Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Biznes

Zaniechanie jest wyborem, tyle że gorszym

Fotorzepa, Szymon Łaszewski Szymon Łaszewski
Czas kuglarskich sztuczek się skończył. Przed nami schody. Dlatego nawet w roku wyborczym minister finansów musi podejmować trudne decyzje dotyczšce finansów publicznych. Równoczeœnie inflacja może wpłynšć na decyzje o podwyższeniu stóp procentowych. Stan polskiej gospodarki oceniajš doradca prezesa NBP i członek Rady Polityki Pieniężnej
Politykę gospodarczš czekajš tu i teraz trudne wybory. W tym tekœcie nie chcemy już dyskutować o tym, dlaczego tak się stało (wypowiadaliœmy się w tej sprawie w ostatnich latach wiele razy). Wolimy pokazać zasadniczy dylemat, przed którym stojš osoby odpowiedzialne za politykę gospodarczš, i konsekwencje okreœlonego sposobu jego rozstrzygnięcia. W 2010 r. deficyt sektora finansów publicznych przekroczył 8 proc. PKB! To dla rynków finansowych dzwonek alarmowy. W 2003 r. już przy znacznie niższym poziomie deficytu (6,1 proc. PKB) inwestorzy portfelowi przystšpili do wyprzedaży polskich obligacji, mimo że fundamenty gospodarki w sferze realnej były korzystne i do tego zbliżała się data akcesji Polski do Unii Europejskiej. Inwestorzy ocenili, że ponoszš straty, bowiem za pożyczanie swoich pieniędzy otrzymujš niższš cenę, niż powinni. Zadziałali automatycznie i złoty gwałtownie się osłabił. [srodtytul]Polska gorszaod Hiszpanii[/srodtytul]
W styczniu 2011 r. Ministerstwo Finansów wyemitowało dzisięcioletnie obligacje w euro, po rentownoœci o 10 punktów bazowych wyższej niż w przypadku analogicznych obligacji hiszpańskich. A przecież Hiszpania to jeden z krajów strefy euro najmocniej zaatakowanych przez œwiatowy kryzys finansowy, majšcy poważne kłopoty gospodarcze i finansowe. Od paru miesięcy roœnie też rentownoœć polskich obligacji denominowanych w złotych. To pokazuje, ile relatywnie „tracš” ci inwestorzy, którzy kupowali polskie papiery skarbowe wczeœniej (wyższa rentownoœć bowiem oznacza niższš cenę). Systematycznie w naszych tekstach nawoływaliœmy rzšd i ministra finansów do ograniczenia potrzeb pożyczkowych. Teraz jest to już absolutnie konieczne. Zacieœnienia polityki fiskalnej nie można uniknšć, mimo że mamy rok wyborczy. Minister Jacek Rostowski jest z pewnoœciš tego œwiadom, skoro publicznie zapowiada, że w 2011 r. zostanie dokonana konsolidacja w całym sektorze publicznym rzędu 2,8 – 2,9 proc. PKB. Pytanie, czy to realne? [wyimek]Systematycznie nawoływaliœmy rzšd i ministra finansów do ograniczenia potrzeb pożyczkowych. Teraz jest to już absolutnie konieczne[/wyimek] Zakładamy, że w bieżšcym roku samorzšdy terytorialne zmniejszš swój deficyt o 0,5 – 0,8 proc. PKB. Wynika to z przekonania, że w 2010 r. zadłużały się ponad normę, bo był to rok wyborów samorzšdowych. Wiele miast osišgnęło przy tym górnš ustawowo dopuszczalnš granicę zadłużenia, a jednoczeœnie zaostrzone zostały kryteria ich zadłużania się. Może też pomóc relatywnie wysokie tempo wzrostu gospodarczego, prognozowane w obecnym roku powyżej 4 proc. Jeœli tak będzie, to deficyt podsektora ubezpieczeń społecznych może się zmniejszyć, bowiem mniejszej dotacji będzie potrzebował Fundusz Ubezpieczeń Społecznych. Doœwiadczenie z poprzednich lat wykazuje, że spadek dynamiki gospodarczej powoduje odczuwalne zwiększenie deficytu w tym podsektorze i odwrotnie – jego deficyt spada, a nawet pojawia się nadwyżka w okresie wysokiego wzrostu. Tak było na przykład w 2007 r., kiedy odnotowano nadwyżkę 12,7 mld zł (1,1 proc. PKB). Możemy zatem przyjšć, że kontrybucja ubezpieczeń społecznych do konsolidacji fiskalnej może być w podobnej wielkoœci jak w przypadku samorzšdów terytorialnych. [srodtytul]Walka z deficytem[/srodtytul] Z kolei w sektorze centralnym deficyt budżetowy ma być w 2011 r. mniejszy o 4 mld zł od wykonanego w roku poprzednim (odpowiednio 40,2 mld w stosunku do 44,2 mld zł, co oznacza spadek o trochę więcej niż ,0,25 proc. PKB). Z drugiej jednak strony Ministerstwo Finansów zakłada, że deficyt w „budżecie unijnym” będzie o 4 mld zł większy niż w 2010 r. Tak więc poprzednio wskazany efekt może zostać zniwelowany. Przewidywany wzrost gospodarczy w 2011 r. da jednak dodatkowy efekt konsolidacyjny rzędu 0,5 proc. PKB. [wyimek]Plan Rostowskiego księgowosię spina, ale przy spełnieniu się wszystkich optymistycznych założeń[/wyimek] Liczšc wszystko optymistycznie – czyli że oczekiwane efekty wystšpiš, i to w górnej skali oszacowania – można oczekiwać, że da to łšczny wynik konsolidacyjny na poziomie około 2 proc. PKB. Pozostałš częœć zamierzenia (0,8 proc. PKB) ma przynieœć ograniczenie przekazywania składek do OFE. O ile oczywiœcie zostanie to uchwalone w proponowanej przez rzšd skali i wejdzie w życie od II kwartału. [srodtytul]Wyliczenia ministra i sprawa OFE[/srodtytul] „Plan Rostowskiego” księgowo się spina, ale przy spełnieniu się wszystkich optymistycznych założeń. Może być jednak inaczej, i to z co najmniej kilku powodów. Samorzšdy terytorialne mogš się dalej zadłużać, bo ich dochody własne i dotacje z budżetu centralnego wzrosnš niewiele, a będš chciały dokończyć rozpoczęte inwestycje oraz szybko sięgać po œrodki unijne, których pula przewidziana na lata 2007 – 2013 będzie się zawężać. W przypadku dużych miast będzie to możliwe, mimo zaostrzonych kryteriów, poprzez zadłużanie się spółek komunalnych i miejskich. [wyimek]Propozycje rzšdu dotyczšce OFE wywołujš opóri trudno być pewnym, że zostanš uchwalone w założonym kształcie i terminie[/wyimek] W I połowie 2011 r. wzrost gospodarczy prawdopodobnie przekroczy 4,5 proc. Taki rezultat będzie następstwem efektu niskiej bazy w roku poprzednim oraz przyspieszenia gospodarki w II połowie 2010 r. Ale już w II połowie 2011 r. możliwe jest znaczšce obniżenie tempa wzrostu. Nie widać bowiem nowych impulsów go pobudzajšcych, natomiast wystšpiš znaczšce czynniki chłodzšce gospodarkę, jak: zamrożenie płac w budżetówce, niska dynamika płac w sektorze przedsiębiorstw, obniżenie dynamiki eksportu, co będzie wynikać z narastania presji inflacyjnej w krajach wysoko rozwiniętych i podniesienia u nich stóp procentowych, to zaœ spowoduje obniżenie tam dynamiki gospodarczej. Propozycje rzšdu dotyczšce OFE wywołujš opór i trudno być pewnym, że zostanš uchwalone w założonym kształcie i terminie. Trzeba też przyjšć, że Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła zaostrzanie polityki pieniężnej, o czym œwiadczy nie tylko podniesienie przez niš podstawowych stóp procentowych w styczniu bieżšcego roku, ale także wypowiedzi prezesa NBP. Analitycy rynkowi oceniajš, że w tym roku stopy procentowe NBP zostanš podniesione nawet o 150 punktów bazowych, czyli w przypadku stopy referencyjnej do poziomu 5 proc. [srodtytul]Inflacja i stopy procentowe[/srodtytul] Połšczenie zacieœnienia fiskalnego w skali zakładanej przez Ministerstwo Finansów z zaostrzeniem polityki pieniężnej (w skali zakładanej przez rynki finansowe) może spowodować, analogicznie jak w przypadku 2005 r., mocny spadek dynamiki popytu krajowego i ostre obniżenie inflacji. Z tym, że wtedy gospodarka polska szła ostro w górę, a obecnie ożywienie jest jednak niepewne, przede wszystkim z powodu niesprzyjajšcej sytuacji zewnętrznej. Przewidujemy, że nałożenie się na siebie równoczeœnie dwóch silnych zacieœnień, fiskalnego i pieniężnego, oznaczać będzie, że gospodarka zostanie schłodzona i tempo wzrostu gospodarczego w 2012 r. spowolniłoby i zeszłoby nawet poniżej 2 proc. W państwach wysoko rozwiniętych w 2011 r. nastšpi zasadnicza zmiana wynikajšca z narastania tendencji inflacyjnych, które sš nieuchronnym następstwem monetarnego pobudzania ich gospodarek. Regularnie piszšc od dwóch lat komentarze na temat funkcjonowania polskiej gospodarki w warunkach globalnego kryzysu, ostrzegaliœmy, że po pewnym czasie niskoinflacyjne œrodowisko gospodarcze wyraŸnie się zmieni. Teraz tak się właœnie dzieje. Trwajšce przez dwa lata luzowanie polityki pieniężnej i fiskalne stymulowanie gospodarki spowodowało teraz wzrost cen surowców i żywnoœci. I ta tendencja szybko nie ustšpi. Kanałem handlowym i do nas dociera inflacyjna fala. Nie ma rady, RPP będzie musiała podnosić stopy procentowe. [srodtytul]Ekonomia kontra wybory parlamentarne[/srodtytul] Jeœli ministrowi Rostowskiemu i rzšdowi uda się przeprowadzić i uzyskać wszystko, co zostało zapowiedziane i zamierzone, a tym samym odczuwalnie obniżyć potrzeby pożyczkowe państwa, to można przyjšć, że koszty obsługi długu nie będš znaczšco rosły, bowiem rynki uznajš, że sytuacja jest przez rzšd kontrolowana i stabilna. Może być jednak inaczej i zwycięży pokusa uniknięcia jeszcze w roku wyborczym zacieœnienia fiskalnego. Gdyby tak się miało stać, to szybko ujawniš się negatywne tego skutki. Schemat jest prosty i znany z innych krajów: jeszcze wyższe potrzeby pożyczkowe, reakcja rynku, znaczne podwyższenie rentownoœci polskich papierów skarbowych, w końcu pułapka zadłużenia. Polityka pieniężna musi się wtedy automatycznie dostosować do podwyższonej krzywej rentownoœci. W konsekwencji nastšpi mocniejsze zacieœnienie polityki pieniężnej i silniejsze obniżenie dynamiki wzrostu gospodarczego. Trzeba przy tym uwzględnić, że w najbliższym okresie dwa czynniki będš tak czy owak pchały rentownoœć polskich obligacji w górę. Pierwszy to koniecznoœć podwyższania stóp procentowych NBP w reakcji na nasilanie się tendencji inflacyjnych stymulowanych czynnikami zewnętrznymi. Drugi to rozpoczęcie przez Europejski Bank Centralny zaostrzania polityki pieniężnej i podnoszenia stóp procentowych. A to znowu wywrze presję na podnoszenie stóp procentowych przez NBP. Rzecz w tym, aby utrzymać niezbędny poziom dysparytetu europejskich i polskich stóp procentowych. Gdyby teraz poziom tego dysparytetu znaczšco obniżyć, to nastšpiłoby gwałtowne osłabienie złotego i rosłaby presja inflacyjna. Na naszš niekorzyœć działa też niepewnoœć w strefie euro. Ewentualne finansowe załamanie się Hiszpanii, Belgii lub Włoch przysporzy nam dodatkowych kłopotów. [srodtytul]Wyższe stopy procentowe i zmiany w budżecie[/srodtytul] Konkluzja naszego wywodu jest następujšca. ZnaleŸliœmy się w takiej sytuacji, że jedyny w miarę bezpieczny scenariusz to obecnie równoległe zacieœnienie polityki fiskalnej oraz polityki pieniężnej. Da się wówczas utrzymać potrzeby pożyczkowe w ryzach i nie wpaœć w pułapkę zadłużenia. A jednoczeœnie obniżenie tempa wzrostu gospodarczego, choć nieuniknione, będzie umiarkowane i przejœciowe (cztery – szeœć kwartałów). Jeżeli jednak konsolidacja fiskalna w przewidywanej przez ministra Rostowskiego skali nie nastšpi i nadal zamiast faktycznych działań będziemy mieli tylko zapowiedzi i księgowe manipulacje, to wkrótce zachowanie zagranicznych inwestorów, którzy rozpocznš wyprzedaż polskich obligacji, gwałtownie zdestabilizuje sytuację. Wówczas NBP, aby jš ratować i uchronić nas przed deprecjacjš złotego i wysokš inflacjš, będzie musiał znacznie szybciej i wyżej podnieœć stopy procentowe. A to oznacza, że gospodarka zostanie zamrożona. Nastšpi wygaszenie wzrostu i przypuszczalnie recesja. Trajektoria rozwoju Polski zostanie trwale obniżona. Naszym zdaniem przeczekać i przedtem się nie opłacało, i coraz bardziej się nie opłaca. Bez faktycznej konsolidacji fiskalnej, nawet jeżeli Ministerstwu Finansów udadzš się kolejne emisje obligacji, ich rentownoœć będzie musiała być wyraŸnie wyższa. W 2010 r. przeciętne koszty obsługi zadłużenia to 5,5 proc. wartoœci emisji długu. W 2011 r. prawdopodobnie nowy dług będzie generował koszty rzędu 6 proc. i więcej. A bez rozpoczęcia konsolidacji zapewne jeszcze więcej. Rekomendujšc politykę skojarzenia dwóch zacieœnień jako najlepszš z obecnie możliwych, dostrzegamy, że nie jest to polityka łatwa. Pomijajšc już koszty polityczne i gospodarcze tej polityki (ale też polityki bezkosztowej nie ma), jest ona wymagajšca również dlatego, że nie powiedzie się bez bardzo dobrej komunikacji i współdziałania na linii rzšd (MF) – NBP. Każda z tych instytucji musi robić swoje, a jednoczeœnie, aby nie przestrzelić i nie zaostrzyć warunków gospodarowania ponad miarę, współpracować z drugš. Tu żadna strona nie może niczego narzucić drugiej, ale też nie może osišgnšć powodzenia sama. A jednoczeœnie podstawš sukcesu jest konsekwencja i wiarygodnoœć. Czas kuglarskich sztuczek się skończył. Przed nami schody. Dr Mirosław Gronicki jest byłym ministrem finansów i doradcš prezesa NBP. Prof. Jerzy Hausner jest członkiem Rady Polityki Pieniężnej oraz byłym wicepremierem i ministrem gospodarki, pracy i polityki społecznejŒródtytuły pochodzš od redakcji
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL