Szwecja: równouprawnienie w przedszkolu

aktualizacja: 08.02.2011, 01:33
Foto: Fotorzepa, Michał Walczak Michał Walczak

W Sztokholmie dzieci mogą chodzić do przedszkola Egalia, w którym płeć nie istnieje, a wszyscy są dla siebie „kolegami” lub „osobami”. Słów: „dziewczynka” i „chłopiec” się nie używa.

Działalność pedagogiczną placówki przenika ideologia gender i równouprawnienia. Według serwisu internetowego Egalii widać ją dosłownie wszędzie: w urządzeniu wnętrz, wyborze zabawek i lektur dla najmłodszych. Dzieci bawią się wózkami do zakupów i lalkami, po których nie widać płci. W przewidzianych dla przedszkolaków lekturach nie występują heteroseksualni rodzice. Zamiast nich dzieci poznają samotnych rodziców i pary tej samej płci. Kierownictwo przedszkola wychodzi z założenia, że rodziny heteroseksualne i tak są obecne wszędzie, a oni muszą stanowić przeciwwagę dla segregowanego ze względu na płeć, konserwatywnego społeczeństwa.
Personel nie zwykł się zwracać do swoich podopiecznych, określając ich płeć. – Grupy dzieci nie nazywamy dziewczynkami czy chłopcami. Mówimy o nich „koledzy” – tłumaczy „Rz” Lotta Rajalin, szefowa przedszkola Egalia. W niektórych sytuacjach nauczycielki posługują się też hybrydą między zaimkami osobowymi „on” i „ona” – odpowiednikiem nieistniejącego w szwedzkim „ono” (hen).
W Szwecji zaczęło niedawno działalność internetowe pismo „Feministyczna Perspektywa”, w którym propaguje się neutralne ze względu na płeć słowa. W przyszłości zatrudnienie w gazecie znajdą zapewne przeszkoleni w tej materii wychowankowie Egalii.
[i]Korespondencja ze Sztokholmu[/i]
[ramka][b]Warsztaty „antydyskryminacyjne” dla przedszkolaków[/b]
W Krakowie przeprowadzono w ubiegłym roku nie tak odległy od szwedzkiego wzorca eksperyment.
W przedszkolu „Pozytywka” odbyły się w listopadzie „warsztaty antydyskryminacyjne” dla dzieci. Miały uczyć maluchy tolerancji dla inności. Dzieci jednak nie za bardzo dawały się przekonać w czasie zajęć, że inne jest równie dobre, jak to znane. Bardzo dziwiły się, jak królewicz mógł na swego życia towarzysza życia wybrać nie królewnę Stokrotkę, ale Księcia Wspaniałego. - Ten książę to była po prostu przebrana królewna – orzekła w końcu pięciolatka, która przyszła na te warsztaty, prowadzone przez psychologa.
Opis owego pomysłu wywołał zaś burzę na forum internetowym krakowskiego wydania „Gazety Wyborczej”. Niektórzy internauci uznali nawet, że czytanie maluchom bajki o królewiczu, który pokochał nie księżniczkę, ale innego królewicza, to "propagowanie homoseksualizmu".
[i]Ewa Łosińska[/i]
[/ramka]

POLECAMY

KOMENTARZE