Rozmowy kontrolerów z wieży w Smoleńsku. Nagrania ujawnione

aktualizacja: 18.01.2011, 07:59
Konferencja prasowa resortu spraw wewnętrznych
Konferencja prasowa resortu spraw wewnętrznych
Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek

"Trzeba Polakom powiedzieć, nie mają oni po co startować" - mówili Rosjanie w wieży kontrolnej lotniska w Smoleńsku po nieudanej próbie lądowaniu iła. Tu-154M z polskim prezydentem na pokładzie jednak wystartował z Warszawy

[b][link=http://www.rp.pl/artykul/595990.html]Przeczytaj zapis rozmów kontrolerów lotu[/link][/b]
Wbrew wcześniejszym zapowiedziom materiały z prezentacji resortu spraw wewnętrznych nie zostały umieszczone na stronach internetowych ministerstwa.
[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/gabryel/2011/01/18/antykontrolerzy-ze-smolenska/]Antykontrolerzy ze Smoleńska - komentarz Piotra Gabryela[/link][/b][/wyimek]
Jak wyjaśnił minister Jerzy Miller, nagrania zostały wykonane metodą "chałupniczą", pomiędzy 17 i 20 kwietnia br. - Dwukrotnie zwracaliśmy się do strony rosyjskiej o możliwość wykonania kopii nagrania w warunkach laboratoryjnych, tak byśmy mogli całość nagrania zrozumieć - powiedział minister. - Niestety dwukrotnie nasz wniosek nie spotkał się z odzewem drugiej strony. Pierwszy raz miało to miejsce 13 kwietnia. Faktycznie dostęp do taśm uzyskaliśmy 17 kwietnia. Nasi specjaliści razem ze specjalistami MAK przystąpili do zgrywania taśm szpulowych na zapis cyfrowy na laptopach. Strona rosyjska także otrzymała te nagrania w wersji cyfrowej - obie strony od tego momentu dysponowały identycznymi nagraniami.
- To nie jest pełna analiza. Zostały zaprezentowane nagrania z jednego z kanałów - poinformował jeden z członków komisji.
[srodtytul]Wybrane fragmenty rozmów z wieży kontrolnej[/srodtytul]
Publikację nagrań MSWiA rozpoczęło od prezentacji rozmów podczas lądowania Iła-76.
Gdy podchodził do lądowania, [b]nie padła w odpowiednim momencie komenda "horyzont"[/b], mimo że maszyna zeszła poniżej 100 metrów wysokości - poinformowali polscy eksperci. Nieudana próba podsumowana została stwierdzeniem [b]"Trzeba Polakom powiedzieć, nie mają oni po co startować"[/b]. Chwilę później ił dostał jednak zgodę na drugie podejście do pasa startowego.
Zdaniem członków polskiej komisji, różnice w informacjach podawanych polskiemu Jakowi-40 i rosyjskiemu Iłowi-76 pozwalają wątpić, czy wieża w Smoleńsku podawała właściwe dane.
[wyimek][b][link=http://www.rp.pl/artykul/595990.html]Przeczytaj zapis rozmów kontrolerów lotu[/link][/b][/wyimek]
Jak powiedział jeden z polskich ekspertów komentując pokazaną we wtorek w kancelarii premiera prezentację, ok. 8 czasu miejscowego załodze polskiego Jak-a kontrola lotów podała, że widzialność wynosi 1500 metrów, a po minucie rosyjskiemu Iłowi-76 - że niespełna tysiąc.
Zdaniem członka Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego powstaje pytanie, czy dane te odpowiadały stanowi faktycznemu.
Ekspert zwrócił też uwagę, że kontrolerzy byli zdenerwowani, co słychać, kiedy wydają polecenie włączenia reflektorów. - Nerwowa sytuacja, która wynika z deficytu czasu, powoduje, że na wieży przechodzi się na język nieparlamentarny - skomentował członek komisji.
Kolejne nagranie puszczone podczas konferencji to rozmowa telefoniczna, w którym pada informacja, że "duża polska tutka" wystartowała o godzinie 9.27 (7.27 polskiego czasu). Kontrolerzy rozmawiają o konieczności znalezienia lotniska zapasowego, bo [b]Smoleńsk "przykryło"[/b]. Informacja ta podana jest jednak z opóźnieniem, już po starcie samolotu, mimo że warunki pogodowe i widoczność pogorszyły się wcześniej. Niebezpieczna sytuacja z nieudanym lądowaniem iła miała miejsce, [b]gdy tupolew jeszcze stał na pasie startowym[/b] - stwierdziła polska komisja.
Mgła w Smoleńsku pojawiła się nieoczekiwanie, a zastępca dowódcy bazy płk Nikołaj Krasnokutski już o godz. 7.41 w rozmowie z oficerem operacyjnym o kryptonimie "Logika" mówił, że dla polskiego samolotu [b]potrzebne jest lotnisko zapasowe[/b] - wynika z nagrań. - Zrobi kontrolne zejście do swojego minimum - dodaje jeszcze "Logika".
Polska komisja uznała, że kontrolerzy powinni zabronić lądowania także jakowi - ze względu na bezpieczeństwo i mgłę. - A gdy jak przyziemił, kierownik chwali pilota, mówiąc mołodiec [zuch - przyp. red.] - skomentował prowadzący prezentację członek komisji mjr Robert Benedict.
Prezentacja obejmuje wypowiedź z godz. 8.33: "Ten z meteo niepoczytalny czy co, on podaje teraz 800", podczas gdy - jak zaznaczył w komentarzu jeden z polskich ekspertów - faktyczna widoczność wynosiła wtedy 200-300 metrów, a kontrolerzy widzieli, że od 7.09 warunki się pogarszają.
O 8.34 Krasnokutski meldował jakiemuś generałowi, że "podchodzi do trawersu". Dodał, że [b]"wszystko włączone, wszystko gotowe"[/b]. Według polskiego eksperta Krasnokutski nie zameldował zaś nic o złej pogodzie i o tym, że nie jest w stanie przyjąć polskiego samolotu.
Podczas nagrania, które pokazuje lot Tu-154, padły też niepublikowane dotąd wypowiedzi pilotów. O godz. 8.35 [b]z kokpitu słychać: "Musimy się na coś zdecydować"[/b]; później: "Tam jest obniżenie".
Na zaprezentowanych nagraniach słychać też słowa z kokpitu: "Nic nie widać" i [b]komendę kapitana Arkadiusza Protasiuka: "Odchodzimy"[/b]. Pada ona na trzy sekundy przed poleceniem z wieży: "Horyzont". Piloci zareagowali na komendę "Odchodzimy", nie wiadomo jednak, po jakim czasie.
Według polskiej komisji, po tych konsultacjach pułkownik przyjmuje bierną postawę. Padają słowa Krasnokutskiego: "Przede wszystkim przygotuj go na drugi krąg. A... na drugi krąg i koniec". A dalej: "Sam podjął decyzję...niech sam dalej....". Według polskich ekspertów, w ten sposób [b]pułkownik zostawił załogę na własną odpowiedzialność[/b].
O godzinie 8.40:02 w nagraniach pojawia się pierwsza komenda "Terrain ahead", mówiąca, że tupolew niebezpiecznie szybko zbliża się do ziemi". Komenda "horyzont" pada, gdy samolot znajduje się [b]70 metrów poniżej ścieżki lądowania[/b]. Tupolew miał zgodę na zejście na minimum 100 metrów. "Horyzont" powinien paść 11 sekund wcześniej. [b]Wieża nie zareagowała na niewłaściwe położenie tupolewa względem pasa[/b].
- Kontroler nie miał prawa mówić, że tupolew znajduje się na ścieżce - zauważył Miller.
[srodtytul]Wybrakowany raport MAK[/srodtytul]
- Działając pod dużą presją, załoga wieży kontrolnej lotniska popełniła wiele błędów - podsumowała polska komisja. - Trudno zaakceptować fakt, że w raporcie końcowym ze śledztwa MAK nie znalazła się żadna informacja na ten temat.
- Aleksiej Morozow podzielił polskie uwagi [do raportu MAK - przyp. red.] na dwie grupy: techniczne, które zostały dołączone do raportu, i pozostałe, które nie miały cech uwag technicznych - mówił Jerzy Miller przed prezentacją nagrań.
- Nie możemy powiedzieć, że gdyby informacje [o warunkach panujących na lotnisku] były przekazane załodze, to tej katastrofy by nie było. Możemy powiedzieć, że brak tych informacji na pewno nie pomógł załodze znaleźć lepszego rozwiązania tego rejsu, tego lotu - powiedział jeden z członków polskiej komisji badania wypadków lotniczych Wiesław Jedynak.
Szef MSWiA Jerzy Miller odniósł się także do tego fragmentu raportu MAK, który wspomina o alkoholu w organizmie gen. Andrzeja Błasika. - Gen Błasik nie był członkiem załogi tupolewa, lecz jego pasażerem. Nie ma zwyczaju umieszczania informacji o pasażerach w raporcie z badania wypadku, jak zrobił to MAK - ocenił Miller.
Jego zdaniem, "proces badawczy nie ma prawa obejmować tej sprawy". Tak Miller, kierujący pracami polskiej komisji, skomentował fakt, że w raporcie MAK znalazły się informacje, iż we krwi gen. Błasika wykryto obecność alkoholu. Adwokat rodziny generała zwrócił się do premiera Tuska o natychmiastowe podjęcie działań mających na celu spowodowanie usunięcia protokołów sekcyjnych ze stron internetowych MAK.
- Jest zasada, że każdy, kto bierze udział w badaniu wypadku lotniczego powinien milczeć, dopóki nie zostanie opublikowany raport końcowy - wyjaśnił Miller. - My zachowaliśmy się zgodnie z prawem i dobrym obyczajem - zaznaczył, tłumacząc, dlaczego nagrania z wieży publikowane są dopiero teraz.
Minister zaznaczył, że jest rosyjskim interesem, aby wyciągnąć wnioski ze zdarzeń, które miały miejsce. - Celem badań jest uniknięcie podobnych zdarzeń w przyszłości.
[srodtytul]Klich: Kontrolerzy pod większą presją niż piloci[/srodtytul]
- Specjaliści z komisji pod przewodnictwem Jerzego Millera mogą odczytać więcej z zapisu rozmów kontrolerów niż Rosjanie - mówił jeszcze przed prezentacją nagrań płk Edmund Klich. Jego zdaniem wynika z nich, że kontrolerzy znajdowali się pod większą presją niż polscy piloci.
- W tych rozmowach ok. 20 proc. jest anonimów i rozmów niezrozumiałych. Ten odczyt był moim zdaniem zrobiony trochę pobieżnie. Nie brali w tym odczycie udziału specjaliści, tak jak brali udział w odczycie w samolocie, a ja sam nawet niewprawnym uchem i bez przyrządów potrafiłem odczytać niektóre informacje, które nie były w stenogramach. Myślę więc, że dużo więcej odczytają specjaliści w Polsce i być może tam, w tych nagraniach będzie więcej informacji - przekonywał Klich w Polskim Radiu.
Komentarz dnia
Żródło: rp.pl

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE