Styl życia

Jarmark pod złotym aniołem

Pierniki to specjalność Norymbergi, szczególnie w czasie świąt
Fotorzepa, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Fikuśny ludzik z suszonych śliwek na stole, anielica ze złotej metalowej folii na choince i prezenty od Christkindle’a, czyli Jezuska. Bez tych atrybutów Boże Narodzenie w Norymberdze byłoby nieważne
Ale są i inne niezbywalne elementy: grzane wino, kiełbaski i pierniki, pierniki, pierniki. Bombki, gwiazdki, choinki, szopki, drewniane zabawki. I szczypta muzyki.
Pod nogami chrzęści śnieg, którego tutaj wcale się nie sprząta z chodników, wokół kolorowe światła i mnóstwo straganów. W jednym z nich, za ladą... toż to prawdziwy cesarz Franciszek Józef! Uśmiechnięty kucharz ze sterczącymi do góry wąsami przewraca kiełbaski na grillu i podaje je zmarzniętym gościom. Zachęcony takim widokiem i ja wizytę na przedświątecznym jarmarku w Norymberdze rozpoczynam od poznania specjałów miejscowej kuchni. [srodtytul]Kiełbaski z dziurki na klucze[/srodtytul]
Nie ma nic bardziej charakterystycznego dla gastronomii Norymbergi niż norymberki, czyli frankfurterki, czyli norymberki. No, chodzi o kiełbaski. Problem z nazewnictwem polega na tym, że u nas podobne kiełbaski znane są jako frankfurterki, a w Niemczech – norymberki, czyli kiełbaski z Norymbergi (Nürnberger Rostbratwurst). Ich nazwa i skład zostały zastrzeżone przez producentów jako wyrób, który może powstać tylko w Norymberdze. Podobnie jak prawdziwa pizza pochodzi tylko z Neapolu, a oscypek z Podhala. Kiełbaski są cienkie jak palec i krótkie na dziewięć centymetrów. Ich kształt wziął się stąd, że dawniej, gdy na noc zamykano bramy miasta, spóźnieni podróżni musieli czekać pod murami do rana. Wtedy miejscowi karczmarze litowali się nad nimi i podawali im kiełbaski przez... dziurkę od klucza. Tyle legenda. Co ciekawe, kiełbaski robi się z chudego mięsa wieprzowego, do którego dodaje się słoniny, soli i pieprzu. A potem – i w tym tkwi tajemnica smaku! – sypie się dużo majeranku, koniecznie rosnącego we Frankonii, czyli krainie, w której leży Norymberga, i piecze się je na grillu. Palce lizać! Porcja kiełbasek to tuzin, ale można zamówić pół tuzina lub wielokrotność 12. W Norymberdze podadzą nam je z chrzanem i lekko kwaszoną kapustą na gorąco z kminkiem. Palce lizać! Tradycyjnie popija się kiełbaski piwem jęczmiennym, najlepiej czerwonym. Palce lizać! Albo raczej oblizywać wąsy z piany. [srodtytul]Piwo spod ziemi[/srodtytul] Norymberga ma wielkie tradycje w warzeniu piwa. Choć współcześnie rynek opanowały wielkie koncerny, w mieście działają jeszcze dwa małe browary (Altstadt Hausbrauerei i Barüffser). W dawnych wiekach beczki z piwem trzymano w głębokich piwnicach wykutych w piaskowych skałach, na których stoi miasto. Część piwnic (25 tys. mkw.) się zachowała, można zejść nimi nawet cztery piętra pod ziemię. – Znajdują się tuż pod nami – opowiada Maria Holzhauser, Polka, która mieszka w Norymberdze od 32 lat, a od 21 oprowadza po niej polskich turystów. Stoimy na podwórzu kamieniczek na Starym Mieście, tuż obok domu Albrechta Dürera. Wysoko na fasadzie jednego z domów z gotyckim ostrym szczytem widnieje gwiazda Dawida. – To nie znak tutejszych Żydów, lecz piwowarów właśnie – wyjaśnia pośpiesznie Maria. – Powstał z nałożenia dwóch trójkątów, których wierzchołki mają symboliczne znaczenie. Pierwszy oznacza trzy rzeczy konieczne do warzenia piwa, dane nam przez naturę: ogień, wodę i powietrze. Drugi – składniki przygotowane przez człowieka: również wodę, słód i chmiel. Wracamy na plac przed gotyckim kościołem Najświętszej Marii Panny, Hauptmarkt. Jego prostokąt wypełniają ustawione w długie szeregi drewniane stragany nakryte dachami jak namioty. Jak co roku jest ich 182, ani mniej, ani więcej. Taka tradycja. Władze miasta dbają, by nie sprzedawano w nich byle czego. Najwyżej cenione są wyroby rękodzieła. Dlatego najwięcej tu ozdób choinkowych ze szkła i drewna, zabawek, figurek do szopek, glinianych domków, z których można ustawiać całe miasta, kolorowych świec, szczerzących zęby dziadków do orzechów. Na wielu stoiskach dostać można pokraczne figurki – ludziki przebrane za skrzaty, rycerzy, muzykantów lub chłopów. Dopiero z bliska widać, że zrobione są z suszonych śliwek (te klasyczne) lub śliwek (nogi i ręce), fig (korpus) i orzechów (głowa). Zwetschgenmännla ma przynosić szczęście, pewnie dlatego, że pierwotnie był kominiarzem. Nawiązuje do pracy kilkuletnich kominiarczyków, którzy w XVII i XVIII wieku czyścili kominy, wchodząc do nich. O ile jednak śliwkowych ludzików można spotkać także na innych jarmarkach w południowych Niemczech (Pflaumentoffel jest symbolem największego i najstarszego jarmarku w Dreźnie), a nawet w Austrii, o tyle Rauschgoldengel to już specjalność typowo norymberska. Wielki anioł-kobieta w koronie, cały z karbowanej pozłacanej blachy, wisi nad ulicą, patronując jarmarkowi. Mniejsze wersje mieszkańcy Norymbergi zaczepiają na szczycie choinki lub stawiają w domach. Można je kupić na straganach, ale trzeba za nie słono zapłacić – ceny zaczynają się od dwudziestu kilku euro. Wynika to prawdopodobnie z ceny materiału, z jakiego zostały zrobione. Pochodzenie tej postaci wyjaśnia legenda. Otóż pod koniec XVIII wieku złotą anielicę stworzył pewien rzemieślnik, któremu we śnie ukazała się zmarła córka. Córka miała przekazać mu, by nie martwił się o nią, bo w niebie jest jej dobrze. A ponieważ córka wyglądała jak anioł, rzemieślnik właśnie tak ją odtworzył. Warto przy tym wiedzieć, że Norymberga przez wieki słynęła ze znakomitych warsztatów metalurgicznych i złotniczych. [srodtytul]Cesarskie pierniki[/srodtytul] Nad straganami unosi się zapach pieczonych kiełbasek i grzanego wina. Tylko nie czuć zapachu pierników. A przecież pierników w Norymberdze nie brakuje. Tyle że przeważnie są one szczelnie zapakowane w szeleszczące folie albo w piękne kolorowe puszki. Norymberga jest miastem pierników, jak nasz Toruń. Pierniki, których historia sięga XIII wieku, były dawniej towarem luksusowym. Nic dziwnego – do ich produkcji potrzeba luksusowych składników. Przede wszystkim sprowadzanych z dalekich krajów korzennych przypraw (anyżek, kardamon, kolendra, imbir, gałka muszkatołowa, goździk, cynamon). Dlatego pierniki powstawały w miastach leżących przy wielkich szlakach handlowych. Norymberga – od 1219 r. wolne miasto (straciła swój status dopiero w 1806, kiedy weszła w skład królestwa Bawarii) – należała do nich, miała nawet swój dom kupiecki w Kairze. – Do Norymbergi pierniki przywędrowały w XIV wieku ze Śląska – opowiada Maria. Te norymberskie są inne od tych, które znamy z Torunia. Dodaje się do nich dużo migdałów, orzechów i skórek pomarańczowych. O miodzie nie wspominając. Różnią się też tym, że na spodzie mają przyklejony opłatek. Wzięło się to stąd, że kiedyś jakiś mnich wymyślił opłatek jako podkładkę chroniącą masę piernikową przed przyklejeniem się do podłoża. Pierniki mogą być naturalne, lukrowane lub oblane czekoladą. Te najlepsze to Elisenlebkuchen. Tylko 10 procent ich składu stanowi mąka. Okrągłe pierniki zwano kiedyś cesarzątkami, Keiserlein. Skąd ten pomysł? Ponoć w czasach, gdy cesarz przenosił się ze swym dworem z miasta do miasta, często zatrzymywał się w Norymberdze. Pewnego razu na zamku na jego cześć zaśpiewał dziecięcy chór, a on wzruszony obdarował każde dziecko złotą monetą. Iście cesarski gest, tyle że monety pochodziły... ze skarbca miejskiego. Rajcy niewiele więc myśląc, odebrali dzieciom monety, w zamian wręczając im po okrągłym pierniku (też przecież cennym!). [srodtytul]Kubek z pociągiem[/srodtytul] Na sąsiednim placu, Ratuszowym, stragany rozstawiono też dla miast partnerskich Norymbergi. A jest ich aż 15. Każde przywiozło to, z czego słynie ono samo lub jego kraj. Wenecja – maski karnawałowe i twarde sery z parmezanem na czele, ukraiński Charków – współczesne baby z namalowanymi politykami, grecka Kavala – ikony (zdjęcia naklejone na deski i polakierowane). Dwa stoiska cieszą się jednak największym zainteresowaniem. Szkoci z Glasgow oferują szale, spódnice i czapki w szkocką kratę oraz kilka rodzajów whisky, a nawet glüe-whisky (whisky na gorąco). Polski Kraków, choć na uboczu, prezentuje się całkiem ładnie. Piękne drewniane koniki i bociany, wzruszające artystycznie wyrzeźbione anioły i bombki w kształcie jajek zdobionych jak wielkanocne (sic!). Co Niemcy najchętniej kupują? – Bursztynowe broszki, wisiorki, bransoletki – odpowiada młoda sprzedawczyni. – Bursztyny z Krakowa? – dziwię się. – W końcu Kraków leżał na szlaku bursztynowym – odpowiada niestropiona krakowianka. Choć na co dzień to piwo króluje w Norymberdze, napojem jarmarku jest grzane wino. Co roku produkowane są inne kubki do niego, ale zawsze o stosunkowo niewielkiej pojemności 0,2 litra. W tym roku zdobi je piękna panorama najważniejszych zabytków Norymbergi z kolejką na pierwszym planie. Rysunek przypomina o wydarzeniu sprzed 175 lat, kiedy to między Norymbergą a nieodległym Fürth otworzono pierwszą w Niemczech kolej żelazną. Za kubek trzeba zapłacić 2,5 euro kaucji. A potem albo go zwrócić i odebrać kaucję, albo zabrać do następnego stoiska z winem, albo zatrzymać na pamiątkę. A co z prezentami? Prezenty pod choinkę przyniesie dzieciom Christkindle – Dzieciątko Jezus. Przed reformacją zadanie to mieli święty Mikołaj lub święty Marcin, lecz Marcin Luter obalił kult świętych, a w zamian zaproponował, by prezenty pojawiały się wraz z narodzinami Chrystusa. I tak zostało. Dzisiaj podczas jarmarku bożonarodzeniowego w Jezuska wciela się złotowłosa nastolatka, wybierana do pełnienia tej funkcji na dwa lata. Po Starym Mieście krąży wielki żółty powóz, ciągniony przez konie. Na niewielkiej scenie pod kościołem zespół gra kolędy. Ludzie zatrzymują się na pogawędkę przy grzanym winie. Zbliżają się święta. To widać, słychać i czuć.                          
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL