Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wiadomoœci

Yodok Stories: Andrzej Fidyk o obozach w Korei Północnej

Jung Sung San, reżyser musicalu "Yodok Stories" w dokumencie Andrzeja Fidyka.
TVP
Rozmowa Joanna Hosaniak o pracy z uciekinierami z Korei Północnej i filmie „Yodok Stories” Andrzeja Fidyka
Jest jedynš cudzoziemkš pracujšcš od siedmiu lat w Seulu w Sojuszu Obywatelskim na Rzecz Praw Człowieka w Korei Północnej. Kiedy Andrzej Fidyk przyjechał, by z inspiracji norweskiej organizacji RAFTO Foundation nakręcić film, pomagała szukać uciekinierów z Północy. Fidyk wpadł na pomysł, by znaleŸć zbiega reżysera teatralnego, który zrealizuje musical opowiadajšcy o rzeczywistoœci totalitarnego kraju. Przygotowania do wystawienia spektaklu trwały dwa lata, premiera odbyła się 5 marca 2006 roku. „Yodok Stories” Andrzeja Fidyka pokazuje jego powstawanie i przedstawia historie siedmiu ludzi, którzy uciekli z piekła. Sš wœród nich m.in. reżyser, strażnik z obozu koncentracyjnego, osobisty ochroniarz Kim Dzong Ila.
To drugi film Andrzeja Fidyka o totalitarnej Korei. Wczeœniej, w 1988 roku nakręcił wstrzšsajšcš, wielokrotnie nagradzanš „Defiladę”. [b]Była pani w Korei Północnej? [/b] Tylko raz, przez jeden dzień, z grupš potencjalnych inwestorów południowokoreańskich. Byłam zaskoczona, że mnie wpuœcili wiedzšc, że zajmuję się działalnoœciš na rzecz praw człowieka. Pewnie chcieli pokazać, jak wszystko wspaniale u nich funkcjonuje. Przez cały czas nie odstępowało mnie dwóch stróżów. Jeden z Południa, bo obawiano się, że mogę zostać porwana, drugi — z Północy, który gorliwie wypytywał mnie o cel wizyty. Był dobrze zorientowany w tym, co się dzieje poza granicami jego kraju. Ale to wyjštkowa sytuacja. [b] Koreańczycy z Północy nie majš informacji o œwiecie? [/b] Żyjš w innej rzeczywistoœci. Nie wiedzš, że jest Internet i karty kredytowe. Rzšd południowokoreański już w 1997 roku, kiedy zaczęła rosnšć liczba uciekinierów, wprowadził prawo umożliwiajšce im udział w trzymiesięcznym programie przystosowawczym do tutejszego życia — poczšwszy od nauki higieny osobistej, obsługi pralki poprzez naukę robienia zakupów w sklepie. Dalsze etapy, to zakładanie konta w banku, korzystanie z internetu, komórki. Problemem jest też język — południowokoreański ma wiele zapożyczeń z angielskiego. Stwierdzono, że poczštkowo Koreańczycy z Północy nie rozumiejš nawet 90 procent słów mówionych. Sš zszokowani. W dodatku nie czujš się tu specjalnie oczekiwani. Prowadziłam w tym roku badania na temat ich przystosowania i wielu mówiło o uprzedzeniach, jakich doœwiadczyli ze strony miejscowych. Często były one powodem rezygnacji z pierwszej pracy, a w kolejnej już nie informowali, że sš z Północy. Wtedy traktowano ich o wiele lepiej, a nie jako żebraków z Korei Północnej, którzy przyjeżdżajš tylko po to, by dostać zapomogi. [b] To duża grupa? [/b] Najœwieższe, ubiegłotygodniowe dane mówiš, że w Korei Południowej jest już 20 tysięcy uciekinierów z Północy — 75 procent to kobiety. Tutejsze młodsze pokolenie niezbyt interesuje się losem braci z Północy. Starsi pamiętajš bratobójczš wojnę sprzed 60 lat i też sš negatywnie do nich nastawieni, choć często cierpiš, że tam pozostali ich bliscy. [b] Nie próbujš ich wydostać z Północy? [/b] Czasem dochodzi do łšczenia rodzin rozdzielonych przez wojnę. Odbywa się to na szczeblu rzšdowym i ma charakter pokazowy. Po trzydniowym spotkaniu ludzi niewidzšcych się kilka dziesięcioleci — każdy wraca do siebie. Wydostać bliskich z Korei Północnej starajš się tylko uciekinierzy. Dostajš dużš pomoc finansowš od państwa za którš opłacajš tzw. brokerów, ludzi, którzy na terenie Chin zajmujš się wydostawaniem rodzin z Korei Północnej, albo z Chin. [b] Czy w Korei Północnej istnieje jakakolwiek opozycja? [/b] Na filmach kręconych ukrytš kamerš, które stamtšd docierajš, widać na ulicy ludzi kłócšcych się z milicjš moralnš — co dawniej było nie do pomyœlenia. Ale to jeszcze nie opozycja. Nie ma ludzi, z którymi można tam współpracować. Na szczęœcie pojawiajš się inicjatywy, takie jak pokazuje film Andrzeja Fidyka — wysyłanie balonów z ulotkami czy radioodbiornikami. [b] Czy ten dokument może coœ zmienić? [/b] To pierwszy film o tej tematyce, co już trzeba uznać za sukces, choć niestety nie został do tej pory pokazany w koreańskiej telewizji. Wielu ludzi płakało, gdy go obejrzało — podobnie jak widzowie musicalu. Kiedy Andrzej Fidyk po raz pierwszy przyjechał do Korei z Norwegami produkujšcymi film, nie sšdziłam, by w ogóle taki obraz mógł powstać. Musical o uciekinierach z obozów koncentracyjnych nie był na rękę ówczesnemu rzšdowi prowadzšcemu w stosunku do Korei Północnej tzw. politykę słonecznš. O łamaniu praw człowieka nie należało mówić. Ale my wiedzieliœmy, że w Seulu jest reżyser, były więzień Yodok, jedynego obozu, z którego można wyjœć żywym — jeœli ma się szczęœcie. Przez trzy tygodnie był namawiany do wyreżyserowania musicalu opowiadajšcego o koszmarze, jaki przeżył. Były też ogromne naciski, by nie robił przedstawienia. Dostawał sms-y z pogróżkami, opowiada o tym w filmie. [b]Jak wielu udało się zbiec z Yodok? [/b] Około dwudziestu osobom. Niektórzy trafili tam jako dzieci wraz z rodzicami i po 10-15 latach zostali wypuszczeni na mocy amnestii ogłaszanej dwa razy w roku — z okazji urodzin Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila. Już po nakręceniu filmu zaczęli pojawiać się uciekinierzy z całkowicie zamkniętych obozów, m.in. pewien młody człowiek, który tam się urodził i w ogóle nie miał pojęcia, jak wyglšda œwiat, bo znał tylko obozowš rzeczywistoœć. Miał dwadzieœcia kilka lat, gdy w ucieczce pomógł mu pewien starszy prominent, też więzień tego obozu. [b] Od jak dawna wiadomo, że w Korei Północnej sš obozy koncentracyjne? [/b] Wywiad południowokoreański wiedział o obozach dla jeńców już w latach 50. Ale o tym się nie mówiło. Problem ujrzał dopiero œwiatło dzienne w latach 90., kiedy na Południu zaczęli pojawiać się pierwsi uciekinierzy. Istnienie obozów ostatecznie potwierdził bliski współpracownik Kim Ir Sena, który zbiegł z Korei Północnej. [b] Przed kilkoma dniami Korea Północna zaatakowała wysepkę należšcš do Korei Południowej. Informacja trafiła na czołówki doniesień agencyjnych. Jak zareagowali mieszkańcy Seulu? [/b] Niepokojem. Uœwiadomili sobie skalę zagrożenia. Nie tylko dlatego, że Seul leży blisko granicy, ale i dlatego, że władze Korei Północnej sš nieprzewidywalne. Od zakończenia wojny koreańskiej zdarzały się wprawdzie incydenty, ale były wymierzone w żołnierzy, a nie w ludnoœć cywilnš, w zwykłych rybaków.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL