Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wywiady i rozmowy

Żona Micheila Saakaszwilego: jestem dumna z Gruzji

Czuję się Europejkš. Gruzja jest krajem europejskim – mówi żona Micheila Saakaszwilego (na zdjęciu para w dniu wyborów prezydenckich, które zapewniły Saakaszwilemu drugš kadencję)
AFP
Wiedziałam, że muszę być na pogrzebie w Krakowie. Miałam bilet na samolot, ale lot został odwołany. Była godzina 22. Nasza ambasador w Brukseli użyczyła mi samochód i swojego zastępcę, który całš noc prowadził na zmianę z moim ochroniarzem – opowiada Katarzynie Zuchowicz żona prezydenta Gruzji Sandra Elisabeth Roelofs
Pani ksišżka "Historia idealistki" pierwszy raz ukazała się na Zachodzie w 2005 roku. Ale w polskiej edycji, która właœnie trafia do naszych księgarń, znalazł się zupełnie nowy rozdział – całkowicie poœwięcony Marii Kaczyńskiej. Naprawdę to była pani najlepsza polska przyjaciółka? Sandra Elisabeth Roelofs: Tak. I moja najlepsza przyjaciółka wœród pierwszych dam. Była niemal w wieku mojej mamy, ale mimo to jakby z mego pokolenia. Młoda duchem, naturalna, spontaniczna. Polubiłam jš od pierwszego spotkania na Litwie – przy następnym pamiętała imiona moich dzieci i ile majš lat. Zawsze uważnie słuchała, pytała o mojš fundację, o muzykę. Była szczerze zainteresowana. Jak przyjaciółka. To rzadkie wœród pierwszych dam, bo kontakty na ogół sš formalne. Ostatni raz widziałyœmy się w marcu 2010 roku. Pani synowie znali państwa Kaczyńskich?
Oczywiœcie. Dziœ w naszym domu wisi ich portret z ikonš. Młodszy syn, który ma pięć lat, pytany zawsze odpowiada: "Oni sš z Polski, zginęli w katastrofie lotniczej". Wiele razy pytał, dlaczego ten samolot się rozbił. A jak pani dowiedziała się o katastrofie? Byłam w domu, gdy zadzwoniła do mnie ukraińska przyjaciółka i spytała, czy oglšdam wiadomoœci. Nie mogłam uwierzyć w to, co mówiła. Włšczyłam telewizor, zadzwoniłam do znajomych. Każdy był w szoku. Pokonała pani 1300 kilometrów samochodem, by przyjechać do Krakowa na pogrzeb pary prezydenckiej. Nie wszystkim przywódcom Europy to się udało. Przypuszczam, że przestraszyli się pyłu wulkanicznego i problemów z lotami. Ja też miałam bilet na samolot. Mogłam również polecieć samolotem belgijskiego Ministerstwa Obrony. Na pokładzie miał być ksišżę Filip i księżna Matylda, którš znam. Ale lot został odwołany. Była godzina 22. Wiedziałam, że muszę być w Krakowie, to było oczywiste. Nasza ambasador w Brukseli użyczyła mi samochód i swojego zastępcę, który całš noc prowadził samochód na zmianę z moim ochroniarzem. Pędziliœmy z ogromnš prędkoœciš. W Polsce dostaliœmy eskortę i jechaliœmy jeszcze szybciej. Wiedziała pani, że mšż też robi wszystko, żeby być na pogrzebie? Poczštkowo nie byłam pewna, czy dotrze. Był w Ameryce, a niebo nad Europš zamknięto. Gdy dotarłam do Krakowa, trochę się denerwowałam. Jego wszyscy znali, mnie nie. Siedziałam więc i czekałam. Ale się udało. Dziœ w Gruzji imieniem Lecha Kaczyńskiego nazwane sš dwie ulice. Postanowiłam też stworzyć stypendium im. Marii Kaczyńskiej dla studentów, którzy będš chcieli się uczyć w Polsce. Przemianowałam też Krajowe Centrum Badań Przesiewowych, na centrum im. Marii Kaczyńskiej. Utworzyła pani też swojš stację radiowš, która gra klasycznš muzykę. Czy Maria Kaczyńska jej słuchała? Była nawet dwa razy w redakcji! Przyniosła płyty, które wykorzystam nawet teraz w programie o Krzysztofie Pendereckim. Będzie nadany 5 lutego. Wykorzysta pani osobiœcie? Tak, raz w tygodniu prowadzę własny czterogodzinny program. Gdy wróciłam z Krakowa, zrobiłam audycję na żywo. Ludzie dzwonili, rozmawialiœmy. To był program pełen emocji. W Polsce nie każdy wie, że będšc pierwszš damš pracuje też pani jako pielęgniarka-wolontariuszka w szpitalu. O tak! Zrobiłam kurs i poszłam na oddział położniczy, potem pracowałam z chorymi na raka. Wróciłam jednak do położnictwa i jestem tu do dziœ, choć mam mało czasu i dyżury biorę tylko raz w miesišcu. Mam stały zespół, z którym pracuję. Przyjęłam już wiele porodów. Zawsze daję dzieciom swojš ksišżkę oraz inne drobiazgi. A kiedyœ marzyła pani, żeby jechać do Afryki. Zawsze mówiłam, że powinniœmy doceniać to, iż urodziliœmy się w Holandii i możemy wieœć dostatnie, komfortowe życie. Dlatego powinniœmy zrobić coœ dla innych. We Francji, gdzie studiowałam, poznałam Micheila. Pewnego dnia powiedziałam mu: "Jadę do Somalii, chcę pomagać". On odpowiedział: "Rozwijajšca się Somalia? Lepiej przyjedŸ do rozwijajšcej się Gruzji!" I tak w kwietniu minie 15 lat odkšd tu jestem. Jakie wrażenie zrobiła Gruzja na mieszkance Europy Zachodniej? Była jak Francja. Piękna. Wzgórza, wino. Ciepło. Ale wszystko zmieniło się po wojnie w Abchazji (1992 – 1994 – przyp.red). Zaczęły się kradzieże, porwania, napady, korupcja. Nasze pierwsze lata w Gruzji, aż do 2003 roku, wcale nie były łatwe. Głównie dlatego, że nie można się było czuć bezpiecznie. A teraz? To niebo i ziemia! Ale wiele jest jeszcze do zrobienia. Gdy w 2003 r. mój mšż doszedł do władzy i rok póŸniej został wybrany na prezydenta, poziom ubóstwa wynosił 50 procent. Teraz – 22. Pilnie potrzebujemy lepszej opieki zdrowotnej i społecznej, a także edukacji, która byłaby dostępna dla wszystkich. W latach 80. i 90. każdy szedł na uniwersytet. Gdy dziecko się rodziło, rodzice od razu planowali, że skończy studia, bo wystarczyło kupić dyplom. Teraz mamy centralny system egzaminacyjny. Nastšpiła mała rewolucja. Pani synowie będš studiować w Gruzji? Starszy ma 15 lat i prawdopodobnie wyjedzie za granicę. Ma umysł œcisły. Gdyby chciał studiować literaturę gruzińskš, to co innego. Ale w innych dziedzinach uczelnie amerykańskie czy europejski sš po prostu lepsze. Młodszy ma 5 lat. Za 12 lat być może poziom edukacji w Gruzji się poprawi i będzie chciał studiować tutaj. Dziœ chodzš do gruzińskich szkół? Młodszy jest w gruzińskim przedszkolu. Starszy zmienił szkołę gruzińskš na amerykańskš. Nauka odbywa się według amerykańskiego systemu. Większoœć uczniów jedzie potem do Ameryki, ale wszyscy sš Gruzinami. Czym Gruzini różniš się od Holendrów? Mieszkańcy Holandii myœlš przede wszystkim o swojej rodzinie, otoczeniu, a dopiero potem o kraju. W Gruzji ludzie sš bardzo zwišzani ze swojš ziemiš, przodkami. Tego się tutaj nauczyłam. Oczywiœcie jestem dumna z tego, że pochodzę z Holandii. Ale Holendrzy nie sš tacy jak Gruzini, którzy bez wahania zginęliby za swój kraj. Doœwiadczyła pani tego sama w 2008 roku, gdy Rosja napadła na Gruzję. Tak. Choć wojna zaczęła się, gdy byłam z dziećmi w Pekinie na igrzyskach olimpijskich. Pojechaliœmy na Ukrainę, by poczekać aż sytuacja się uspokoi. 12 sierpnia zostawiłam dzieci u rodziny prezydenta Juszczenki. Przyjechali też moi rodzice. Poleciałam do Gruzji samolotem z prezydentem Lechem Kaczyńskim, który przybył z innymi przywódcami. Bardzo się bałam. Głównie o mojego męża. I o to, że Gruzja będzie okupowana. W tamtej chwili wydawało się oczywiste, że Rosjanie idš na Tbilisi. Myœlałam: "Jeœli tam dojdš, to koniec". Ale nie doszli. Pomogła presja międzynarodowa. Jak od tamtej pory zmieniły się stosunki z Rosjš? Dziœ bardziej przypominajš te, jakie z Rosjš majš państwa bałtyckie. Szybciej zmierzamy do Europy. Język rosyjski szybko wychodzi z codziennego użycia. Pewnie za kilka lat wyprze go angielski. Wojna przyspieszyła ten proces. Rosja wcišż chce nami sterować, ale to jest nie do zaakceptowania, gdyż jesteœmy krajem suwerennym. Chcemy współpracować z niš na równych zasadach, jak bracia. Ale nie jak starszy brat z młodszym, którego czasem można kopnšć. Nie podoba mi się to. Jeœli będziemy szanowani i traktowani godnie, wtedy myœlę, że relacje z Rosjš mogš się poprawić. Wcišż uważam, że potrzebujemy siebie nawzajem, tak jak po wojnie Holandia potrzebowała Niemiec, które jš okupowały. Potrzeba było trzech pokoleń, by relacje się unormowały. Dziœ nie mamy problemów. Jednak Niemcy po wojnie nie okazywali wrogoœci. Chcieli się zmieniać, wprowadzać reformy. Rosja nie czyni takich wysiłków. Od trzech lat ma pani gruzińskie obywatelstwo. Czuje się pani Gruzinkš? Czuję się Europejkš. Gruzja jest krajem europejskim. To w Gruzji odkryto jedne z najstarszych czaszek ludzkich na kontynencie europejskim. Jedna z pierwszych europejskich osad została odkryta w Dmanisi w Gruzji. Gruzini mówiš, że w pewien sposób jestem bardziej gruzińska niż przeciętny Gruzin. Dobrze mówię po gruzińsku, kultywuję zwyczaje, obchodzę œwięta, próbuję gotować gruzińskie potrawy. A na kogo wychowuje pani synów? Poœrodku. Holendrzy sš bardzo oszczędni. Majš szacunek do pienišdza. Gruzini chcš wszystko od razu. Nie mam pieniędzy, ale chcę mieć duży samochód. Biorę kredyt. Gruzini lubiš prestiż. Holendrzy sš bardziej pragmatyczni: jak zacznę oszczędzać, to potem będę mógł sobie pozwolić na zakup. Sš cierpliwi. Wierzš, że z każdego grosza uroœnie duża suma. Gruzini tacy nie sš. Nie oszczędzajš, ale to się zmieni. To było szokujšce? Tak, ale też bardzo interesujšce. Gdy byliœmy w Ameryce, mój mšż studiował, a ja pracowałam za małe pienišdze. Pewnego dnia przedstawił mi kogoœ: "To gruziński student, potrzebuje pomocy, 100 dolarów". Powiedziałam, że to dużo i spytałam, kiedy zamierza zwrócić. "Nigdy nie zadawaj takiego pytania. Pewnego dnia my możemy być w potrzebie" – zareagował Micheil. Odpowiedziałam: "Prawdopodobnie stracimy te 100 dolarów. Nie podoba mi się to. Na to trzeba pracować 7 godzin!". Teraz już więcej rozumiem. Gruzini to przyjacielski naród. Chcš ofiarować ci serce, by pokazać, jak daleko sięga przyjaŸń. Pani uczy chłopców oszczędzania? Tak! I żeby byli cierpliwi. I że z małych rzeczy mogš zrobić się rzeczy duże. Ale jednoczeœnie chcę, żeby byli dumni, iż sš Gruzinami i kochali swój kraj. By byli dumni z historii i swoich przodków. Chcę też, by byli wychowani w tradycji chrzeœcijańskiej. W jakim języku rozmawiacie? Po holendersku, ale tylko ode mnie mogš się go nauczyć. Ojciec rozmawia z nimi po gruzińsku. Ze sobš rozmawiamy w różnych językach. Gdy się spieszę, to mówię po gruzińsku. Gdy chcemy o czymœ podyskutować – po angielsku. Pani mšż często jest oskarżany przez opozycję o autorytarne rzšdy. Jak pani na to reaguje? Niech krzyczš, w porzšdku. Potrzebujemy opozycji. Wiem, że większa częœć narodu popiera mojego męża. Ale czasem reform nie da się łatwo przeprowadzić. Rozmawiam o tym z mężem. Proszę sobie wyobrazić, że ludzie byli przyzwyczajeni do płacenia łapówek, by na przykład wyjœć z więzienia czy dostać dyplom. Kto miał pienišdze, mógł sobie zaplanować życie: "Jeœli chcę mieć dyplom, zapłacę". To była elita, przyzwyczajona do przywilejów. Teraz to się skończyło i ludzie protestujš. Częœć społeczeństwa uważa też, że za dużo wydajemy, np. na budowę parków rozrywki. Kiedyœ też tak myœlałam. Pamiętam, kiedy George Bush miał przyjechać do Tbilisi, odnawialiœmy wszystkie fasady domów. Mówiłam: "Za fasadami tych domów jest bieda, jej nie uda się ukryć". Mój mšż odpowiedział: "Owszem. Ale nie zapominaj, że musimy pokazać, iż istnieje inna Gruzja. Może wtedy, jak do państw bałtyckich, zacznš przyjeżdżać inwestorzy i zagraniczni turyœci". I tak się stało. Przyznała mu pani rację. Tak, zmieniłam zdanie. Takie podejœcie działa. Dziœ mamy pienišdze na poprawę systemu społecznego. Krok po kroku coraz bardziej zagłębiamy się w jego reformę i wychodzimy poza malowanie fasad. W Batumi na przykład nie sposób przejœć przez połowę miasta, bo wszystko jest dziœ odnawiane. Jak ocenia pani męża jako prezydenta? A jaki jest w domu? On nie potrafi tego oddzielić. Zawsze będzie politykiem. Zawsze jest prezydentem kraju, nawet wtedy, gdy jest ojcem i mężem. Bardzo go cenię jako prezydenta. Nie ma wystarczajšco czasu dla dzieci, to jasne. Dlatego czasem muszę też być dla nich ojcem. Kiedyœ powiedziałam mu jednak: "Najlepszš rzeczš, jakš możesz zrobić jako ojciec i prezydent, to zostawić im lepszy kraj". Jeœli w 100 proc. skoncentruje się na swojej pracy i na Gruzji, dzieci będš z niego dumne. Będzie jak ojciec założyciel – mimo przeszkód uczynił z Gruzji kraj niepodległy, demokratyczny, europejski. Jest nie tylko przywódcš Gruzji. Na Gruzję patrzš też przecież mieszkańcy Azerbejdżanu, Armenii, Kazachstanu, a nawet Ukrainy. To, co się dzieje w Gruzji, inspiruje ich. Co będš państwo robić, gdy mšż przestanie być prezydentem? Zostaniemy w Gruzji. Mój mšż zawsze będzie odgrywał ważnš rolę w polityce. Jest urodzonym przywódcš. Ludzie go lubiš. Ma wizję. Wie, dokšd zmierza Gruzja. Jest jak chodzšca encyklopedia. Czy to Syberia, czy Kuwejt, wie wszystko. Kto rzšdzi, jakie wprowadza reformy, jak wyglšda sytuacja gospodarcza. I zawsze myœli, co Gruzja może z tego wykorzystać. Po wojnie z Rosjš przyszły do nas inwestycje, przyjechali turyœci, miasta sš odnawiane. Gruzja jest przodujšcym krajem w regionie. Niemal całkowicie sprywatyzowaliœmy służbę zdrowia. Pokazujemy nowinki technologiczne – w medycynie, edukacji, architekturze. Jesteœmy jak eksperymentalne laboratorium na Kaukazie. Znieœliœmy obowišzek wizowy, ludzie z innych krajów mogš do nas przyjechać. Na granicy nie płacš łapówek. W miastach sš nowe budynki, ludzie sš szczęœliwsi niż 10 lat temu. Doganiajš Europejczyków. Jestem z Gruzji dumna. Sandra Elisabeth Roelofs urodziła się w Holandii. Z wykształcenia jest filologiem. Żona Micheila Saakaszwilego, od 2004 pierwsza dama Gruzji
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL