Podróże
W dolinie romantycznych pałaców
Zamiast Loary – Bóbr. Zamiast doliny – Kotlina Jeleniogórska. Zamiast francuskich chateaux – zamki, pałace i dwory pruskiej arystokracji. Zamiast przystrzyżonych ogrodów – rozległe parki romantyczne. Zanim zachłyśniemy się więc słynną Doliną Loary, odwiedźmy piękną i wyjątkową Dolinę Pałaców i Ogrodów u stóp Karkonoszy.
To miejsce wyjątkowe w Europie. Na stu kilometrach kwadratowych – ograniczonych z zachodu Górami Izerskimi, od północy Kaczawskimi, od wschodu Rudawami Janowickimi, a od południa pasmem Karkonoszy – znajdziemy tu ponad trzydzieści dawnych rezydencji. Budowali je najpierw lokalni możnowładcy i rycerze, a potem zamożni mieszczanie, fabrykanci i pruska arystokracja. Znaleźli się wśród nich przedstawiciele Hohenzollernów, rodu panującego w Prusach.
Rezydencje reprezentują niemal wszystkie style architektury. Są tu surowe warownie średniowieczne, renesansowe zamki z fosami, pałace barokowe i klasycystyczne, a także XIX-wieczne historyzujące dwory i pałace. Jedne lśnią nowymi elewacjami, inne straszą odpadającymi tynkami, zawalonymi dachami. Jedne przekształcono w eleganckie hotele, inne służą jako domy mieszkalne, jeszcze inne mają status publicznych zabytków i można je zwiedzać. Już z tego widać, że wizyta w Dolinie Pałaców dostarczy wielu wrażeń.
PRL zniszczył, co setki lat budowano
Kotlina Jeleniogórska to teren pogranicza. Nic więc dziwnego, że ziemie te przechodziły kilka razy z rąk do rąk. Raz panowali tu Piastowie świdnicko-jaworscy, innym razem czescy i austriaccy Habsburgowie, a w 1740 r. przyłączyli cały Śląsk do swego państwa królowie Pruscy.
Podczas drugiej wojny światowej, aż do 1945 r. panował w kotlinie spokój. Pałace i dwory wyszły więc z wojennej zawieruchy bez zniszczeń. Dopiero wkroczenie Rosjan, a później polskich komunistów, oznaczało dla tych obiektów wyrok skazujący. Najpierw je splądrowano, później zamieniono na siedziby PGR, szkoły lub mieszkania dla robotników rolnych. Przylegające do nich parki najczęściej przeszły w zarząd Lasów Państwowych.
Powojenne władze nie dbały o dziedzictwo obce im ideologicznie i narodowo. Bywało, że budynki eksploatowano do ich śmierci technicznej. Gdy dłużej się nie dało, dana instytucja wyprowadzała się z obiektu, zostawiając go na pastwę szabrowników i bezlitosnego czasu.
Jest pałac, będzie i świniarnia
Na dworze mróz, śnieg skrzypi pod nogami. W łomnickim Małym Pałacu Elisabeth von Küster siada w fotelu przed kominkiem, w którym buzuje ogień. Gdy jej mąż, Ulrich, przychodzi z wiadomością, że w nocy pękła rura, dzwoni do pana Andrzeja, złotej rączki, i prosi o naprawienie awarii. Cóż to za problem w porównaniu z tym, co zobaczyła 18 lat temu, gdy pierwszy raz przyjechała do Łomnicy. Pałac nie miał wtedy ani jednego całego okna, dach był zawalony, stropy zarwane, wnętrza ograbione.
A jednak zdecydowali się z Ulrichem kupić go od gminy – w pałacu Łomnica do 1945 roku mieszkała przecież rodzina Ulricha – von Küsterowie. Elisabeth jest teraz panią na zamku, a Ulrich pracuje jako sędzia w niedalekim Görlitz. Udało im się uratować pałac, później sąsiedni Mały Pałac zwany Domem Wdowy, a teraz remontują zabudowania folwarczne, w których chcieliby odtworzyć wszystkie funkcje dawnego dominium (przed wojną 370 ha): stajnię, oborę, stodołę, świniarnię, kuźnię, ogród warzywny, sad owocowy.
Początki majątku Łomnica sięgają XIII wieku. Najdłużej, bo od 1400 do 1597 r. wieś należała do baronów von Zedlitz, obok von Schaffgotschów rodu najznaczniejszego w okolicy. Jednak obecny pałac barokowy ufundował w 1720 r. późniejszy jego właściciel, podpułkownik wojsk cesarsko-austriackich Matthiast de Thomagnini. Sto lat później Łomnicę kupił poseł pruski przy dworze sycylijskim Carl Gustav Ernst von Küster. I przyjechał do Łomnicy (Lomnitz) prosto z Neapolu.
W rodzinnej atmosferze
Wysoki na trzy kondygnacje pałac charakteryzuje się dwoma kwadratowymi ryzalitami wysuniętymi przed portal wejściowy. Te wyodrębnione części przykrywają pękate kopuły. Między nimi widnieje portal wejściowy zwieńczony balustradą balkonu na pierwszym piętrze.
W pałacu urządzono sklepik z pamiątkami i wyrobami miejscowych rzemieślników. Są tu lniane obrusy (Dolny Śląsk ma kilkusetletnie tradycje tkackie) i przetwory owocowe z pałacowej kuchni – słoiczek z naklejką po polsku i niemiecku, z pokrywką owiniętą fikuśnie w kraciastą szmatkę, za 13 – 14 zł. Niemal całe piętro zajmuje wystawa pokazująca historię śląskich pałaców i losy rodziny von Küsterów. Klatkę schodową zdobią poroża – to nawiązanie do tradycji myśliwskich.















