Rewolucja w polskich szkołach

aktualizacja: 17.02.2011, 23:37
Pani minister Katarzyna Hall umiejętnie utrzymuje stan napięcia – twie...
Pani minister Katarzyna Hall umiejętnie utrzymuje stan napięcia – twierdzi publicysta
Foto: Fotorzepa

Uczniom nie trzeba będzie już tłumaczyć, że słowo „rewolucja”
oznacza „gwałtowne, brutalnie wprowadzane zmiany, chaos
i niepewność”. Poznają to w szkołach
na własnej skórze – pisze publicysta

Zlikwidowanie obowiązkowej nauki historii w liceum ogólnokształcącym to jedna z głośniejszych decyzji Ministerstwa Edukacji Narodowej. Od kilku tygodni na łamach „Rzeczpospolitej” dyskutują na ten temat m.in. szefowa MEN oraz przewodnicząca Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej. Minister edukacji, wbrew krytykom, przekonuje, że nauczania historii, szczególnie najnowszej, będzie mimo ograniczenia programu nawet więcej niż do tej pory.
Argumentacja MEN, choć mocna, jest sformułowana na innej płaszczyźnie – bo pozalogiczna. Chyba że stanowisko resortu oparte jest na ukrytych przesłankach, które nie zostały przywołane w dyskusji. Oznaczałoby to całkowitą zmianę myślenia o szkole, do której nawet nastrojona reformatorsko ekipa boi się na razie głośno przyznać. Czyżby Ministerstwo Edukacji Narodowej, choć nie wprost, powiedziało właśnie, że odrzuca tradycyjne formy szkolnego nauczania, takie jak lekcja i wykład nauczyciela, na rzecz metod, o których nam się dotąd nie śniło?
[wyimek]Nastąpiła zmiana całego programu i wymiana wszystkich podręczników[/wyimek]
[srodtytul]Lekcja pierwsza: rewolucja[/srodtytul]
Analiza tego, co działo się w polskiej szkole w ostatnich trzech latach, pokazuje, że może chodzić o naukę przez osobiste doświadczenie. Najlepszym przykładem będzie temat „rewolucja”. Można się długo gimnastykować, żeby przybliżyć dzieciom istotę tego zjawiska, fundamentalnego w dziejach świata i naszego regionu. Można opowiadać, wozić na wycieczki do Poronina, a i tak nie przemówi to do wrażliwości młodego człowieka. Dlatego – tak jak to robią nowoczesne placówki muzealne – zadziałano doświadczeniem atakującym wszystkie zmysły.
Rewolucją objęto każdy aspekt szkolnego życia. Nastąpiła zmiana całego programu i wymiana wszystkich podręczników, z zakazem stosowania starych. Szkoły i przedszkola poddano twardym zasadom konkurencji rynkowej, ułatwiając ich likwidację, z czego chętnie korzystają samorządy po wyborach. Planowana jest kumulacja dwóch roczników, całkowita reorganizacja sieci oświatowej, z łączeniem przedszkoli ze szkołami włącznie, likwidacja kuratoriów, zmiana nazw wszystkich szkół w kraju, aby nie nazywały się odtąd publiczna, niepubliczna, sportowa czy integracyjna.
Wszystko to uczniowie, wraz z towarzyszącym im gronem pedagogicznym, poznają na własnej skórze. Tym dzieciom nie trzeba już będzie tłumaczyć, że „rewolucja” oznacza „gwałtowne, brutalnie wprowadzane zmiany, chaos i niepewność”.
[srodtytul]Lekcja druga: tajne komplety[/srodtytul]
Podobnie organizowane są spotkania z historią najnowszą dla przedszkolaków. Dzieci zbyt małe, by słuchać o zaborach i okupacji, we własnym przedszkolu mogą poczuć ducha represji wobec nauczania ojczystego języka. A to za sprawą publicznego zakazu nauki literek dla sześciolatków w zerówkach, który ogłoszono wraz z wprowadzeniem nowego programu.
Część nauczycieli zadeklarowała, że będzie uczyć dzieci czytania na tajnych kompletach, a elementarze chować przed kontrolami. Mimo że osławiony Rok Historii Najnowszej dobiegł już końca, akcja trwa w kolejnym roku szkolnym. Minister Katarzyna Hall cały czas umiejętnie utrzymuje stan napięcia, choćby w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” z 26 stycznia, w którym powiedziała, że rodzice, którzy nie poślą sześciolatków do szkół, skażą je na brak nauki i nudę. To pozwala dzieciom na kultywowanie tradycji nauki w konspiracji, tak ważnej dla tożsamości Polaków.
Warsztaty przygotowano na wielką skalę, obejmując nimi całe roczniki. Pedagodzy i urzędnicy odgrywają w nich różne role. Są konspiratorzy, są lojaliści, np. nauczyciele zerówki w jednej z warszawskich szkół, którzy mówią dzieciom, że nie mogą już odpowiadać na pytania „jaka to literka”, są urzędnicy kuratoriów nakazujący zdejmowanie ze ścian tablic z literkami. Takich zajęć nigdy nie zdołałby przeprowadzić IPN. Tyleż z braku możliwości, co z braku odwagi.
[srodtytul]Lekcja trzecia: kolektywizacja[/srodtytul]
W nauczaniu historii najnowszej bardzo istotny jest blok edukacji lokalnej. Pani minister powiedziała we wspomnianym wywiadzie: „Gminy muszą teraz odpowiedzieć sobie na pytanie, co się stanie, jeśli nic nie zrobią, by w tym roku zachęcić rodziców sześciolatków do zaufania”. Irytujący władzę masowy opór społeczeństwa wobec reformy przypomina czasy kolektywizacji rolnictwa.
Samorządy w imię realizacji propagandowych haseł o wyrównywaniu szans i poszukiwaniu talentów przymuszają więc dzieci, niezależnie od ich stopnia rozwoju, aby jak najszybciej poszły do nieprzygotowanych na ich przyjęcie szkół i uczyły się z programu niedostosowanego do ich potrzeb. „Zachęcanie” – jak to nazywa pieszczotliwie pani minister – odbywa się na ogromną skalę i wszelkimi metodami, łącznie z dezinformowaniem rodziców co do charakteru tworzonych klas (zerówka czy I klasa) albo w ogóle brakiem organizacji zerówek: „Nie ma zerówki, zapraszamy do wyboru I klasy”.
Ciekawym tekstem źródłowym do omawianego tematu jest list pracowników warszawskiej poradni psychologiczno-pedagogicznej ze stycznia ubiegłego roku skierowany do władz oświatowych stolicy: „Psycholog legitymujący się statusem zawodu zaufania publicznego, podejmując swoje działania na rzecz dziecka, musi mieć na uwadze przede wszystkim jego dobro. Nakłanianie nas do sprzeniewierzania się tej zasadzie w imię doraźnych celów propagandowych uważamy za wysoce nieetyczne”.
[srodtytul]Przykład ze starożytności[/srodtytul]
Trudno wymienić wszystkie lekcje MEN z zakresu historii najnowszej. A wypada choćby wspomnieć o innych epokach. Na przykład historii starożytnej. Jeszcze naszym dziadkom dorobek Greków i Rzymian kładziony był do głowy wraz z nauką greki i łaciny jako fundament wiedzy o naszej cywilizacji. Po zmianie programu uczniowie ostatni raz o starożytności usłyszą jako dwunastolatki jeszcze nierozumiejące istoty zjawisk historycznych.
A jednak, choć pozornie zmarginalizowana, historia starożytna żyje we współczesnych analogiach. Nie byłem dotąd w stanie uwierzyć na przykład w to, że Herostrates spalił przesławną świątynię Artemidy w Efezie tylko po to, żeby w jedyny dostępny prostemu szewcowi sposób zapisać swoje imię w historii. Dopiero obserwując działania Ministerstwa Edukacji, zrozumiałem, że mógł to być wystarczający powód.
[i]Tomasz Elbanowski jest dziennikarzem i historykiem, autorem publikacji dydaktycznych dla szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum, inicjatorem akcji „Ratuj maluchy”, prezesem Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców[/i]
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE