Politycy na wojnie ze spekulantami

aktualizacja: 25.03.2011, 03:47
Foto: ROL

Donald Tusk rozpoczyna batalię o cukier. PiS walczył o paliwo, a Wałęsa chciał puścić aferzystów w skarpetkach

– Żarty się skończyły. Będziemy szukali wszystkich dostępnych metod, aby tam, gdzie jest to możliwe, ceny nie były efektem takiej wulgarnej, bezczelnej spekulacji – grzmiał podczas środowej konferencji prasowej premier Donald Tusk. To odpowiedź na zarzuty PiS, że rząd nic nie robi w sprawie panującej w sklepach drożyzny, szczególnie  cukru.
Dlatego dzień wcześniej premier wezwał na dywanik szefa Krajowej Spółki Cukrowej i wiceministra skarbu. – Miałem bardzo trudną, trudną nie dla mnie, rozmowę z tymi, którzy odpowiadają za produkcję i hurtową sprzedaż cukru w Polsce – relacjonował Donald Tusk. Wczoraj zaapelował do Komisji Europejskiej o działania przeciwko narastającej drożyźnie.
Politologowi Kazimierzowi Kikowi deklaracje premiera kojarzą się z czasami PRL. – To wówczas, gdy tylko w sklepach zaczynało czegoś brakować, rząd zabierał się do walki ze spekulantami. A efekt był taki, że spekulanci ukrywali się jeszcze bardziej i nie można już było niczego kupić – wspomina. – Zresztą także w III RP takie spektakle pod publiczkę urządzane przez polityków mają długą tradycję – dodaje i przypomina prezydenta Lecha Wałęsę, który już na początku lat 90. obiecywał, że „puści aferzystów w skarpetkach".

Premier i OFE

To nie pierwsze takie wystąpienie premiera Tuska. W sierpniu 2010 r. odbyło się otwarte dla mediów spotkanie z szefami otwartych funduszy emerytalnych, na którym ostro ich skrytykował. – Albo zmienicie sposób swojego działania i zaczniecie stawiać dobro klienta na pierwszym miejscu, albo rząd zastanowi się nad zmianą systemu emerytalnego w Polsce – pogroził im premier. Krytykował OFE za koncentrowanie się jedynie na „osiąganiu dobrych wyników finansowych dla instytucji" i „bałamucenie" przyszłych emerytów reklamami.
Być może premier bierze przykład ze swojego koalicjanta. Lider PSL i wicepremier Waldemar Pawlak wielokrotnie domagał się zdecydowanych działań przeciwko spekulantom. Nie dalej jak w lutym zapowiedział, że w trakcie polskiej prezydencji w Unii trzeba będzie się zająć problemem spekulacji. – Nie było jakiejś znaczącej katastrofy na rynku ropy naftowej czy żywności, aby ceny były tak wysokie – podkreślał.
Wcześniej na jego celowniku znalazły się banki. Zaczął od wojny o stosowane przez nie opcje walutowe, gdy w szczycie kryzysu finansowego okazało się, że część firm na tym straciła. Jednak propozycje PSL w tej sprawie nie weszły w życie. Ostatnio Pawlak postanowił podjąć walkę z bankowymi spreadami (różnica między kursami kupna i sprzedaży walut, ważna dla kredytobiorców, którzy zaciągnęli pożyczki na kupno nieruchomości w obcych walutach).
– Takimi propozycjami można zyskać sobie poklask wyborców, ale wiadomo, że i tak nie wejdą one w życie – uważa dr Andrzej Sadowski, ekonomista z Centrum im. Adama Smitha.
Spore doświadczenie w walce z wysokimi cenami mają też politycy PiS. Zwłaszcza jeśli chodzi o koszty  benzyny. – Ministrowie sobie nie poradzili, muszę sam się zabrać do roboty. Paliwo w Polsce musi być tańsze. Jest miejsce na obniżenie jego cen – grzmiał w 2005 r. premier Kazimierz Marcinkiewicz.

Rząd PiS kontra Orlen i Lotos

Z jego polecenia minister skarbu spotykał się z szefami firm paliwowych Orlen i Lotos, nakłaniając ich do obniżenia marż. Podobnie było, gdy premierem był Jarosław Kaczyński. – Spotkał się z szefami firm paliwowych. Uzgodniono, że można zmniejszyć marże tak, by Polacy mniej płacili za tankowanie samochodów. Namawiamy premiera Tuska, żeby zrobił to samo – apelowała niedawno posłanka PiS Beata Szydło.

Lepper zmienia zdanie

Prawdziwym tropicielem spekulantów był Andrzej Lepper. Lider Samoobrony domagał się m.in. walki ze spekulacjami bankowymi, na rynku zboża, trzody chlewnej. Później sam znalazł się po drugiej stronie barykady, kiedy był wicepremierem i ministrem rolnictwa i omal nie został obrzucony jajami za brak działań zapobiegających tzw. świńskiej górce.
Dziś ostro krytykuje Donalda Tuska za jego słowa o spekulantach. – Przecież to jest premier, który popiera gospodarkę wolnorynkową. Jak taki premier może nazywać ludzi przedsiębiorczych spekulantami? To dla nich obraźliwe – mówi „Rz".
Podobnie do sprawy podchodzą politolodzy i ekonomiści, którzy zwracają uwagę, że odkąd w Polsce mamy gospodarkę wolnorynkową, rząd nie ma praktycznie żadnych narzędzi, które pozwoliłoby mu skutecznie wpływać na ceny towarów w sklepach.
– Nie wiem, skąd u polityków bierze się ta wiara w magiczne działanie ich słów. Czy premier Tusk naprawdę wierzy, że jeśli powie, iż cukier ma być tani, to on rzeczywiście stanieje? – dziwi się dr Sadowski.
– Premier wie o tym doskonale. Ale zdaje sobie sprawę, że sytuacja zaczyna być groźna, zbliżają się wybory, więc trzeba pokazać, że działa – komentuje politolog dr Rafał Chwedoruk.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorów j.strozyk@rp.pl, k.manys@rp.pl
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE