Biznes

Branża hazardowa traci klientów i zyski

Fotorzepa, Krz Krzysztof Łokaj
O ponad 422 mln zł spadły przychody Totalizatora Sportowego po trzech kwartałach 2010. Trudne chwile przeżywają też bukmacherzy i punkty gier na automatach z niskimi wygranymi.
Jednoręcy bandyci szybko znikają. Na koniec trzeciego kwartału działało 21,3 tys. takich maszyn. Rok temu – ponad 55 tys.
Tego roku Totalizator Sportowy nie zaliczy do udanych. Dane za trzeci kwartał pokazują, że przychody firmy wyniosły nieco ponad 2 mld zł, podczas gdy rok temu w tym samym okresie ponad 2,4 mld zł. Wszystko wskazuje na to, że Polacy coraz rzadziej grają w Lotto. W przypadku najbardziej dochodowych gier liczbowych przychody spadły bowiem z ponad 2,25 mld zł do 1,83 mld zł. – Na tegoroczny wynik spółki miało wpływ wiele niekorzystnych czynników. Nie chodzi tylko o spowolnienie gospodarki, w wyniku którego dla wielu Polaków artykuły drugiej potrzeby, na przykład gry liczbowe, stały się mniej istotne. Długa zima, powódź, która odcięła część kolektur, spowodowały, że ucierpiał niemal cały sektor towarów i usług – uważa Piotr Gawron, rzecznik TS. Jego zdaniem decydujący wpływ na tegoroczny wynik firmy miały jednak sprawy od Totalizatora niezależne.
[srodtytul]Ofiara afery hazardowej[/srodtytul] – Dziś już zapominamy o tzw. aferze hazardowej, której staliśmy się ofiarą. Z badań wynika, że 11 procent osób przestało grać, bo uwierzyło, że Totalizator jest uwikłany w tę sprawę. Istotny jest także fakt, że ten rok nie obfitował w wysokie kumulacje, które sprzyjają zwiększeniu wyników – dodaje Gawron. Liczy on, że dobre wyniki za grudzień nieco poprawią rezultaty Totalizatora. Państwowa spółka nie jest jednak jedyną firmą odczuwającą skutki afery hazardowej, w którą zamieszani byli ważni politycy państwowi. W reakcji na aferę powstała nowa ustawa o grach hazardowych. Zaczęła ona obowiązywać w styczniu br. [srodtytul]Przychody firm w dół[/srodtytul] Ustawa wprowadziła zasadę, że gra na automatach, tzw. jednorękich bandytach, możliwa będzie tylko w kasynach, a w najbliższych pięciu latach automaty będą stopniowo – wraz z wygaszaniem pozwoleń – znikać z punktów gier, barów i stacji benzynowych. Ustawa wprowadziła nowe, wyższe podatki dla niemal całej branży hazardowej. To sprawiło, że wpływy do budżetu po pierwszym półroczu są wyższe o 10 proc. niż rok wcześniej, ale firmy żyjące z hazardu nie mają powodu do zadowolenia. Przychody całej branży hazardowej w pierwszym półroczu spadły w porównaniu z analogicznym okresem rok temu o 28 proc., z 9,8 mld zł do 8,1 mld zł. O 23 procent zmniejszyły się wygrane, jakie wypłacono uczestnikom gier. [wyimek]19 mld zł był wart w 2009 roku rynek hazardu w Polsce[/wyimek] Jedyną branżą, która odnotowała wzrost przychodów w porównaniu z podobnym okresem rok wcześniej, są duże salony gier na automatach. Ich przychody zwiększyły się o 7,2 proc. w porównaniu z rokiem wcześniejszym (do prawie 1,7 mld zł z niespełna 1,6 mld zł). Kasyna gry odnotowały spadek przychodów z 717 mln do 700 mln zł. Ponad 28 proc. ubiegłorocznych przychodów straciły punkty gier na automatach z niskimi wygranymi. Ich przychody po pierwszym półroczu 2009 r. wynosiły ponad 5,5 mld zł, od stycznia zaś do czerwca tego roku – 3,9 mld zł. Maszyny – zgodnie z założeniami ustawy – w szybkim tempie znikają z naszych ulic. Na koniec ubiegłego roku było ich 52 410 sztuk. Średnia za okres pierwszego półrocza br. to 27 056 maszyn, a na koniec trzeciego kwartału już tylko 21,3 tys. [srodtytul]Legalność nie popłaca [/srodtytul] Narzekają też bukmacherzy. Po półroczu spadek ich przychodów wynosił ponad 10 proc. Po trzech kwartałach kryzys się pogłębił. Obroty legalnej branży bukmacherów wyniosły w tym okresie 587 mln zł, co oznacza spadek o ponad 11 proc. w stosunku do zeszłego roku. Mateusz Juroszek z zarządu firmy bukmacherskiej STS podkreśla, że gdyby nie tegoroczny mundial, spadek byłby większy. – Tylko w listopadzie działający legalnie bukmacherzy zamknęli 60 punktów, zwolnili ponad 100 osób – alarmuje Juroszek. Jego zdaniem niektórzy legalni bukmacherzy są na granicy bankructwa, ale nielegalna branża internetowa w tym roku warta jest już 4 mld zł. – Państwo nie otrzymało ani jednej złotówki podatku z tego tytułu. Niestety, nasi politycy nie robią nic, aby coś zmienić, a postulaty branży nie są wysłuchiwane – mówi Juroszek. Branża domaga się, by rząd zmienił zasady opodatkowania zakładów wzajemnych i zamiast podatku od przychodów chcą płacić od dochodów, czyli tego, co zostanie firmie po wypłacie wygranych klientom. – Rok temu podniesiono nam podatki, ale obiecano możliwość organizowania legalnych zakładów w sieci. Odpowiedniej ustawy wciąż nie ma – mówi Juroszek. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, [mail=a.stabryla@rp.pl]a.stabryla@rp.pl[/mail][/i] [ramka][srodtytul]Opinia:[/srodtytul] [b]Jacek Kapica, wiceminister finansów, któremu podlega m.in. rynek hazardu[/b] Założeniem ustawy o grach hazardowych było ograniczenie możliwości i skłonności Polaków do wydawania pieniędzy na tego rodzaju rozrywkę. Spadek przychodów firm zajmujących się taką działalnością wpisuje się w cel, jaki postawiliśmy sobie, pracując nad zmianami w prawie. Jednak podczas kryzysu Polacy na pewno tak czy inaczej ograniczają wydatki na używki i hazard. Liczyliśmy, że na początku obowiązywania nowych przepisów będą wyższe wpływy podatkowe, bo podnieśliśmy podatki dla branży, ale z czasem, wraz z ograniczeniami hazardu, także wpływy do budżetu państwa z tego tytułu będą niższe. Jest oczywiste, że ten ubytek nastąpi, ale jeśli ludzie zamiast na hazard wydadzą pieniądze na inne usługi lub towary, to do budżetu państwa wpłyną podatki płacone przez inne firmy np. z tytułu VAT. Per saldo budżet nie straci. Gdy podnosimy akcyzę na papierosy czy alkohol, to firmy też alarmują o spadku przychodów, ale – mamy nadzieję – ludzie piją i palą mniej, więc są zdrowsi. Podobnie w przypadku hazardu. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL