Bruksela z dala od Nord Streamu

aktualizacja: 05.03.2011, 02:15

Inwestorzy gazociągu bałtyckiego z Rosji do Niemiec nie mają żadnych problemów ze zdobyciem finansowania. Łatwo dostali kredyty na pierwszą nitkę, która ma być gotowa tej jesieni, i na drugą – zaplanowaną na przyszły rok. W sumie ok. 5 mld euro

Gdyby ktoś jeszcze w Polsce miał złudzenia co do możliwości zablokowania tej inwestycji, powinien się ich definitywnie pozbyć. Polskie władze muszą zatem przygotować się na to, że gazociąg utrudni rozwój portów Szczecin – Świnoujście i dostęp największym statkom. Bo nie będzie szans na zagłębienie rurociągu, gdy zacznie transportować gaz. Nasz kraj może za kilka lat mieć nowy problem – ograniczenie tranzytu rosyjskiego gazu przez Polskę. Od kilkunastu lat Rosjanie ślą swoje paliwo przez nasze terytorium do Niemiec rurociągiem jamalskim. Choć zapewniają, że tranzyt będzie trwał mimo uruchomienia Nord Streamu, to nie ma pewności, że dotrzymają słowa.
 
 
Wydaje się, że teraz temat Nord Streamu będzie kojarzony z sukcesem i wyzwaniem infrastrukturalnym, jakim było ułożenie rur na dnie Bałtyku naszpikowanego pozostałościami z obu światowych wojen. Już nikomu nie przeszkadza fakt, że gazociąg Nord Stream służy jedynie zwiększeniu dostaw z Rosji do Europy. Mimo że Europa miała dbać o nowe drogi transportu surowców i alternatywny import. Bruksela też najwyraźniej nie martwi się faktem, że rurociąg przez Bałtyk zostanie wyłączony spod rygorów nowego pakietu energetycznego przyjętego przez całą Unię. Choć Komisja Europejska wymaga, by gazociągi, zwłaszcza transgraniczne, były ogólnodostępne, i tą zasadą objęto też rurociąg jamalski, to nie będzie ona dotyczyć Nord Streamu.

POLECAMY

KOMENTARZE