Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Mundurowi

Armia oszczędza na szkoleniu

Afganistan
Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Załogi rosomaków nie będš się już uczyć u producenta maszyn. Wojsko nie chce za to płacić
Kołowe transportery opancerzone Rosomak to w Afganistanie podstawowe pojazdy zapewniajšce bezpieczeństwo polskim żołnierzom. – Zajmujemy się głównie patrolowaniem okolicy, dlatego w rosomakach spędzamy 70 – 80 procent czasu, gdy prowadzimy jakieœ operacje – opowiada oficer, który służył w Iraku i Afganistanie. – Wojskowi na misji w Afganistanie o rosomaku majš jak najlepsze zdanie. Sš też zgodni co do tego, że ofiar byłoby znacznie więcej, gdyby nie te transportery – mówi „Rz" Janusz Walczak, ekspert wojskowy, który w Afganistanie był wielokrotnie.
Dlatego, zdaniem żołnierzy i ekspertów, tak ważne jest wyszkolenie załóg obsługujšcych transportery (dowódca, kierowca i celowniczy). – To oni odpowiadajš za życie swoje i innych. Czasem w rosomaku poza bazę wyjeżdża 11 żołnierzy – opowiada wojskowy. Armia postanowiła jednak na szkoleniu zaoszczędzić. W tym roku dowództwo Wojsk Lšdowych zrezygnowało z wysyłania żołnierzy na szkolenie, które od 2005 r. organizuje producent rosomaków – Wojskowe Zakłady Mechaniczne (WZM) w Siemianowicach Œlšskich. Powstała tam nawet specjalna baza dla uczšcych się. Sš m.in. symulatory i doskonale przygotowani instruktorzy oraz poligon. Żołnierze mieli też okazję poznać budowę rosomaków już na etapie ich produkcji. Przez pięć lat w bazie w WZM wyszkolono ok. 4,5 tys. żołnierzy. Co roku wojskowi wraz ze specjalistami z Siemianowic przygotowywali program szkolenia. Okreœlał on, ilu i jakich specjalnoœci żołnierzy w danym roku należy wysłać na kurs do Siemianowic. Ci, którzy go ukończyli, dostawali od WZM certyfikat. Potem swoje umiejętnoœci doskonalili w wojskowych oœrodkach szkoleniowych w Poznaniu i Ostródzie. Jednak w styczniu tego roku wojsko postanowiło zrezygnować ze współpracy z bazš w Siemianowicach. Dowództwo pionu szkolenia Wojsk Lšdowych doszło do wniosku, że armia poradzi sobie sama. I żołnierze będš się uczyć obsługi rosomaka tylko w Poznaniu i w Ostródzie. Dlaczego? „Racjonalizacja nakładów finansowych" – odpowiada na pytania „Rz" ppłk Tomasz Szulejko, rzecznik prasowy dowództwa Wojsk Lšdowych. Armia zamierza zaoszczędzić ok. 3 mln zł rocznie, bo tyle kosztuje szkolenie w Siemianowicach. – Ta kwota to promil w ok. 25-miliardowym budżecie MON. To skandal, że wojsko rozbudowuje biurokratyczne struktury, kupuje luksusowe limuzyny, a oszczędza na szkoleniu, od którego zależš życie i zdrowie zwykłych żołnierzy – ocenia Walczak. Andrzej Kiński, redaktor naczelny miesięcznika „Nowa Technika Wojskowa", uważa, że armia wcale może nie zaoszczędzić tych pieniędzy. – Podejrzewam, że jeœli wojsko będzie chciało zbudować oœrodek szkolenia tak profesjonalny jak w Siemianowicach, to niestety będzie też musiało sporo w to zainwestować. Kupić m.in. symulatory z prawdziwego zdarzenia – podkreœla. Ppłk Szulejko twierdzi, że wojsko ma odpowiedni sprzęt i ludzi do szkolenia na rosomakach. Ale sami żołnierze, którzy majš się tym zajšć, nie sš tak optymistyczni. – Na kolanie napisano program szkolenia i kazano mam go wykonać – ujawniajš „Rz". – Najgorsze jest to, że mamy wyszkolić żołnierzy, którzy teraz jadš do Afganistanu. A jeœli coœ się stanie? Przecież to my będziemy za to odpowiedzialni. – Szkolenie na zasadzie „uczył Marcin Marcina", szczególnie w Siłach Powietrznych, pokazało, jak tragiczne może to mieć konsekwencje – mówi Walczak. CASA, Bryza, Tu-154M Oszczędnoœci w szkoleniu najtragiczniejsze okazały się w Siłach Powietrznych. Braki sprzętu, symulatorów, odpowiedniej liczby wylatanych godzin zakończyły się kilkoma tragicznymi katastrofami lotniczymi. Złe wyszkolenie załogi było, zdaniem komisji, przyczynš katastrofy CASY w 2008 r., w której zginęło 20 lotników. Do podobnych wniosków komisja doszła po zbadaniu katastrofy samolotu Bryza w 2009 r. na lotnisku Gdynia – Babie Doły, gdzie zginęła czteroosobowa załoga. Tragedia pod Smoleńskiem samolotu Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. (zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński) nadal jest badana. Ale wielu ekspertów uważa, że oszczędnoœci w szkoleniu pilotów 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego mogły przyczynić się do tragedii. Wytknięto np., że w 2007 r. resort obrony rezygnował ze szkoleń na symulatorach, jakie polscy piloci Tu-154M odbywali w Rosji.     —e.ż.  
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL