Uważam Rze
Ojciec Mateusz zmienia Sandomierz
W jaki sposób serial zmienia zapyziałe miasto w turystyczne eldorado? Przeczytaj w tygodniku "Uważam Rze"
Kręcony na podstawie włoskiego formatu serial o sympatycznym proboszczu detektywie, ojcu Mateuszu, ma ponaddziesięciomilionową widownię. Gdy inne wieloodcinkowe produkcje notują spadki, zainteresowanie losami księdza tropiącego przestępców utrzymuje się na imponującym poziomie.
„Nowoczesny kapłan" – mówi o nim odtwórca głównej roli Artur Żmijewski. Sukces serialu tak tłumaczy: – Świetnie rozumiemy się w ekipie, a przy tym ta opowieść snuta jest delikatnie, trochę bajkowo, bez nachalnego moralizatorstwa, którego widz nigdy nie lubi. Ja sam zresztą też.
Jeszcze w 2008 r., czyli w czasie, gdy zaczęto emitować pierwszą serię „Ojca Mateusza", liczącą blisko pół kilometra lokalną atrakcję Sandomierza – lochy– odwiedziło 80 tys. gości. W roku 2011 – po wyemitowaniu ponad 80 odcinków, w których niezwykły ksiądz schwytał kilkudziesięciu złoczyńców – turystów jest niemal dwa razy tyle: do końca listopada do podziemi zeszło 134 tys. zwiedzających. Oczywiście obejrzeli też przepiękną starówkę czy zbudowaną w XIV w. Bramę Opatowską.
– Nie ma się co oszukiwać, Sandomierz to głównie miasto wycieczek szkolnych. Ale coraz więcej turystów przyjeżdża ze względu na popularność serialu i specjalnie z myślą o nich stworzyliśmy trasę „Śladami ojca Mateusza", za którą dostaliśmy nawet branżowe nagrody – opowiada Marzena Martyńska z Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajobrazowego w Sandomierzu. Jest jednak pewien problem. Trzy kluczowe miejsca serialu znajdują się... poza Sandomierzem. Na Mazowszu. Filmowa plebania – w podwarszawskiej Radości, kościół – w Gliniance nieopodal stolicy, przy trasie do Lublina. A wnętrze komendy – w pomieszczeniach prywatnej posesji w Warszawie.
Wpływ serialu na rozwój Sandomierza jest niepodważalny. Widzą to mieszkańcy, obserwują członkowie ekipy.















