Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Teatr

Beskett odczytany na nowo przez Andrzeja Seweryna

Andrzej Seweryn (Hamm) i Jarosław Gajewski (Clov) w „Końcówce”. Spektakl dedykowany pamięci Zbigniewa Zapasiewicza
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
„Końcówka” w reżyserii Antoniego Libery z kreacjš Andrzeja Seweryna rozpoczęła jego dyrekcję w Teatrze Polskim
Spektakl tak bardzo porusza wyobraŸnię, że po premierze œnił mi się jego dalszy cišg. Zaskakujšce zjednoczenie artystów przypisywanych do skłóconych ze sobš teatralnych parafii: Seweryn grał z zespołami Jarzyny i Warlikowskiego. Jak to możliwe, że aktor, który ma na koncie ekstatycznš „Noc na srebrnym globie” i „Dyrygenta”, gdzie analiza życia artystów przenika się z fabułš na granicy ekshibicjonizmu – po latach dorobił się gęby teatralnego dziadziusia? Beckettowska kreacja powinna zakończyć czarny piar. Jest kontynuacjš tradycji, jakš uosabiał Tadeusz Łomnicki. Przed œmierciš niechciany w żadnym polskim zespole wybitny aktor pokazał spektakl „Ja, Fauerbach”, historię starego komedianta, który potrafił na scenie wyczarować cały œwiat. Króla Leara zagrać nie zdšżył. Motyw ludzkiego piekła podejmuje Seweryn, z premedytacjš mówišc słowa „Końcówki”: „Ja teraz. Gram”.
Chociaż jego Hamm jest unieruchomiony na fotelu w piwnicy z dwoma okienkami – odbywa podróż przez cały œwiat. Po szekspirowsku teatr Seweryna staje się całym globem. Aktor bezwzględnie panuje na scenie i przykuwa uwagę widzów grš totalnš: energiš, która zabija każdy moment nieuwagi. Magnetyzuje. Twarz niewidomego bohatera zasłaniajš czarne okulary. Ale usta, mimika i gesty transmitujš obraz myœli i duszy postaci wyraŸniej niż Imax. To usg ludzkiego egoizmu i kabotyństwa wykonane bez autocenzury. Mocno, brutalnie, z jadem. Seweryn pokazuje małostkowego sk... który ujawnia się w nas, gdy traktujemy innych instrumentalnie jak Hamm służšcego Clova (Jarosław Gajewski). Kiedy zadręczamy ludzi swoimi problemami, niczym narcystyczny artysta chcšc znaleŸć się w samym centrum œwiata. Ani milimetr w lewo, ani w prawo: tylko w samym centrum! „Pokój naszym dupom!” – szydzi bohater Becketta, bo ludzkoœć jest dla niego parodiš chrzeœcijaństwa. Biblijne historie o Mojżeszu, Chrystusie powtarza w groteskowej formie. W opowieœci o planecie kalekich ludzi przypisuje im miejsce na œmietniku. Przytrafiło się to rodzicom Hamma. A on krzyczy: „Królestwo za œmieciarza!”. Podobnie do Ryszarda III mœci się za swój zły los. Udowadnia, że Boga nie ma, a miłoœć i dobro sš fikcjš, w którš wierzš idioci. Hamm megalomańsko zarzuca na twarz chustę. Brudnš i zużytš. Nie zapisuje żadnego cierpienia, bo życie wcale nie jest tragiczne. Nie ma nic zabawniejszego niż ludzki dramat. Dlatego uwaga Hamma skupia się na grze – wymyœlaniu, cyzelowaniu i powtarzaniu autobiografii. Jest konfabulacjš, bo tylko ona pozwala zapomnieć o egzystencjalnej katastrofie. Innego narkotyku uœmierzajšcego ból nie ma. A i ten œrodek wyczerpuje się jak możliwoœć ruchu w szachach. Oglšdamy to także w „Szczęœliwych dniach” z Olgš Sawickš i Zdzisławem Wardejnem. Żyjemy, kochamy, nienawidzimy, potem już tylko wspominamy. A na końcu – zawsze szach-mat.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL