Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Polityka

W Pałacu Prezydenckim rzšdzi dawna Unia Wolności

Były premier Tadeusz Mazowiecki spotyka się z prezydentem Bronisławem Komorowskim niemal co wieczór – opowiadajš politycy PO. Na zdjęciu z Annš Komorowskš w lipcu 2010 r. podczas wieczoru wyborczego
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
W otoczeniu Bronisława Komorowskiego najsilniejszy głos ma „familia”, czyli politycy byłej UW
Jest lato 2010 r. Sztab wyborczy Bronisława Komorowskiego usilnie szuka pomysłów, które wzmocniłyby ich kandydata. – Niespodziewanie Bronek proponuje, że wesprš go oficjalnie byli politycy Unii Wolnoœci – opowiada polityk Platformy. W sztabie zapanowała konsternacja. – To może jeszcze SKL i jakaœ inna wymarła partia – miał skomentować ktoœ z przekšsem. Ta anegdota dobrze oddaje siłę powišzań między obecnym prezydentem a politykami dawnej UW, do której należał. Dziœ „familia” – bo tak nazywajš ich działacze PO – rezyduje w Pałacu. Co wieczór prezydenccy doradcy: Tadeusz Mazowiecki, Jan Lityński i Henryk Wujec, razem z ministrem Olgierdem Dziekońskim (który w UW nie był), naradzajš się przy herbacie i ciasteczkach. Do spotkania dołšcza zazwyczaj Bronisław Komorowski. [srodtytul]Stara gwardia [/srodtytul]
Podczas jednego z takich wieczorów radzono o losach ustawy dotyczšcej zwolnień urzędników, ważnej dla premiera z powodu koniecznoœci łatania budżetu. Prezydent zdecydował, że jej nie podpisze, tylko odeœle do Trybunału Konstytucyjnego, co oznacza, że w tegorocznym budżecie nie będzie oszczędnoœci z tytułu mniejszego zatrudnienia w administracji. Podobno doradcy przekonali go, że to bubel prawny. Dużej burzy z tego powodu nie było. Premier szybko przeszedł nad tym wydarzeniem do porzšdku dziennego. Ale pewien osad w stosunkach między Platformš a Pałacem pozostał. Politycy PO w nieoficjalnych rozmowach sš coraz bardziej krytyczni wobec swojego prezydenta. – Bronkowi doradzajš goœcie, którzy sami przegrali wszystko w polityce – mówi kšœliwie jeden z członków Platformy. Wœród etatowych doradców prezydenta sš czołowi politycy byłej Unii Wolnoœci, na gruzach której wyrosła Platforma, oraz Tomasz Nałęcz, który przeszedł chyba przez wszystkie lewicowe formacje, poczšwszy od PZPR przez SdRP, Unię Pracy i SdPl. Nie jest dopuszczany do „familii”, ale za to bryluje w mediach. Pokój dzieli z byłym działaczem UW Jerzym Osiatyńskim, doradcš do spraw ekonomicznych. Z tš partiš była też zwišzana minister Irena Wóycicka zajmujšca się sprawami społecznymi. Obok Nałęcza urzęduje Roman KuŸniar, specjalista ds. międzynarodowych, który co prawda w UW nie był, ale pracował w MSZ, gdy premierami byli jej politycy. To on miał przygotować prezydenta do wizyty w Stanach Zjednoczonych, która przez wielu komentatorów została uznana za całkowitš klapę. Głównie z powodu przemówienia wygłoszonego przez głowę państwa, gdzie mowa była o bigosie i tradycji liberum veto, za to nie starczyło miejsca na bieżšce sprawy. Ale w otoczeniu głowy państwa sš też inni politycy, nie tylko z UW. Niedaleko doradców rezyduje Sławomir Nowak, niegdyœ szef gabinetu Donalda Tuska, dziœ prezydencki minister odpowiadajšcy za kontakty z rzšdem i parlamentem i jedna z medialnych twarzy Kancelarii Prezydenta. Ale z doradcami nie łšczš go zażyłe stosunki. – Nowak jest tam obcym ciałem. Starzy politycy za dobrze pamiętajš, jak wyprowadzał młodzieżówkę Unii Wolnoœci do Platformy – opowiada polityk z otoczenia prezydenta. Inny z naszych rozmówców, polityk z władz PO, dodaje: – Kierownictwu Kancelarii niespecjalnie się podoba, że Nowak przyszedł do pracy tymczasowo, że gra na siebie. I patrzš krzywo na jego częste wizyty w TVN 24, których Nowak z nikim nie uzgadnia. Za to Nałęcz wypowiada się o prezydenckim ministrze w samych superlatywach. Mówi, że z Nowakiem dobrze się współpracuje, a poza tym jako osoba odpowiedzialna za przemówienia prezydenta jest bardzo czujny i wyłapuje wszelkie niezręcznoœci w projektach wystšpień. [srodtytul]Trójkšt ministerialny[/srodtytul] Za najbardziej wpływowego ministra uchodzi Jaromir Sokołowski odpowiedzialny za kalendarz i organizacyjnš stronę zagranicznych wizyt głowy państwa. Z prezydentem współpracował już w Kancelarii Sejmu i poszedł za nim do Pałacu. – Jest bezwzględny i ewidentnie usiłuje grać pierwsze skrzypce – opowiada polityk PO. Dobre notowania u prezydenta ma też jego prawnik Krzysztof Łaszkiewicz. Zasłużył się ekspresowym przygotowaniem prezydenckiego projektu zmiany w konstytucji, która polega na wpisaniu tzw. rozdziału unijnego. W Pałacu panuje opinia, że to człowiek rzetelny i nie należy do prawników gotowych uzasadnić każdš decyzję lub stronniczo interpretować przepisy. Trzecim wpływowym jest Dziekoński, który odpowiada za organizację konsultacji społecznych w ramach tzw. forum debaty publicznej. Ci trzej ministrowie dobrze sš też oceniani przez członków PO. – Największe atuty Kancelarii Prezydenta to polityka zagraniczna i ostatnie ofensywy dyplomatyczne prezydenta: Bruksela, Paryż, Berlin, spotkania z prezydentami Rosji, Niemiec i USA – twierdzi Michał Szczerba, poseł PO i wieloletni współpracownik Komorowskiego. – Atutem sš też forum debat publicznych i inicjatywy legislacyjne. Na tym nasi rozmówcy z Platformy kończš pochwały. [srodtytul]Chaos jest sierotš [/srodtytul] – Niestety w Kancelarii brak jasnego podziału obowišzków, to powoduje chaos i doprowadza do wpadek – narzekajš działacze PO. Takich jak przechrzczenie Federacji Rosyjskiej na republikę na akredytacjach dla dziennikarzy. – Kto był za to odpowiedzialny? – pytamy polityka zwišzanego z Pałacem. – Nie wiem. Nie ma jednej osoby, która zajmuje się stricte politykš medialnš prezydenta – mówi. Teoretycznie odpowiada za niš doradca Jerzy Smoliński, który był rzecznikiem prasowym Komorowskiego jako marszałka Sejmu. Smoliński z hukiem stracił to stanowisko, gdy media poinformowały, że chwiejnym krokiem zmierzał do grobu Anny Walentynowicz, by złożyć kwiaty w imieniu marszałka. Sam przyznał, że wczeœniej pił wino. W Pałacu wrócił jednak do łask. – Każda wpadka powoduje, że szef Kancelarii Jacek Michałowski zrzuca winę na Smolińskiego, a za chwilę Smoliński wskazuje na Michałowskiego – opowiada polityk zwišzany z Pałacem. Michałowski zaczšł zmieniać strukturę Kancelarii Prezydenta. Ale i jemu politycy PO wytykajš braki. Na poczštku urzędowania zapowiadał powołanie rzecznika prasowego prezydenta. Media przeœcigały się w domysłach, kto nim zostanie. Wymieniano Dorotę Warakomskš, byłš prezenterkę „Wiadomoœci”, ale nic z tego nie wyszło. Według informacji „Rz” najpoważniejszš kandydatkš była rzeczniczka polskiego oddziału zachodniego koncernu z branży technologii informacyjnych. Michałowski spotkał się z niš kilka razy. – Ale zwlekał z podjęciem decyzji i traktował jš jak petentkę, a nie fachowca, którego warto zdobyć – opowiada polityk PO. – W końcu kandydatka sama zrezygnowała. Mimo wszystkich niedocišgnięć Michałowski cieszy się pełnym zaufaniem prezydenta. – Przede wszystkim sprawdził się w trudnych dniach po katastrofie smoleńskiej, gdy Bronisław Komorowski objšł urzšd jako p.o. prezydenta – tłumaczy Nałęcz. – Poza tym oni znakomicie się dogadujš i co bardzo ważne Michałowski nie odgrywa roli wiceprezydenta. [srodtytul]Prezydent i sponsorzy[/srodtytul] Brak twardej polityki w Kancelarii sprawia, że wpadki głowy państwa pojawiajš się jednak nazbyt często. Przed œwiętami Bożego Narodzenia prezydent wraz z małżonkš mieli sesję zdjęciowš dla magazynu „Gala”. – Sesja może była profesjonalna, ale pracownikom Kancelarii profesjonalizmu zabrakło – zżyma się polityk PO. Jak wytknšł portal wPolityce.pl., pod wywiadem i kolorowymi zdjęciami drobnym drukiem wymieniono bowiem wszystkich sponsorów sesji: kto wyprodukował porcelanę, kto krawat prezydenta, kto spódnicę pierwszej damy, a nawet kolczyki. – Jak prezydent może firmować marki ciuchów – denerwuje się polityk PO. Choć według wPolityce.pl rok wczeœniej tak samo zachował się Donald Tusk. Do dziœ w Platformie zżymajš się też na wspomnienie tablicy, którš Komorowski odsłaniał w sierpniu 2010 r. Tablica upamiętniajšca ofiary katastrofy smoleńskiej została wykonana z błędem w nazwisku posłanki Izabeli Jarugi-Nowackiej. – To nie do pomyœlenia. Tusk nigdy by sobie na to nie pozwolił – komentuje polityk z otoczenia premiera. Ale prezydent prezentuje nieodmiennie dobre samopoczucie. – Wie, że ma czas do 2015 r. i teraz to on jest bardziej Tuskowi potrzebny niż odwrotnie – kwituje polityk PO.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL