Muzyka

Pawlik w Stawisku

Koncert Włodka Pawlika w Stawisku
archiwum w waplewie, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Wyjątkowy wieczór poezji Jarosława Iwaszkiewicza z muzyką Włodka Pawlika zakończył w niedzielę 11. Festiwal „Muzyczne Konfrontacje”
Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów wypełniło się publicznością, która w ten niedzielny wieczór przewidywała wydarzenie. - Niektórzy twierdzą, że nie da się śpiewać wierszy Iwaszkiewicza. A ja postaram się udowodnić, że to jest możliwe - powiedział mi pianista na tydzień przed koncertem. Natomiast w programie koncertu napisał: „Muzyka, która skomponowałem do ośmiu wierszy Jarosława Iwaszkiewicza jest efektem nałożenia się na siebie kilku okoliczności. Niecałe dwa lata temu spotkaliśmy się wraz z moją żoną w domu Pani Alicji Matrackiej-Kościelny, aby porozmawiać o możliwości skomponowania przeze mnie muzyki do wierszy Poety. Dzisiaj jest ten dzień, w którym pomysł staje się artystyczną rzeczywistością”.
Włodek Pawlik wystąpił w Stawisku ze swoim triem. Na perkusji zagrał Cezary Konrad, a na kontrabasie Paweł Pańta. Wiersze śpiewali w duecie Lora Szafran i Marek Bałata, a recytował Andrzej Ferenc. Pomysł z recytacjami przeplatającymi się z muzyką okazał się bardzo trafny. Przybliżył poezję Iwaszkiewicza, która jest ceniona przez znawców, a powszechnie mało znana. Ale to muzyka zawładnęła sercami słuchaczy. Od razu trzeba podkreślić, że Pawlik napisał muzykę wyjątkowo chwytliwą, momentami wręcz przebojową. Aż chciało się klaskać do rytmu czy wtórować wokalistom w refrenach. Koncert otworzył temat „Struny na ziemi” do wiersza „Garść liści wierzbowych” z tomu „Mapa pogody”. To było łagodne wprowadzenie w niezwykle muzykalną poetykę wierszy Iwaszkiewicza. Tempo przyspieszyło w „Rzeczach” z tomu „Muzyka wieczorem” i ten temat ma pierwszorzędne zadatki na przebój. Nastrojową muzykę Pawlik napisał do wiersza „Jeżeli znowu znajdę przyjemność w podróży” z tomu „Lato 1932”. Z tego tomu wybrał jeszcze utwór „Upokarza mnie miłość”, ale jak podkreślił nie chodzi o miłość do jego żony. Najtrudniejszy dla wokalistów utwór przypadł na finał koncertu. To „Fandango” z tomu „Gry i zabawy” brawurowo zaśpiewane przez Marka Bałatę. Szybkie tempo i powtarzające się słowa „albo to nie albo to nie albo to tak” mogło zawrócić w głowie, a motoryczna gra Pawlika na fortepianie przypominała stukot kół pociągu ekspresowego. Gra zespołu pod wodzą naszego czołowego pianisty była perfekcyjna. Krótkie solówki Pawlika nie pozostawiały wątpliwości, że są to jazzowe piosenki. Przypomniały mi się albumy Herbiego Hancocka „Possibilities” i ostatnia „The Imagine Project”, na których amerykański pianista przemycił sporą dawkę jazzu w popularnych tematach. W muzyce Pawlika do wierszy Jarosława Iwaszkiewicza jazz idzie w parze z poezją, podkreśla rytm słów, a melodia jest efektem skojarzeń, jakie te słowa wywołują. Dzięki temu jazz nawet tak wyrafinowany, trafia do serca uważnego i wrażliwego słuchacza. Publiczność nie chciała wypuścić kompozytora i wykonawców. Były dwa bisy i recytacja Andrzeja Ferenca zakończona odśpiewaną wspólnie kolędą przy akompaniamencie pianisty. To był niezapomniany wieczór w Stawisku. Dodam, że publiczność siedział wszędzie, w trzech salach, na schodach i na pięterku Domu Iwaszkiewicza. Scenę ustawiono jak zwykle pod schodami, żeby muzyka mogła swobodnie rozchodzić się po całym budynku i cieszyć ducha jego dawnych mieszkańców. To ważne dzieło Włodka Pawlika powinno trafić do innych sal koncertowych, a także na płytę.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL