Polska jak Aletrnatywy 4

aktualizacja: 07.12.2010, 01:46
Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński

Dzięki nowej państwowej inicjatywie wszyscy obywatele już wiedzą,
że matka nie może mieć depresji, a ojciec musi być zdrowy jak byk, łagodny jak baranek i dzielić czas równo między pracę (jeśli ją ma) i rodzinę – piszą publicyści

W serialu „Alternatywy 4” jest scena, w której gospodarz domu Stanisław Anioł wpada do mieszkania lokatorów i na zdumiony okrzyk: „Wchodzi pan jak do siebie?!”, odpowiada: „Ja tu jestem u siebie”. Tak właśnie może dziś powiedzieć każdy gospodarz gminy, świeżo wybrany prezydent, burmistrz i wójt w każdej z dwu i pół tysiąca gmin w Polsce. Władza zajrzy pod strzechy za sprawą nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która weszła w życie w tym roku.
[wyimek]W kraju, w którym więzienia nie mieszczą skazańców, co trzecie dziecko żyje w biedzie, a sprawiedliwości można się doczekać prędzej na Sądzie Ostatecznym niż w rejonowym, władza bierze się za ulepszanie relacji obywateli z ich najbliższymi[/wyimek]
Gminom rozdano nadzwyczajne kompetencje do wprowadzania nadzwyczajnego projektu. Powstać ma nowa rodzina, wolna nie tylko od przemocy, ale też złych emocji, kar, nakazów i zaniedbań. Rewolucja właśnie wkracza do naszych domów jak Polska A długa i Polska B szeroka. W trepach, lakierkach i gumiakach. Bez pukania.
[srodtytul]Nad wszystkim czuwa gospodarz domu...[/srodtytul]
Samorządy są prowadzone zarówno przez sprawnych polityków, zapalonych działaczy społecznych, jak też lokalne mafie pobierające procent od działki, pozwolenia i stanowiska. Łączy ich jedno: mają ogromną władzę.
Wójt, burmistrz, prezydent występujący w imieniu gminy, jest dziś często największym pracodawcą w okolicy. Ma w ręku grunty i kasę. Jest dobroczyńcą służby zdrowia, szkół, przedszkoli, żłobków, ośrodków sportowych, pomocy społecznej, straży miejskiej, sądów i policji. Taka władza rodzi patologie. Piszemy to jako dziennikarze lokalni, którym prokurator oznajmiła, że nie będzie wszczynać śledztwa w pewnej pachnącej korupcją sprawie, bo właśnie kupiła działkę i czeka na pozwolenie na budowę. I jako mieszkańcy powiatu, w którym jedną z gmin rządził przez dziesięć lat niepodzielnie powinowaty „Dziada”, szefa gangu wołomińskiego.
Pokusa, żeby uciszyć niepokornych, jest duża. Zdarzają się przecież tacy, którzy żyć i zarabiać spokojnie nie dają. Są dociekliwsi niż wszyscy radni z komisji rewizyjnej zgromadzeni razem przy jednym stole na wójtowych imieninach. Do tej pory buntownikom można było utrudniać życie w firmie albo latami nie wydawać pozwolenia na budowę. Ale nie wszyscy mieli własny biznes i nie wszyscy chcieli budować. Dopiero w tej kadencji zaczną się nieograniczone możliwości walki z opozycją. Od tego roku każda gmina ma utworzyć komisję interdyscyplinarną, która ma prawo zbierać dane wrażliwe o obywatelach, opierając się choćby na niesprawdzonym donosie, bez wiedzy i zgody zainteresowanych.
Twórcy reformy samorządowej nie mieli oczywiście intencji, by władza lokalna była wszechwładna. Samorządy zresztą wcale nie prosiły się o nowe kompetencje. Najlepszym dowodem jest oficjalny sprzeciw wobec ustawy przemocowej, który zgłaszała Rada Miasta Krakowa, starosta łańcucki czy Sejmik Województwa Podkarpackiego. Ale ustawa weszła w życie. Narzędzie zostało rozdane.
[srodtytul]... nie da on krzywdy zrobić nikomu...[/srodtytul]
Powódź, która spadła na Polskę w połowie roku, odsłoniła słabość państwa. Władza wyraźnie nie radzi sobie z powierzonymi jej zadaniami. Człowiek uczciwie płacący podatki chciałby przecież, żeby państwo stworzyło kompleksowy system ochrony przed wielką wodą. Tak samo jak mieszkańcy mazurskiej wioski oczekiwali z pewnością, że nie będą musieli dokonywać samosądów, że policja będzie interweniować, gdy szaleniec latami terroryzuje wieś.
Niestety. Państwo jest silne wobec słabych i słabe wobec silnych. Dlatego, choć nie potrafiło bronić mieszkańców Włodowy przed przestępcą, posadziło ich na ławie oskarżonych, gdy przekroczyli granice obrony koniecznej.
W kraju, w którym więzienia nie mieszczą dużej części skazańców, co trzecie dziecko żyje w biedzie, a sprawiedliwości można się doczekać prędzej na Sądzie Ostatecznym niż w rejonowym, władza znużona niemocą w realizowaniu swoich obowiązków bierze się za ulepszanie relacji obywateli z ich najbliższymi. Przygotowano lupy, by każdy przyjrzał się sobie i sąsiadom. Czy na- prawdę nie mam sobie nic do zarzucenia?
Program antyprzemocowy importowano z nasyconej dobrobytem Skandynawii, gdzie nawet barierki przy autostradach są giętkie, by chronić kierowców. Ideologia antyprzemocowa w ciągu 30 lat doprowadziła tam do osłabienia tradycyjnej rodziny. Dziś każdy szwedzki rodzic już wie, że jajko jest mądrzejsze od kury. Wie to także każde szwedzkie dziecko. Pokolenie bez zasad dorasta w przekonaniu, że może sobie pozwolić na wszystko, nawet na plucie w twarz rodzicom, nauczycielom i policji.
Niepowodzenie nordyckiego eksperymentu nie zniechęciło jednak naszego rządu. W Polsce, kraju bez dróg, pomysł naprawiania społeczeństwa poprzez regulację delikatnych relacji międzyludzkich wygląda szczególnie groteskowo.
[srodtytul]... wszystkim pomoże o każdej porze...[/srodtytul]
Mieszkańców popegeerowskich faweli państwo wiele lat temu zwolniło masowo z pracy, bez jakichkolwiek działań osłonowych. Pozostawieni sami sobie, zastygli na środku błotnistego pola, obok sypiącego się przystanku i punktu GS, w którym można kupić zapałki i piwo. Okrzyknięto ich roszczeniowymi nieudacznikami bez inicjatywy. Również ci bezrobotni, strukturalnie biedni i żyjący z zasiłków biedacy, są adresatami nowego prawa. Ofiary jednej inżynierii społecznej, którym nikt nie podał ręki, kiedy idea kolektywizacji padła razem z pegeerami, wpadają wprost w tryby nowej społecznej inżynierii. Utopijnej i bezwzględnej.
Dzięki nowej państwowej inicjatywie wszyscy obywatele mają teraz wiedzieć, że nie wolno żałować kobiecie pieniędzy (bo to przemoc finansowa), a dzieci muszą mieć czyste paznokcie i ubranie, dobrane stosownie do pogody (patrz niebieska karta). I że nigdy nie wolno karać klapsem. Matka nie może mieć depresji, ojciec musi być zdrowy jak byk, łagodny jak baranek i dzielić czas równo między pracę (jeśli ją ma) i rodzinę. Okna mają być szczelne, a kuchnia lśnić porządkiem, ze szczególnym uwzględnieniem braku okruchów na stole i podłodze.
Jeśli tak nie będzie, to dzieci trafią pod opiekę państwa. Będą żyć w czystych, pomalowanych w smerfy salach i jeść trzy pełnowartościowe posiłki dziennie. Dostaną sterty maskotek od licznych darczyńców na każdy dzień dziecka i mikołajki i do dorosłości nie dowiedzą się, skąd się biorą jajka ani jak się gotuje zupę. A dorośli zostaną na swoim kartoflisku w strukturalnej biedzie. Kobiety się wysterylizuje (jak matkę Róży z Błot Wielkich), a ojców pośle na wszelki wypadek na przymusowy odwyk.
Nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy weszła w życie na skutek bardzo silnego i konsekwentnego lobbingu środowisk, które hołdują teorii, że dziecko nie należy do rodziny.
Sprawy zaszły tak daleko, że dziś twór, jakim jest władza państwowa, ze swoimi instytucjami i urzędami, został uznany za perfekcyjny i niezawodny, w przeciwieństwie do całkiem nieprofesjonalnej, samorodnej, w swej istocie prymitywnej, a często wręcz wywrotowej, bo niepoddającej się łatwo kontroli, rodzinie.
U źródeł ideologii antyprzemocowej leży infantylne założenie, że świat bez wad da się stworzyć zaklęciami. Żeby wyrugować, może jeszcze nie z życia publicznego, ale z samych rodzin wszelkie nieprawidłowości, trzeba wniknąć głęboko w strukturę zarówno istotnych, jak i nieistotnych relacji międzyludzkich i precyzyjnie zdefiniować pojęcie krzywdy.
Ideałem, do którego dążą heroldowie postępu, są związki bez konfliktów, pozbawione jakiegokolwiek cierpienia. Nowe, lepsze społeczeństwo ma zostać zbudowane przez państwo. Państwo idealne jak z Morusa i Platona, z zastępami funkcjonariuszy chroniących dzieci przed rodzicami, bliskich przed bliskimi. Państwo z pracownikami socjalnymi, którzy sprawnie osądzą rodziców i powiedzą, czy dziecko ma prawo zostać w domu z mamą, czy trafi do pogotowia opiekuńczego.
Tam spotka starszych o lat naście kolegów, którzy zajmą się nim troskliwie. A sędzia w 24 godziny zdecyduje, czy dołączy do 100 tys. szczęśliwych sierotek, które już są wychowywane przez państwo. Nadzorcą programu i lokalnym uszczęśliwiaczem obywateli ma zostać samorząd, posiadający struktury w każdym zakątku kraju.
[srodtytul]... o mój Boże! [/srodtytul]
Sprawą przekazania nowych ideałów i wartości zajmuje się się rzecznik praw dziecka, orędownik wychowywania społeczeństwa za pomocą ustawowych pobożnych życzeń. Akcję wspiera multimedialny autorytet z Warszawy, który chce rozdawać certyfikaty na bycie rodzicem i uczy, jak żyć w lifestylowych programach TV, w reklamach margaryny oraz tańcach latynoamerykańskich.
We wrześniu superautorytety, wspólnie z organizacją, która głośno lobbowała za uchwaleniem ustawy, ogłosiły, że do rodzicielstwa nadaje się około 8 proc. rodziców. 34 proc. spełnia standardy częściowo, a 58 proc. zostało ocenione źle, z czego 17 proc. w ogóle się nie nadaje. Po tych badaniach już wiemy, że tak jak w „Alternatywach 4” każdy powinien się liczyć z niespodziewaną wizytą stróża Anioła. Nie tylko Balcerek, który dziś jako pierwszy zostałby sam w pustym mieszkaniu, bujając gołębie.
Autorzy są dziennikarzami oraz szefami Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców. Inicjatorzy protestu przeciwko ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, który na stronie www.rzecznikrodzicow.pl poparło ponad 65 tysięcy osóbŚródtytuły pochodzą z piosenki z serialu „Alternatywy 4”
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE