Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.

REKLAMA
|
  • Warszawa
  • Białystok
  • Bydgoszcz
  • Gdańsk
  • Kalisz
  • Katowice
  • Kielce
  • Kraków
  • Lublin
  • Łódź
  • Olsztyn
  • Opole
  • Poznań
  • Rzeszów
  • Szczecin
  • Toruń
  • Wrocław
  • Zielona Góra

Rozmowa "Rz"

Musical o piekle Korei

Małgorzata Piwowar 28-11-2010, ostatnia aktualizacja 28-11-2010 18:08
Jung Sung San, reżyser musicalu
Jung Sung San, reżyser musicalu "Yodok Stories" w dokumencie Andrzeja Fidyka.
źródło: TVP
źródło: TVP
źródło: TVP

Rozmowa Joanna Hosaniak o pracy z uciekinierami z Korei Północnej i filmie „Yodok Stories” Andrzeja Fidyka

Jest jedyną cudzoziemką pracującą od siedmiu lat w Seulu w Sojuszu Obywatelskim na Rzecz Praw Człowieka w Korei Północnej.

Kiedy Andrzej Fidyk przyjechał, by z inspiracji norweskiej organizacji RAFTO Foundation nakręcić film, pomagała szukać uciekinierów z Północy. Fidyk wpadł na pomysł, by znaleźć zbiega reżysera teatralnego, który zrealizuje musical opowiadający o rzeczywistości totalitarnego kraju. Przygotowania do wystawienia spektaklu trwały dwa lata, premiera odbyła się 5 marca 2006 roku.

„Yodok Stories” Andrzeja Fidyka pokazuje jego powstawanie i przedstawia historie siedmiu ludzi, którzy uciekli z piekła. Są wśród nich m.in. reżyser, strażnik z obozu koncentracyjnego, osobisty ochroniarz Kim Dzong Ila.

To drugi film Andrzeja Fidyka o totalitarnej Korei. Wcześniej, w 1988 roku nakręcił wstrząsającą, wielokrotnie nagradzaną „Defiladę”.

Była pani w Korei Północnej?

Tylko raz, przez jeden dzień, z grupą potencjalnych inwestorów południowokoreańskich. Byłam zaskoczona, że mnie wpuścili wiedząc, że zajmuję się działalnością na rzecz praw człowieka. Pewnie chcieli pokazać, jak wszystko wspaniale u nich funkcjonuje. Przez cały czas nie odstępowało mnie dwóch stróżów. Jeden z Południa, bo obawiano się, że mogę zostać porwana, drugi — z Północy, który gorliwie wypytywał mnie o cel wizyty. Był dobrze zorientowany w tym, co się dzieje poza granicami jego kraju. Ale to wyjątkowa sytuacja.

Koreańczycy z Północy nie mają informacji o świecie?

Żyją w innej rzeczywistości. Nie wiedzą, że jest Internet i karty kredytowe. Rząd południowokoreański już w 1997 roku, kiedy zaczęła rosnąć liczba uciekinierów, wprowadził prawo umożliwiające im udział w trzymiesięcznym programie przystosowawczym do tutejszego życia — począwszy od nauki higieny osobistej, obsługi pralki poprzez naukę robienia zakupów w sklepie. Dalsze etapy, to zakładanie konta w banku, korzystanie z internetu, komórki. Problemem jest też język — południowokoreański ma wiele zapożyczeń z angielskiego. Stwierdzono, że początkowo Koreańczycy z Północy nie rozumieją nawet 90 procent słów mówionych. Są zszokowani. W dodatku nie czują się tu specjalnie oczekiwani. Prowadziłam w tym roku badania na temat ich przystosowania i wielu mówiło o uprzedzeniach, jakich doświadczyli ze strony miejscowych. Często były one powodem rezygnacji z pierwszej pracy, a w kolejnej już nie informowali, że są z Północy. Wtedy traktowano ich o wiele lepiej, a nie jako żebraków z Korei Północnej, którzy przyjeżdżają tylko po to, by dostać zapomogi.

To duża grupa?

Najświeższe, ubiegłotygodniowe dane mówią, że w Korei Południowej jest już 20 tysięcy uciekinierów z Północy 75 procent to kobiety. Tutejsze młodsze pokolenie niezbyt interesuje się losem braci z Północy. Starsi pamiętają bratobójczą wojnę sprzed 60 lat i też są negatywnie do nich nastawieni, choć często cierpią, że tam pozostali ich bliscy.

Nie próbują ich wydostać z Północy?

Czasem dochodzi do łączenia rodzin rozdzielonych przez wojnę. Odbywa się to na szczeblu rządowym i ma charakter pokazowy. Po trzydniowym spotkaniu ludzi niewidzących się kilka dziesięcioleci — każdy wraca do siebie. Wydostać bliskich z Korei Północnej starają się tylko uciekinierzy. Dostają dużą pomoc finansową od państwa za którą opłacają tzw. brokerów, ludzi, którzy na terenie Chin zajmują się wydostawaniem rodzin z Korei Północnej, albo z Chin.

Czy w Korei Północnej istnieje jakakolwiek opozycja?

Na filmach kręconych ukrytą kamerą, które stamtąd docierają, widać na ulicy ludzi kłócących się z milicją moralną co dawniej było nie do pomyślenia. Ale to jeszcze nie opozycja. Nie ma ludzi, z którymi można tam współpracować. Na szczęście pojawiają się inicjatywy, takie jak pokazuje film Andrzeja Fidyka wysyłanie balonów z ulotkami czy radioodbiornikami.

Czy ten dokument może coś zmienić?

To pierwszy film o tej tematyce, co już trzeba uznać za sukces, choć niestety nie został do tej pory pokazany w koreańskiej telewizji. Wielu ludzi płakało, gdy go obejrzało — podobnie jak widzowie musicalu. Kiedy Andrzej Fidyk po raz pierwszy przyjechał do Korei z Norwegami produkującymi film, nie sądziłam, by w ogóle taki obraz mógł powstać. Musical o uciekinierach z obozów koncentracyjnych nie był na rękę ówczesnemu rządowi prowadzącemu w stosunku do Korei Północnej tzw. politykę słoneczną. O łamaniu praw człowieka nie należało mówić. Ale my wiedzieliśmy, że w Seulu jest reżyser, były więzień Yodok, jedynego obozu, z którego można wyjść żywym — jeśli ma się szczęście. Przez trzy tygodnie był namawiany do wyreżyserowania musicalu opowiadającego o koszmarze, jaki przeżył. Były też ogromne naciski, by nie robił przedstawienia. Dostawał sms-y z pogróżkami, opowiada o tym w filmie.

Poprzednia
1 2

Przeczytaj więcej o:  andrzej fidyk , Joanna Hosaniak , Kim Dzong Il , Kim Ir Sen , Korea Północna , musical o Korei Północnej , obozy koncentracyjne , RAFTO Foundation , seul , uciekinierzy z Korei Północnej , Yodok stories

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Sonda: Konflikt ukraiński a Polska?

Czy konsekwencje sytuacji na Ukrainie mogą spowolnić tempo wzrostu gospodarczego Polski?

    E-booki "Rzeczpospolitej"

    Co się od 2013 roku zmieni w przepisach emerytalnych

    Co się od 2013 roku zmieni w przepisach emerytalnych

    Poradnik prawny dla przyszłych emerytów
    Rozwody, separacje, alimenty

    Rozwody, separacje, alimenty

    Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
    Testamenty, spadki, darowizny

    Testamenty, spadki, darowizny

    Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
    Brak kategorii do wyświetlenia.
    Tu nas znajdziesz: DO GÓRY
    Zamknij

    Przeczytaj też: >>

    Dorota Jarecka: Za oknami kruszały zające...

    Dorota Jarecka, etnograf, Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie mówi "Rz", dlaczego Polacy częściej wracają do rodzinnych domów na Boże Narodzenie niż na Wielkanoc. >>
    common