Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Felieton Andrzeja Łapickiego

RWD-4. Na takim samolocie Żwirko i Wigura startowali w Challenge 1930
narodowe archiwum cyfrowe
Teraz, po tragedii, każdy Polak jest pilotem. Œcieżka, lšdowanie, manetki – nic już nie stanowi tajemnicy dla naszych współobywateli. Czy tak było zawsze?
Przed wojnš pamiętam rajd – lotniczy wyœcig – Challenge dla turystycznych samolotów. W 1932 nasz wielki triumf – w Berlinie zwyciężyli Franciszek Żwirko i Stanisław Wigura, konstruktorzy RWD, jednosilnikowego samolociku. Cóż to była za radoœć! I co za żałoba, gdy obaj zginęli w burzy w Tatrach w tym samym roku! W dwa lata póŸniej znów victoria: kapitan Jerzy Bajan wygrał Challenge! Do tego pobił Niemców. Tym razem w Warszawie. Niestety, konfrontacja we wrzeœniu dała inny obraz naszych możliwoœci.

Pamiętam, że nazajutrz po zwycięstwie Bajana nasza klasa – VI klasa szkoły powszechnej pani Zofii Rontalerowej – pojechała na wycieczkę za miasto. Do Włoch. Po dziœ dzień jest tam piękny park. Wyprawa niezwykle atrakcyjna. Zbieraliœmy kasztany. Ja, chcšc zabawę przyspieszyć, rzuciłem w drzewo cegłš. Cegła się odbiła i rozcięła głowę kolegi. Co to się działo! Ja, taki grzeczny uczeń! Mama wezwana do pani dyrektor. „4” ze sprawowania. Tak uczciłem zwycięstwo polskich skrzydeł. Cała szkoła dyskutowała o loopingach i beczkach Bajana, i o mojej cegle. Mija dziesięć lat. Po wojnie jakiœ bal w Łodzi, w Sali Malinowej Hotelu Grand. Podchodzi do mnie oficer LWP i zagaja: „Hej, Łapa! To tyœ mi rozwalił głowę tš cegłš pod kasztanem!”. Nie tylko nie miał pretensji, ale powiedział to z odcieniem dumy. „To było wtedy, jak Bajan wygrał Challenge!”. Dookoła smętny jazz powojenny, baloniki fruwajš pod sufitem. Co mi to przypomniało? Międzynarodowe Zawody Balonowe o Puchar Gordona Bennetta. Kilkadziesišt balonów w różnych kolorach szybowało nad Warszawš w tajemniczym kierunku wschodnim. Ponieważ w Warszawie wieje zwykle z zachodu – balony lšdowały przeważnie w okolicach Witebska czy Mińska. I często dochodziło do nieporozumień. A to aresztowano jakšœ załogę w ZSRR, a to uznano lot za szpiegowski. Do dziœ „tam” niewiele się zmieniło.
I zabawne. Wszyscy znajš się na wszystkim. Jak samoloty – każdy jest Bajanem, jak balony – to Hynek czy Burzyński. A piłka nożna? Każdy grał, i każdy wie, jak egzekwować kornera. A cóż dopiero polityka? Jak oni rzšdzš? Ja bym… itd. Ale żeby w porę włšczyć kierunkowskaz? O nie. A niech sobie ten głupi z tyłu zgaduje, gdzie ja jadę. I nie wiem dlaczego przypomniał mi się taki smętny obrazek. Wrzesień ’39. Żmudnie pnie się w górę tzw. eskadra poœcigowa. Żegna Warszawę. Nad niš, na nieosišgalnej wysokoœci przelatuje stado groŸnych srebrnych rekinów. Tym razem to rekiny wygrały ten mecz. A przecież Bajan był pierwszy!.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL