Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Reportaż Igora Jankego o reformach Viktora Orbana na Węgrzech

„Nadszedł czas!” to jedno z haseł Fideszu (na zdjęciu Viktor Orban w po wygranych wyborach w kwietniu 2010 r.)
AFP
Węgierski premier zamierza dokończyć rewolucję społecznš, jakiej jego zdaniem nie było po 1989 roku. Żaden inny polityk w Europie nie budzi dziœ albo respektu, albo przerażenia swoim radykalizmem
„The winner takes it all” – w jednej z budapeszteńskich knajpek słychać starš piosenkę ABBY o tym, że zwycięzca bierze wszystko. Przeciwnicy Viktora Orbana nie mogš pogodzić się z tym, że po przytłaczajšcym zwycięstwie w wyborach wiosnš ubiegłego roku przywódca Fideszu przejmuje każdš instytucję w swoim zasięgu i realizuje w ostrym tempie rewolucyjne reformy. – Rozumiem, że oni wygrali z takš przewagš, ale czy muszš zagarniać wszystko, jak w tej piosence? – pyta retorycznie 30-letnia Kornelia, analityk polityczny z Budapesztu.

Viktor Orban uważa, że po 1989 roku na Węgrzech tak naprawdę nie nastšpiła prawdziwa zmiana. I chce przeprowadzić jš teraz. To ma być prawdziwa rewolucja społeczna, a jednym z celów jest budowa nowej węgierskiej klasy œredniej. Chce oddać Węgrom ich godnoœć, dumę i dostatnie życie. Nie ma drugiego polityka i drugiego państwa w Europie, które zdecydowałoby się na tak ambitny radykalny, ale i ryzykowny plan. O...
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL