Styl życia

Pacjenci i lekarze w sieci

Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek
Internet rewolucjonizuje relację pacjent – lekarz. Pozwala zasięgać informacji o chorobach i lekach, wybierać najlepszych specjalistów i sprawdzać opinie o nich innych pacjentów
Zmianę relacji między pacjentem a lekarzem szczególnie dobrze widać w Polsce, gdzie przez lata lekarze byli otoczeni nimbem wyjątkowości i nietykalności. To oni znali tajniki leczenia i los naszego zdrowia zależał od nich. Oceniać rzetelność ich pracy mogli najwyżej koledzy i koleżanki po fachu. Pacjent był zdany na łaskę i niełaskę hermetycznego środowiska medycznego. Większość Polaków służbę zdrowia kojarzy ze skorumpowanym systemem, w którym nie było mowy o partnerstwie w relacji z lekarzem.
Za sprawą Internetu, a szczególnie sieci społecznościowych, a więc portali integrujących ludzi o podobnych poglądach, zainteresowaniach lub problemach – w tym przypadku zdrowotnych – ta sytuacja radykalnie się zmienia. Pacjenci zintegrowani w ramach wirtualnej społeczności mogą oceniać pracę lekarzy oraz dzielić się informacjami na temat chorób i sposobów ich leczenia. Rzesza internautów stanowi siłę, z którą lekarze muszą się liczyć. Coraz częściej to lekarze muszą zabiegać o względy pacjentów internautów, a nie pacjenci o uwagę lekarzy. Jedna wypowiedź na internetowym forum wywołuje czasem lawinę komentarzy; z ich powodu specjalista może stracić dobre imię i w konsekwencji – pacjentów. [srodtytul]Odpowiadaj na komentarze[/srodtytul]
Na portalu znanylekarz.pl. internauci, którzy mają konto w serwisie, mogą wystawiać oceny i komentarze lekarzom. Tak powstaje np. ranking warszawskich neurologów. Twórcy portalu zachęcają negatywnie ocenionych lekarzy do odpowiedzi na opinie. Proponują: „Odpowiadaj lub zgłaszaj do skasowania opinie na temat Ciebie – najpierw jednak lekarz musi zarejestrować się w serwisie. Gdy nie ma na to ochoty, jest bezradny wobec tego, co się o nim wypisuje”. Profil lekarzy, którzy odpowiedzą na opinie, otrzymuje status „zweryfikowanego”. Jednak te niezweryfikowane są również dostępne dla internautów – i lekarz, którego dotyczą, może nawet nie wiedzieć, że w sieci właśnie toczy się dyskusja na jego temat. I to dyskusja na dużą skalę: w bazie danych znanylekarz.pl znajduje się obecnie – jak podaje redakcja serwisu – 39 tysięcy lekarzy i 230 tysięcy wpisów. W roku 2009 portal odnotowywał ok. 40 tys. wejść każdego dnia, w tym roku – o 20 tysięcy więcej. Z jednej strony swoboda wypowiedzi, jaką daje Internet, pozwala jego użytkownikom na wyrażanie własnych poglądów, które dodatkowo zostaną zauważone przez innych internautów – sieci społecznościowe to między innymi nowoczesne forum publiczne. Z drugiej jednak strony takie serwisy stwarzają znakomitą okazję, by dać upust swoim frustracjom, zawiści lub zwykłej złośliwości. Napastliwy komentarz może być zemstą za odmowę wystawienia zwolnienia lekarskiego, które ze względu na stan zdrowia de facto pacjentowi nie przysługiwało. Najbardziej znanym w Polsce przypadkiem bezpardonowego oczerniania lekarza w Internecie jest sprawa pewnego warszawskiego chirurga. Jego była pacjentka – po zawodzie sercowym, który ją spotkał ze strony lekarza – zaczęła oczerniać go na rozmaitych forach i portalach społecznościowych. Oskarża chirurga o łapówkarstwo, nierzetelność i rozwiązły homoseksualizm. Obsesyjnie dąży do zniszczenia jego kariery zawodowej i życia prywatnego. Wystarczy, że wpiszemy w wyszukiwarce Google jego imię i nazwisko, a jako pierwsza wyskoczy nam następująca informacja: „(...) to zdehumanizowane bydle, ktore upaja sie zadawaniem bólu kobietom a wlasnie na kobiety ukierunkowal swoja działalność” (pisownia oryginalna). I choć kobieta nęka lekarza od kilku lat, policja wydaje się bezradna. Lekarze są więc na przegranej pozycji w kwestii weryfikacji zamieszczanych w Internecie anonimowych informacji na ich temat. Każdy przeglądający ranking może zobaczyć imię, nazwisko i adres lekarza, pod którym przyjmuje, ale osoba wystawiająca ocenę jest anonimowa – kryje się za internetowym nickiem. [srodtytul]Prohibicja informacyjna[/srodtytul] Pacjenci szukają też w sieci informacji o swojej chorobie i lekach, które przyjmują. I w tej kwestii panuje wolnoamerykanka. Zgodnie z polskim prawem firma farmaceutyczna „nie może kierować do publicznej wiadomości reklamy dotyczącej produktów leczniczych wydawanych wyłącznie na podstawie recepty, jak i umieszczonych na wykazach leków refundowanych oraz dopuszczonych do wydawania bez recept o nazwie identycznej z umieszczonymi na tych wykazach za wyjątkiem szczepień ochronnych określonych w odrębnych przepisach”. W świetle polskich przepisów prawnych pacjent ma prawo uzyskać informacje na temat leku na receptę podczas wizyty u lekarza (stąd firmom farmaceutycznym tak bardzo zależy na zacieśnianiu relacji z lekarzami), może też przeczytać ulotkę informacyjną, gdy kupił już zapisany specyfik. Ma też do dyspozycji Internet, ale informacje, które tam znajdzie, nie są poświadczone ani przez żadne instytucje, ani tym bardziej przez producentów. Chory jest zatem zdany na opinie innych internautów, którzy nie mają specjalistycznej wiedzy medycznej. Ustawa zamiast chronić pacjentów przed zakusami firm farmaceutycznych, zmusza ich więc do korzystania z niefachowych informacji. – W wyniku naszego ustawodawstwa pacjent szukający informacji o lekach w Internecie staje się własnym wrogiem – mówi Małgorzata Nieciecka z Xevin Consulting – centrum inicjatyw biznesowych i marketingowych wykorzystujących Internet i nowe media. – Prawo nie nadąża za przeobrażeniami, które się dokonują w Internecie. Faktycznie są to procesy bardzo gwałtowne: na początku roku 2010 jedynie ok. 2 mln Polaków korzystało z serwisu Facebook, obecnie jest ich ponad 6 mln (niektóre dane mówią nawet o 8 mln). Ustawodawcza prohibicja na informacje dotyczące leków na receptę ma skutki podobne do prohibicji alkoholowej, z którą mieliśmy do czynienia w USA: powoduje niekontrolowany handel zakazanym towarem. Małgorzata Nieciecka od kilku lat zajmuje się zjawiskami związanymi z ochroną zdrowia i Internetem. Podkreśla, że zawsze powinniśmy weryfikować informacje na temat zdrowia i leków, które znajdujemy w sieci: – Jeżeli np. lekarz, do którego właśnie się wybieramy, ma w jakimś internetowym rankingu zaledwie dwie i pół gwiazdki na pięć możliwych, to nie wyciągajmy stąd zbyt pochopnych wniosków. Sprawdźmy chociażby, ile w ogóle opinii jest na jego temat – jeżeli są tylko dwie (jedna pozytywna, druga negatywna), to nie powinniśmy się kierować takim rankingiem przy ocenie pracy lekarza. Ważne jest również, abyśmy korzystali z takich serwisów, w których treści tam zamieszczane są weryfikowane przez specjalistów w danej dziedzinie. Nie bądźmy również naiwni – czasami może się nam wydawać, że prowadzimy wymianę zdań na temat jakiegoś lekarstwa z innym użytkownikiem forum, gdy tymczasem w rzeczywistości właśnie rozmawiamy z przedstawicielem handlowym firmy farmaceutycznej. [srodtytul]Starzy znajomi z nowymi schorzeniami [/srodtytul] Dla Weroniki Grodzickiej z Warszawy Internet jest od kilku miesięcy głównym źródłem informacji na temat jej choroby. Ma 65 lat i jest aktywną internautką. We wrześniu zaczęła odczuwać silny ból na odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Po pewnym czasie niemal nie była w stanie się poruszać o własnych siłach. Gdy poszła do lekarza specjalisty, okazało się, że cierpi na dyskopatię. Od tego czasu stara się znaleźć w Internecie jak najwięcej informacji na jej temat i sposobów jej leczenia. Jest bardzo zadowolona z tego, że w Internecie jest tyle informacji dotyczących zdrowia. – Dzięki temu mam poczucie, że mogę bardziej świadomie się leczyć. Wcześniej czułam, że jestem piłeczką w rękach lekarzy specjalistów, których decyzje na temat sposobów leczenia były bardzo arbitralne – mówi. Teraz Weronika Grodzicka spotyka osoby, które borykają się z podobnymi problemami zdrowotnymi co ona – udzielają jej rad i polecają lekarzy. Tydzień temu na jednym z serwisów społecznościowych spotkała swoją koleżankę z czasów studenckich. Okazało się, że cierpi na to samo co ona. Od tego czasu wymieniają się swoimi doświadczeniami. – Osoba z takim doświadczeniem życiowym jak moje zdaje sobie sprawę, że ludzie wygadują i wypisują przeróżne rzeczy. Jednak Internet jest tak bogatym źródłem informacji, że rozsądny człowiek zawsze w tym bogactwie znajdzie informacje ważne i prawdziwe. Wszystko zależy od człowieka – podkreśla.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL