Wojna z Balcerowiczem na poziomie Łukaszenki

aktualizacja: 17.02.2011, 00:13
Andrzej Krajewski
Andrzej Krajewski
Foto: Fotorzepa, Bartłomiej Zborowski Bar Bartłomiej Zborowski

Gdańscy liberałowie, z Tuskiem i Lewandowskim, brali kiedyś polityczne cięgi za obronę pojęć takich jak niewidzialna ręka rynku i prywatne instytucje finansowe. Czy znowu są na cenzurowanym? I to we własnej partii? – pyta prezes Fundacji FOR

Polityczny gracz, do wczoraj kompan premiera, główny wróg ekipy Tuska okładający pałką kolegów – to tylko niektóre etykietki, jakie [link=http://www.rp.pl/artykul/9157,612329-Makowski--Balcerowicz-ubostwiony--.html]na łamach "Rzeczpospolitej"[/link] próbował przykleić Leszkowi Balcerowiczowi dyrektor Instytutu Obywatelskiego Jarosław Makowski. Swoją tyradę szef thinktanku PO zakończył wnioskiem prostym jak konstrukcja cepa: niech "jedyny skuteczny opozycjonista rządu" wystartuje w wyborach.
"Nikt już nie mógłby zarzucić Balcerowiczowi, że swoje sądy głosi z pozycji "oświeconego technokraty" – stwierdził Makowski. Czy to znaczy, że monopol na krytykę jednych polityków mają mieć inni ludzie, zawodowo żyjący z polityki? To przecież absurd, sprzeczny z demokracją. Takich absurdów, sprzecznych także ze wszystkim, co dotychczas reprezentowała Platforma Obywatelska, jest w filipice Makowskiego znacznie więcej.
[srodtytul]Łgarstwa i insynuacje[/srodtytul]
Przede wszystkim jednak jest tam pełno niewypowiedzianych przez przeciwnika tez i insynuacji. "Jeśli nie chcemy skończyć jak Grecja, musimy działać szybko i radykalnie" – to ma być cytat z Balcerowicza. Ale źródła brak, bo takiej wypowiedzi nie było, jest za to brudna polemiczna metoda. "Gdy dziś pytać Balcerowicza, czy nie popełnił błędów, odpowiedź jest jasna: nie! Ojciec polskiej transformacji mniema, iż posiadł jeden z boskich przymiotów – nieomylność".
Kolejne łgarstwo – jest mnóstwo prac o błędach popełnionych podczas polskiej transformacji, w tym także prac Balcerowicza. Ale wygodniej jest wykpić jego "nieomylność", sugerując pychę sięgającą niebios, tym bardziej że w ustach teologa brzmi to fachowo.
To, że "Balcerowicz straszy, byśmy raz jeszcze okazali się kapitalistycznymi patriotami, rzucając społeczne koło ratunkowe – tym razem OFE", to już czystej wody insynuacja. Balcerowicz nie ratuje OFE (wystarczy przeczytać jeden z dokumentów FOR, gdzie proponuje się całkowite zniesienie opłat od składek w tych funduszach), Balcerowicz dba o uzdrowienie finansów publicznych i o przyspieszenie wzrostu gospodarczego. A to "raz jeszcze" odnosi się do czego? A cudzysłów w "niezależnych" ekspertach od finansjery? Kolejne insynuacje – wiem – nie powiem, wszyscy wiemy, o co chodzi. I to mają być standardy szefa thinktanku PO?
Swoją nieświętą wojnę z profesorem SGH teolog ideolog PO zaczyna od opisu polskiej transformacji. Jego zdaniem w 1989 roku Polacy zostali zmanipulowani, bo "ponoć" nie mieli innego wyboru niż powrót do "gospodarki ręcznie sterowanej, która dopiero co poniosła spektakularną klęskę" albo pójście "drogą pełną wyrzeczeń", wiodącą do "zdziczałego kapitalizmu", który charakteryzuje "bieda dziedziczona z pokolenia na pokolenie, nierówności społeczne, brak zrównoważonego rozwoju, kumulacja kapitału". Perełka, naprawdę, szczególnie w ustach ideologa partii spadkobierczyni KLD. Ostatnim, który w taki sposób opisywał polską transformację, był Andrzej Lepper.
O jakim innym możliwym wyborze mówi autor? Polacy w 1989 roku odrzucili w pokojowej rewolucji znienawidzony system. Wybrali zmianę, a Balcerowicz ją przeprowadził. "Strach przed socjalizmem okazał się silniejszy niż kapitalistyczne mrzonki o krainie miodem i mlekiem płynącej".
Jaki strach? Polacy zakwestionowali system komunistyczny nie ze strachu, ale z powodu kolejek, kartek, pustych półek, hiperinflacji, utraty legitymizacji systemu nawet u jego twórców. Jakie kapitalistyczne mrzonki? Kapitalizm to był jedyny realny, sprawdzony, rynkowy ustrój, który działał w wielu krajach świata, przede wszystkim w zachodniej Europie, z którą czuliśmy się związani. To właśnie "coś" między rynkiem a gospodarką ręcznie sterowaną, co sugeruje słowo "ponoć", było alternatywną mrzonką, jak widać bliską autorowi tych marzeń.
[srodtytul]Dramatyczne pytania[/srodtytul]
"Skoro strach jako narzędzie nacisku społecznego okazał się skuteczny, to może i uda się po raz drugi" – ciągnie swoje wywody Makowski. "Dlatego od kilku miesięcy kreśli się czarny obraz naszego państwa – państwa, które stoi nad finansową przepaścią. Państwa, które szybko się zadłuża. Polska to, mówiąc krótko, "tykająca Grecja". Pierwsze skrzypce w tym straszeniu gra Balcerowicz".
O "tykającej Grecji" nigdy nie mówił, ale skoro Balcerowicz straszy, to prawda musi być przeciwna, czyli taka, że Polska ma zdrowe finanse i się nie zadłuża. Ale jeśli tak jest, to dlaczego minister Rostowski nagle, po uchwaleniu budżetu na 2011 rok, zaczął szukać 12 mld złotych w składkach do OFE, by uniknąć przekroczenia przez dług publiczny granicy 55 proc. PKB? Jeśli jest tak dobrze, to skąd wziął się w latach 2007 – 2010 wzrost deficytu o 6 proc. PKB, skoro transfery do OFE wzrosły tylko o 0,2 proc. – z 1,4 proc. do 1,6. proc. PKB? Mówiąc krótko: skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?
Dla szefa thinktanku rządzącej partii to nie ministrowie Rostowski, Boni i Fedak ogłaszają "gospodarczy stan wyjątkowy" i rozmontowują system emerytalny. To profesor Balcerowicz "bije na alarm", by "wolni i rozumni ludzie" zgodzili się na rzeczy, na które "w normalnych warunkach nigdy by się nie zgodzili". Ten stan wyjątkowy ma być potrzebny po to, by "niewidzialna ręka rynku znów mogła zacząć pracować na rzecz najbogatszych. Trudno o przekonywujące racje, aby państwo miało dalej się zadłużać, by podtrzymywać interesy prywatnych instytucji finansowych, jakimi są OFE".
Niewidzialna ręka rynku, prywatne instytucje finansowe – to przecież za obronę tych pojęć brali polityczne cięgi gdańscy liberałowie, z Donaldem Tuskiem i Januszem Lewandowskim. Znowu są na cenzurowanym? I to we własnej partii?
Zadziwia zresztą nie tylko to. Człowiek ze sztabu Platformy widzi wokół same spiski. "Elity finansowe nie zasypiają gruszek w popiele. W chwili gdy trwa zaciekły spór, gdy oskarża się Donalda Tuska, że jako liberał gdański podnosi podatki i podnosi rękę na OFE, lewicowy premier Leszek Miller dostaje nagrody od Business Center Club. Cóż nam w Polsce po lewicy, która chodzi na pasku elity finansowej?" – pyta dramatycznie Makowski.
Wszystko jasne – odkrył spisek ciemnych sił, którymi dowodzi Balcerowicz. Dowód? Wręczał nagrodę BCC Millerowi. Nagrodę, której nie daliby mu "robotnicy, biedni, wykluczeni". SLD za nimi się nie ujmie, ale na szczęście jest PO Makowskiego.
[srodtytul]Standardy Łukaszenki[/srodtytul]
PO to zresztą nie tylko prawdziwe SLD, to także prawdziwy PiS. "Jeśli już mamy zaciskać pasa, to raczej w imię budowy silnego demokratycznymi instytucjami państwa, nad którym jako obywatele mamy kontrolę, podtrzymania wzrostu gospodarczego, który przekłada się na miejsca pracy… ostatecznie to państwo jest gwarantem naszego bezpieczeństwa – także emerytalnego, a nie prywatne instytucje finansowe, zdane na łaskę i niełaskę rynków" – deklaruje szef Instytutu Obywatelskiego.
Silne państwo, państwo gwarantujące bezpieczeństwo, państwo, które może "stanąć w szranki z globalnymi instytucjami finansowymi" – to przecież słowa klucze z programu PiS i zaprzeczenie ideowych fundamentów PO. W ten sposób Makowski buduje Front Jedności Narodu, poza Balcerowiczem, oczywiście, i garstką "ekonomistów głównego nurtu".
"Ekonomiści głównego nurtu widzą w państwie samo zło. Udało im się przekonać sporą część opinii publicznej, że operując nagimi liczbami, ogłaszają jakieś niepodważalne prawdy". Logiczny wniosek z tego wywodu Makowskiego jest taki: w imię interesu państwa każda liczba może i powinna być podważona. "Nie zasłaniajcie się faktami" – grozili towarzysze w ustroju, który z pomocą "ojca naszego liberalizmu" wymieniliśmy na "zdziczały kapitalizm". Ale, jak widać, tamto myślenie w thinktanku PO trzyma się dobrze.
"Leszek Balcerowicz zachowuje się dziś jak wybawiciel. Kreśli strategie, przedstawia plan reformy państwa" – podsumowuje Makowski. Dajmy spokój z teologią, ale co do meritum – zgoda. Jeszcze w listopadzie ubiegłego roku FOR ogłosił raport "Reforma emerytalna a finanse publiczne". Pod koniec stycznia profesor Balcerowicz przedstawił alternatywę dla rządowego planu redukcji, a w perspektywie skasowania kapitałowego filaru systemu emerytalnego.
Od tego czasu słychać tylko kakofonię głosów ministrów i doradców rządu. Wspólnego stanowiska i merytorycznej odpowiedzi na propozycje FOR – brak. Są za to coraz to nowe, krytyczne opinie o tym projekcie ustawy, choćby ze strony Narodowego Banku Polskiego. I jest debata w mediach. Tyle że takie głosy jak szefa thinktanku PO sprowadzają jej poziom do standardów Łukaszenki.
[i]Autor jest dziennikarzem, prezesem Fundacji FOR – Forum Obywatelskiego Rozwoju, założonej przez Leszka Balcerowicza[/i]
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE