Plus Minus
Przemysł strachu
Nie widzimy żadnych dowodów istnienia globalnego ocieplenia. Obserwujemy za to kolejne manipulacje tzw. klimatologów
Co jeszcze w najnowszym Plusie Minusie
Recesja, kryzys, euro się wali. Popatrzmy wokół. I cóż widzimy? Farmy wiatrowe, przynoszące śmiesznie małe ilości energii, rujnujące krajobraz i kosztujące majątek – ale subsydiowane przez rządy. Ogniwa słoneczne, też kosztujące majątek – opłacalne w dłuższej perspektywie i dopiero po długim czasie oszczędzające więcej dwutlenku węgla, niż się go emituje do atmosfery na wszystkich etapach ich produkcji – subsydiowane przez rządy. Nowe „zielone" dziedziny produkcji (jak przemysł wytwarzania energii słonecznej) ponoć „dające zatrudnienie" i „stymulujące gospodarkę"? Tak, subsydiowane przez rządy.
Multimiliardowe państwowe pożyczki dla „zielonych" przedsiębiorstw. Drastyczne starania państw, by obniżyć produkcję dwutlenku węgla. Handel pozwoleniami na jego emisję. Gigantyczne koszty starań wpłynięcia na globalne ocieplenie, o wiele większe niż korzyści, które sprowadzają się w najlepszym razie do przesunięcia skutków kryzysu klimatycznego o zaledwie kilka lat.
Jednej tylko rzeczy nie widzimy: żadnych dowodów globalnego ocieplenia. Słuchamy za to, jak media i klimatolodzy nieustannie potępiają krytyków branży ekologicznej, nazywając ich „negacjonistami" i porównując do kreacjonistów.
Zielona propaganda
Popatrzmy uważniej: kogo widzimy? Pośredników w handlu kredytami, wiatrakami, energią słoneczną. Przedsiębiorstwa produkujące wiatraki i ogniwa słoneczne dzięki dotacjom i pożyczkom. Organizacje pozarządowe, szczególnie ekologiczne, szukające funduszy. Socjalistów rozmaitego pokroju, których cieszy myśl o wysokich podatkach i redystrybucji. Oto Al Gore, pierwszy „zielony" miliarder, przyznał niedawno, że jest partnerem w firmie, która zainwestowała ponad miliard dolarów w kampanię promującą ekoenergię.















