim możliwość forsowania na wszelkie możliwe stanowiska urzędowe kolejnych Polaków. Co interesujące, w „Katechizmie” raczej zniechęcano do kariery wojskowej w rosyjskiej armii. Doradzano, aby nie służyć w jej szeregach dłużej, niż to jest konieczne w celu godnego „nakradzenia się”. Preferowana była kariera cywilna.
Uczestnicy spisku mieli za wszelką cenę, akceptując wszelkiego rodzaju dwulicowość, zaprzaństwo i lizusostwo, wspinać się po czynowniczych szczeblach; zajmować wszystkie możliwe stanowiska, z wyjątkiem jednak tych najwyższych. Bardziej wskazane dla Polaków miało być odgrywanie ról zaufanych zastępców względnie doradców rosyjskich zwierzchników. W razie czego zawsze można było na nich zwalić winę za polskie patriotyczne niegodziwości.
„Kiedy – czytamy w „Polskim katechizmie” – we wszystkich instytucjach rosyjskich znajdą się nasi agenci i całe państwo będzie pokryte jak siecią działającymi jednomyślnie naszymi współbraćmi, to ono będzie w naszych rękach i z czasem oddziałując systematycznie na rosyjskie społeczeństwo, poruszymy tkliwe struny współczucia i przygotujemy je do zaakceptowania poglądu o nieuniknionym oddzieleniu Polski”.
Przedstawiona wyżej rosyjska wizja polskiego spisku, jakkolwiek w krzywym zwierciadle, odnosiła się bez wątpienia do całkowicie realnych problemów narodowych i geopolitycznych na terenie dawnych ziem Rzeczypospolitej. Fakt rozciągającej się daleko na Wschód aktywnej obecności polskiej społeczności na tym obszarze i jej specyficzny charakter stanowił zasadniczy klucz do rosyjskiego rozumienia sytuacji i generalnie oceny tzw. sprawy polskiej.
Dość powiedzieć, że potężnym ośrodkiem polskiej kultury, właściwie aż do początku lat dwudziestych XX w., pozostawał Kijów, stolica Ukrainy. I tu możemy zrozumieć, dlaczego – zdaniem wspomnianego na wstępie Danilewskiego i właściwie całej rosyjskiej opinii politycznej – Polacy zostali „pozbawieni wolności”.Stanowili bowiem zagrożenie dla trwałości rosyjskiego panowania na ziemiach określanych przez obydwie strony jako Kresy (ros. Okrainy), odpowiednio tylko „zachodnie” bądź „wschodnie”.
Najlepiej chyba wyjaśnił to inny rosyjski myśliciel polityczny, mianowicie Jurij Samarin (1819 –1876), w tekście opublikowanym przezeń w reakcji na wybuch powstania styczniowego. Jego zdaniem źródłem rosyjskich problemów z Polakami był „polonizm” definiowany jako kultura polskiej szlachty, wywodzącej się z niej inteligencji i rzymsko-katolickiego duchowieństwa. Owa kultura w rozumieniu rosyjskiego analityka stanowić miała narzędzie służące rozszerzaniu wpływów Zachodu (skądinąd jego zdaniem skazanego na nieuchronny upadek) na tereny – jak twierdził – „historycznie” przynależne do słowiańskiej i zarazem prawosławnej Rosji.
Jednocześnie Samarin i inni Rosjanie, także ci uważający się za demokratów, definiowali ów „polonizm” jako kulturę elitarną, obcą rzeczywistemu narodowi polskiemu, czyli polskim chłopom. W skrajnych interpretacjach mowa była zgoła o obcym (notabene germańskim) pochodzeniu polskiej elity. W tym rozumowaniu pojawiała się koncepcja rozwiązania kwestii polskiej drogą odsunięcia owej elity i zastąpieniu jej przez nową, „naturalnie słowiańską”, chłopskiego pochodzenia na wzór Czechów czy Litwinów. Oczywiście najlepiej byłoby – z rosyjskiego punktu widzenia – aby rosyjska administracja mogła kontrolować ten proces. Docelowym sensem tej operacji było ograniczenie kwestii polskiej do polskiego obszaru etnograficznego.
Zajrzyjmy teraz do przywołanego na wstępie dzieła Danilewskiego „Rosja i Europa...”. I tutaj Polska jest przedstawiana co prawda jako kraj słowiański, jednak głęboko skażony „europeizmem” i cierpiący na te same choroby, które zdiagnozował Samarin. Jednakże skomplikowane rozważania ideologiczne miały dla Danilewskiego znaczenie raczej drugorzędne. Podstawową rolę grała w istocie interpretacja politycznych stosunków w trójkącie Polska – Rosja – Niemcy (Prusy).
Można tutaj zresztą zaobserwować swoistą walkę wewnętrzną między politycznym realistą z fascynacją obserwującym sukcesy polityki niemieckiej epoki Bismarcka a wizjonerem ekspansji rosyjsko-słowiańskiej, w której i Polacy mogliby się kiedyś przydać. W tym kontekście należy rozumieć jego słynną uwagę o symbolizującej Polskę jadowitej tarantuli [!-W.B.], która pożerając ofiarę, nie widzi wroga, który czai się z tyłu.Punktem wyjścia rozważań Danilewskiego było założenie, iż Polska właściwa to Polska etnograficzna, w której rozbiorze Rosja nie brała udziału (!-W.B). Dopiero w roku 1815 Rosja, ku swemu nieszczęściu, weszła w posiadanie Królestwa Kongresowego, chroniąc niejako w ten sposób „matecznik polskości” pod swoją egidą przed niemiecką ekspansją. Trzeba przyznać, iż Danilewski myśl o rusyfikacji i kolonizacji ziem etnicznie polskich uważał za kompletną mrzonkę; coś podobnego byli, jego zdaniem, w stanie zrobić jedynie Niemcy.
Danilewski wspominał też w duchu pozytywnym o planach przyłączenia do Królestwa Polskiego rozbiorowych dzielnic pruskiej i austriackiej. Za błąd zarówno Polaków, jak i własnego rządu uważał też fiasko tej koncepcji. Ów „kraj zamieszkany przez polski lud”, „samodzielny i niezawisły”, mógłby w przyszłości stanowić, w formie unii z Rosją, a nawet i bez niej jeden z elementów „wszechsłowiańskiej federacji” pod rosyjską egidą.
Aby jednak stworzyć taką, zgodną z rosyjskim (a zdaniem Danilewskiego także i z polskim) interesem szansę rozwiązania kwestii polskiej, należało na spornych Kresach „dać przewagę licznym ludowym rosyjskim żywiołom”, co pozbawić miało Polaków podstawy dla ich marzeń o Polsce w granicach z 1772 r. Danilewski nawiązywał tutaj do groźby, jaką wciąż, jego zdaniem, stanowi dla Rosji stara idea „szlachecko-jezuicka”, która uwidoczniła się w kolejnych powstaniach i której jedynym celem było ponowne zagarnięcie i latynizacja „zachodniej Rosji”. W ten sposób, z punktu widzenia Danilewskiego, Polacy wciąż okazywali się słowiańskimi „zbrodniarzami stanu”, którzy też za swe „szlachecko-jezuickie” przestępstwa słusznie cierpią karę „pozbawienia wolności”.
Właśnie z opisanych wyżej geopolitycznych rozważań brała się rosyjska polityka „powstrzymywania”, a w istocie wypierania i zwalczania tradycji dawnej Rzeczypospolitej i polskich wpływów na wschód od Bugu. Polityka realizowana dość konsekwentnie przez rosyjskie władze państwowe w ostatnich dziesięcioleciach XIX w. Ale nie tylko. Można chyba zaryzykować twierdzenie, że w podobnym myśleniu należy szukać źródeł niektórych posunięć Stalina, takich jak zbrodnia katyńska i kolejne deportacje Polaków z Kresów, które nie były przecież niczym innym, jak próbą przyśpieszenia owej niezbędnej zdaniem Rosjan-Sowietów „wymiany” polskiej elity, a zarazem oczyszczenia spornych ziem z „pańskiego” i „rzymsko-katolickiego” nalotu.
Także dzisiaj wydaje się rzeczą oczywistą, że tak jak dla polskiej polityki wschodniej kluczowymi pozostają wskazania Józefa Piłsudskiego i Jerzego Giedroycia (których widocznym dowodem było chociażby nasze poparcie dla ukraińskiej pomarańczowej rewolucji); tak dla Rosjan (i ich sprymityzowanej formy, czyli tzw. ludzi sowieckich) owa misja to nic innego jak kontynuacja opisanej wyżej podstępnej polskiej polityki, kolejna próba „latynizacji” ziem przynależnych do Rosji (Rusi) i prawosławia. Na szczęście dzisiaj ofiarami tej odwiecznej walki są głównie producenci ulubionej przez Rosjan krakowskiej kiełbasy.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE