fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Święty Mikołaj nie zawsze trafia w gusta

ROL
Grażyna Zawadka
Choć podporządkował sobie rynek, spychając na margines Gwiazdora i Aniołka, miewa problem, by trafić w gusta
"Kochany Święty Mikołaju. Przynieś mi, proszę…" – kto nie pisał listy wymarzonych podarków, jakie chciałby otrzymać od świętego z długą białą brodą?
– Pisałem do niego, mój syn pisał i córka, jak się nauczy, też będzie pisać – zapowiada poseł SLD Bartosz Arłukowicz.
Znani Polacy, których o świąteczne wspomnienia pytała "Rz", nie ukrywają wzruszenia.
– Moje święta w dzieciństwie były ubogie, bo ojciec zginął w powstaniu warszawskim, czasem dostałem sweter, częściej orzechy z domowego ogródka – opowiada aktor Marian Opania. – Raz zamarzył mi się koń na biegunach. Dostałem, co prawda nie takiego, jak sobie wymarzyłem, ale i tak się cieszyłem.
[srodtytul]Krawat w Kubusie i przerażająca maska [/srodtytul]
Wigilijne wspomnienia są zawsze dobre, choć dziś, gdy o prezenty zdecydowanie łatwiej niż w czasach rządów "władzy ludowej", bywa, że nie trafiają w gusta obdarowanych.
– Liczą się głównie intencje – podkreśla ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który z powodu chybionych podarunków się nie obraża. – Dzieci, które przed laty uczyłem religii w Chrzanowie, podarowały mi akwarium i rybki. To był spory kłopot, bo nie miałem czasu się nimi zajmować. Obawiałem się jednak, że dzieciaki zapytają mnie pewnego dnia, jak chowają się rybki, więc akwarium podarowałem komuś dopiero, gdy przenoszono mnie do innej parafii.
Były prezes Stoczni Gdańsk, dziś poseł PiS Andrzej Jaworski twierdzi, że wciąż wierzy w św. Mikołaja, więc zapewne dlatego zazwyczaj przynosi mu on to, co wymienił w liście życzeń pisanym razem z pięcioletnią córką. Ale nie zawsze. – Kiedyś dostałem żółty krawat w Kubusie Puchatki. To w ogóle był taki puchatkowaty krawat – wzdryga się. Ale prezent znalazł praktyczne zastosowanie: – Założyłem go w karnawale na bal przebierańców.
Były premier Józef Oleksy (SLD) do dziś pamięta prezent, który dostał od dobrych znajomych przed kilkoma laty: – To była przerażająca azjatycka maska jakiegoś demona. Raz ją założyłem, była tak straszna, że aż sam się zląkłem. Od tego czasu leży gdzieś w domu.
Z kolei Arłukowicz, gwiazda komisji śledczej, nie może wytropić, kto próbując zdezawuować św. Mikołaja, zostawia pod choinką skarpetki frotte.
– Nie znoszę skarpetek frotte, wywołują u mnie negatywne emocje. I co rok je dostaję – żali się. Rozdaję je więc krewnym, ale już nie w ramach prezentu wigilijnego. – Tego nikomu bym nie zrobił – żartuje poseł.
Kazimierza Ujazdowskiego (PiS) ostatni raz Święty Mikołaj zawiódł jeszcze w czasach studenckich. I to podwójnie. – Dwa razy dostałem od tej samej osoby wodę kolońską fatalnej jakości, której zapach totalnie mi nie odpowiadał – opowiada były minister kultury. – A ja dostałam od Gwiazdora garnek – burzy się posłanka z Klubu SLD Krystyna Łybacka. – Był nowoczesny, elegancki, ale ja rzadko siedzę w kuchni, więc na nic się nie przydał.
Była minister edukacji dodaje, że mąż (bo to on za niefortunny prezent odpowiada) zrehabilitował się rok później: – Wspomniałam, że w dzieciństwie nie przeczytałam całej "Ani z Zielonego Wzgórza", i na Wigilię mąż podarował mi wszystkie tomy tej sagi.
Garnek jako świąteczny podarek dostała też posłanka Małgorzata Kidawa-Błońska (PO). Ale ona akurat o tym marzyła.
A najdziwniejszy prezent, jaki otrzymała? – Wielki drewniany kot. – wspomina posłanka. Co zrobić z kotem, który nie łapie myszy, nie miauczy ani nie łasi się do właścicielki? – Do dziś zdobi mieszkanie, głaszczę go od czasu do czasu – mówi Kidawa-Błońska.
[srodtytul]20 wieszaków [/srodtytul]
Dziennikarza śledczego Sylwestra Latkowskiego co roku odwiedza św. Mikołaj i choć prezenty, które dostawał od niego w okresie PRL, nie zawsze spełniały oczekiwania, teraz ma jeszcze większy problem. – W zeszłym roku dostałem wino Porto warte 600 zł. I jestem przerażony. Co z tym zrobić? Wypić w ciągu jednego wieczoru to aż żal, więc postawiłem w gabinecie na biurko i stoi do dziś – mówi Latkowski.
Jerzy Dziewulski, były poseł, o niezwykłym prezencie, jaki dostał od ojca, przypomniał sobie, kiedy spojrzał na zdjęcie starego mercedesa wiszące w jego domu. – To były lata 50., miałem wtedy 13 lat. Razem z bratem bardzo się interesowaliśmy motoryzacją i wokół tego krążyły nasze marzenia. Mój ojciec, który był kierowcą Aleksandry Piłsudskiej, antykomunistą z krwi i kości, wpadł na genialny pomysł. Pod choinkę razem z bratem dostaliśmy dosyć dużą płaską paczkę. Po rozpakowaniu okazało się, że jest to kierownica od mercedesa. Mocno zniszczona, porysowana – wspomina.
On i brat poczuli się nieco zawiedzeni, spodziewali się czegoś bardziej okazałego. – Ojciec, widząc nasze zakłopotanie, powiedział: "Przecież całego samochodu pod choinkę nie mogłem wam położyć" – opowiada były poseł. – Okazało się, że kupił starego, zdezelowanego mercedesa 170 V. Auto stało w garażu i nie było na chodzie. Powiedział nam: "Chłopcy, zamiast łobuzować, ten samochód macie doprowadzić do porządku".
Przez dwa lata na podwórku na Żoliborzu zajmowali się renowacją mercedesa: – Później wyjeżdżaliśmy nim nad morze.
Znana piosenkarka Irena Santor mówi "Rz", że zaskakujące czy zupełnie niepotrzebne prezenty gwiazdkowe dostała nieraz. Jakie? Nie powie, by nie robić przykrości darczyńcom. – Wszystkie przyjęłam z wdzięcznym sercem i wspominam ze wzruszeniem. Nie liczy się prezent, ale intencja, fakt, że ktoś pomyślał o mnie ciepło – mówi piosenkarka.
– Wpuściliśmy się w kanał z prezentami. Dzieci dostają ich dziesiątki, a zapomina się, że najważniejsze jest rodzinne ciepło, tradycja, serce – uważa muzyk i piosenkarz Zbigniew Wodecki. Święta jego dzieciństwa, w okresie PRL, nie były bogate: – Jakieś słodycze, czasem cytrusy. Mama dawała mi szalik, czapkę. Nie lubiłem ich nosić, ale zawsze się na nie cieszyłem.
– Święty Mikołaj przychodził do mnie do 1939 r. – wspomina aktor Jan Kobuszewski. – W czasie okupacji mieszkaliśmy przy ul. ks. Skorupki. Było bardzo biednie, ojciec kleił na święta kolorowe pudełka i były to najpiękniejsze prezenty, jakie kiedykolwiek dostałem. – W Galicji, skąd pochodzi moja mama, prezenty przynosi Aniołek. I niedawno dostałem od niego 20 drewnianych wieszaków na ubrania – opowiada aktor Mateusz Damięcki. Jednak podkreśla, że z niecodziennego prezentu korzysta do dziś.
Niektórzy odchodzą od kupowania drogich prezentów na rzecz darów serca. – Moja siostra wymyśliła, żeby w tym roku zamiast robić sobie prezenty, kupić koce, żywność i zawieźć do któregoś z małych schronisk dla bezpańskich zwierząt. One też potrafią się cieszyć – mówi "Rz" aktor Paweł Deląg.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA