Świat

Przeszkadzała im uczelniana kaplica

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Kaplica Uniwersytetu w Barcelonie została zamknięta, bo modlących się w niej studentów i wykładowców nękali „postępowcy”
Decyzję podjęli przedstawiciele władz uczelni i Kościoła. Jak informuje dziennik „ABC”, uniwersytet nie był w stanie zapewnić bezpieczeństwa księżom i wiernym. W środę odprawiono ostatnią mszę. Kaplica powstała na mocy porozumienia władz uniwersyteckich i arcybiskupstwa Barcelony z 1988 r. Nikomu nie przeszkadzała do wizyty Benedykta XVI w stolicy Katalonii w listopadzie 2010 r., która spowodowała bezprecedensową mobilizację wojujących zwolenników laicyzmu. Wraz z ateistami, homoseksualistami i feministkami skrzyknęli się w Internecie, by pokazać głowie Kościoła, że nie jest w Barcelonie mile widziany. Protestowali pod hasłem„Ja na ciebie nie czekam”. Papieża powitały całujące się pary osób tej samej płci. „Różańce precz od naszych jajników” – żądała Platforma Kobiet przeciw Papieżowi. Ojciec Święty porównał agresywny laicyzm Hiszpanów do klimatu wojny domowej z lat 30. XX wieku. Antykościelne nastroje nie opadły po jego wyjeździe. Trzy dni później „postępowi” studenci próbowali przeszkodzić w odprawieniu mszy na Uniwersytecie w Barcelonie. Żądali zamknięcia kaplicy. Od tego czasu pilnowali jej ochroniarze. Mimo to w grudniu około 40 studentom udało się zmylić czujność strażników (mówili, że idą się pomodlić) i wtargnąć do wnętrza. Jedni wyjęli kanapki, inni telefony komórkowe. Zaczęli jeść i dzwonić, uniemożliwiając księdzu odprawienie mszy. Jak relacjonował młody człowiek, który wolał nie ujawniać swego nazwiska, jeden z uczestników happeningu powiedział mu: „Ty jesz sam chleb (eucharystia – red.), a ja jem go z serem”. Po tym incydencie posypały się oskarżenia, że katolikom odbiera się w Hiszpanii wolność wyznania, że wkrótce będą się czuli jak w Afganistanie. Druga strona odpowiedziała, że kaplica przeczy zasadzie rozdziału Kościoła od państwa.
Pracujący w Hiszpanii polski ksiądz Piotr Roszak zapewnia „Rz”, że to odosobniony przypadek, chociaż wpisuje się w przyjętą przez hiszpańskie ruchy laickie strategię. – To sprawdzian własnej siły: na ile można sobie pozwolić, kiedy padnie hiszpańskie non possumus? Myślę, że hiszpańskiej opinii publicznej nie przypadło to do gustu. Zaszkodziło radykalizującemu się ruchowi laickiemu, bo zachwiało jego pieczołowicie budowanym medialnym wizerunkiem obrońców wolności jednostek – zauważa ksiądz Piotr. – Okazali się prześladowcami tej wolności, a swoboda praktykowania religii to mimo wszystko dla większości Hiszpanów ważna sprawa – dodaje.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL