Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Ekonomia

Małe muzea coraz popularniejsze

Samochody z podwarszawskiego Muzeum Motoryzacji i Techniki grały już w niejednym filmie
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Małe prywatne muzea to dla ich właœcicieli sposób na życie. Jednak wcišż tylko czasami oznaczajš także biznes życia
Muzeum motyli, zabawek, lalek, chleba, gwizdka, piwa, instrumentów, nurkowania, zabytkowych samochodów. Obok ogromnych multimedialnych obiektów powstajšcych za ogromne pienišdze w Polsce działa coraz więcej małych prywatnych placówek muzealnych. Większoœć z nich to bardzo niszowe projekty, które nie korzystajš z dofinansowania państwowego. Ich właœciciele często przekonujš, że nie stać ich na to, by zatrudniać dodatkowe osoby, co poœrednio ma znaczenie przy otrzymywaniu dotacji. – Ekonomicznie taka działalnoœć się w ogóle nie kalkuluje, to raczej pasja, hobby – przyznaje Tomasz Falkiewicz, założyciel i właœciciel Muzeum Motyli we Władysławowie.
– Nie ma opcji finansowania nas z budżetu państwa, bo jako firma musielibyœmy być wpisani do rejestru muzeów: mieć statut, radę programowš. Nikt nam więc w działalnoœci nie pomaga. Ubieganie się o dotacje wymaga dużo czasu i energii, a często kończy się tak, że nic nie otrzymujemy – dodaje. Wstęp do muzeum jest płatny, ale sš i koszty utrzymania takiej niezwykłej i wiekowej kolekcji: szkodzi jej wilgoć i słońce, co dwa lata gabloty z motylami z całego œwiata trzeba w ramach konserwacji zamrozić, co kilka miesięcy – zaopatrzyć w nowš tabletkę œrodka konserwujšcego. Falkiewicz złapał bakcyla, gdy żona nieżyjšcego już stryja przekazała mu prowadzonš od 1937 roku kolekcję ok. 6 tys. motyli. – Zbiory przetrwały II wojnę œwiatowš w piwnicach, nikt ich wtedy nie znalazł – mówi Falkiewicz. Kolekcjoner utrzymuje się z czego innego, podobnie jak stryj – który w poszukiwaniu motyli zjeŸdził większoœć kontynentów – nie ma też wykształcenia entomologicznego. Muzeum to jego pozazawodowa pasja. – Stryjowi udało się stworzyć naprawdę coœ unikalnego. Jest wielu entomologów, którzy majš własne kolekcje, ale zazwyczaj w ogóle ich nie pokazujš – mówi Falkiewicz. Muzeum działa od dziesięciu lat i ma już swojš renomę, czemu sprzyja jego lokalizacja – mieœci się we Władysławowie, więc często odwiedzajš je przyjeżdżajšcy na wypoczynek turyœci. Po sezonie – od listopada do maja – jest nieczynne. [srodtytul]Po pierwsze pasja[/srodtytul] Małe prywatne placówki muzealne bardzo często sš kontynuacjš rodzinnej tradycji. Tak jak jedno z najstarszych prywatnych muzeów w Polsce – Ludowe Muzeum Rodziny Brzozowskich w Sromowie. Rodzina od prawie 40 lat prezentuje tam m.in. ponad 600 drewnianych figur rzeŸbionych np. przez ojca obecnego właœciciela, Wojciecha Brzozowskiego. Powodem uruchomienia takiego biznesu rzadko bywa chęć zarobienia. Prawie zawsze zaczyna się od pasji. – Jeżeli człowiek nie wkłada w to serca, nic z tego nie będzie – potwierdza Piotr Mankiewicz, założyciel i właœciciel Muzeum Chleba w Radzionkowie koło Bytomia i Tarnowskich Gór. Każdego roku dokłada do swej działalnoœci ok. 50 tys. zł. W muzeum można upiec i zjeœć własnoręcznie przygotowany chleb i zapoznać się z historiš jego produkcji. – Trzeba kupować nowe eksponaty do zbiorów, w czym państwo małym zbieraczom nie pomaga. A dzieci trzeba uczyć oglšdać takie zbiory od czasu, gdy sš małe – mówi Mankiewicz. Prawie wszystkie zbiory kupił sam, najczęœciej na giełdzie staroci w Bytomiu. – To takie moje ministerstwo kultury, ta giełda. Kiedyœ tam pojechałem i widzę w jednym miejscu wyłożonš archiwalnš fotografię piekarzy. Od razu się zainteresowałem, a kobieta mówi: nie sprzedam, bo to dla tego człowieka, co ma muzeum chleba, trzymam. Mówię jej więc, że się dobrze składa, bo to ja. I zdjęcie dostałem – wspomina. – Ci na giełdzie starajš się mi różne rzeczy odkładać i często po prostu mi je dajš: a to biurko, a to kałamarzyk jakiœ. Działajšce od dziesięciu lat Muzeum Chleba rocznie odwiedza ok. 40 tys. osób. Jak się zjedzie więcej autobusów, jest na ogrzewanie i oœwietlenie. Jak nie – trzeba dokładać. – Ale robię to, bo codziennie widzę tu szczęœliwych, zadowolonych ludzi. Spędzajš tu po kilka godzin. Oglšdajš film, idš piec swój chleb, słuchajš prelekcji, potem zwiedzajš – mówi Mankiewicz, który utrzymuje placówkę sam. – Moje muzeum nie jest zarejestrowane. Ale gdyby było, musiałbym zatrudnić księgowš, żeby prowadzić księgi, inne potrzebne wtedy osoby. Upadłoby od razu – uważa. [srodtytul]Jest i biznes[/srodtytul] Jednak sš też prywatne projekty, które – obudowane rozmaitš pokrewnš działalnoœciš – dajš właœcicielom zarobić. Tak jest w przypadku toruńskiego Muzeum Piernika, gdzie m.in. można upiec sobie własny piernik. – Utrzymujemy się z naszego pomysłu. Dla mnie to jest sposób na życie, musi być na ekonomicznym plusie – mówi Andrzej Olszewski, dyrektor muzeum, które jest własnoœciš jego żony Elżbiety. – Podobnie jak w czasie wyborów ludzie głosujš na muzea nogami – dodaje. Jego muzeum rocznie odwiedza już ponad 70 tys. ludzi. Oprócz typowo muzealnej działalnoœci oferuje organizację spotkań firmowych, urodzin, imienin, pieczenie pierników œwištecznych czy wykonanie z ciasta piernikowego logotypu firmy, który w nienaruszonym stanie może przetrwać jako pamištka dla kontrahenta wiele lat. – Gdybyœmy chcieli żyć z samej sprzedaży biletów, raczej by się nam to nie udało – przyznaje Olszewski, który przed startem muzeum dokładnie przemyœlał strategię, zwiedził inne małe placówki tego typu w Polsce i za granicš. Teraz ma w planach kolejne muzeum, ale nie chce zdradzić jakie. Na innych usługach bazujšcych na głównej działalnoœci zarabia także dodatkowo podwarszawskie Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach. W zbiorach placówki jest dziœ około 300 zabytkowych samochodów. Podwalinš jego działalnoœci była prowadzona w latach 70. państwowa akcja karania właœcicieli niesprawnych samochodów za przechowywanie ich na podwórkach – którzy w takiej sytuacji chętnie zgadzali się na ich sprzedaż. Potem właœciciele muzeum zaczęli swoje zbiory naprawiać i rozszerzać, by dziœ mieć kolekcję składajšcš się już nie tylko z samochodów, ale także rowerów, autobusów, ciężarówek, a nawet czołgów. Sprawne pojazdy grajš w filmach (występowały chociażby w „Przedwioœniu”). Na terenie muzeum można też zorganizować bankiet, wypożyczyć samochód do przejażdżki. Taka kolekcja daje duże możliwoœci szukania dodatkowych sposobów jej finansowania. Zdarza się też, że tworzone z potrzeby serca kolekcje po prostu wspierajš sponsorzy. Jak np. Muzeum Nurkowania działajšce przy Warszawskim Klubie Płetwonurków, które na swojej stronie wymienia aż kilkudziesięciu sponsorów. [srodtytul]Sięgnšć po dotacje[/srodtytul] Jeszcze sporadycznie – ale takich przypadków będzie przybywać – zdarza się, że właœciciele małych muzeów korzystajš z dotacji unijnych. Tak zrobił Józef Majewski, przewodnik turystyczny, który kilka lat temu zarejestrował Muzeum Nietypowych Rowerów w Gołębiu (w woj. lubelskim, 11 km od Puław). Historia jego muzeum sięga lat 70. i 80., gdy nauczał w dęblińskim technikum. Wczeœniej skończył Wydział Mechaniczny Politechniki Warszawskiej Ale to, jak działajš maszyny, pasjonowało go wczeœniej. Jeszcze w szkole œredniej zbudował rower tandem. Jako nauczyciel na zajęciach w technikum wymyœlił, że będzie uczył dzieci myœlenia o tym, jak działajš urzšdzenia, właœnie poprzez prace polegajšce na konstruowaniu rowerów z dostępnych częœci. – Takie cienkie rurki, z jakich jest wykonany rower, bardzo trudno spawać. A żeby rower zostawiał za sobš dokładnie jeden œlad, też trzeba się napracować – mówi Majewski. Jak zaznacza, co dziesišty wykonany samodzielnie przez uczniów rower nadawał się do jazdy. Wielu z nich składało potem swoje pojazdy i dziœ w Dęblinie i okolicach jeŸdzi ok. 400 takich samodzielnie wykonanych, niepowtarzalnych jednoœladów. – Częœć tych rowerów odkupiłem od uczniów, częœć po prostu mi oddali i dziœ mam ich 50, z czego ok. 20 nadaje się do jazdy. Można to sprawdzić, bo muzeum mieœci się na œwieżym powietrzu. Jest tylko wiata, która umożliwia zwiedzajšcym oglšdanie eksponatów w czasie niepogody – mówi Majewski. Rocznie muzeum odwiedza ok. 1,5 tys. osób. – To moja wielka fascynacja. Chciałbym tak rozwinšć działalnoœć, by móc zatrudnić dwie dodatkowe osoby – mówi Majewski, który muzeum prowadzi jako jednoosobowš działalnoœć gospodarczš i zamyka je na od grudnia do kwietnia. Jedno mu nie wystarczyło, więc obok otworzył drugie – Muzeum Pijaństwa – które tworzy kolekcja ok. tysišca – w tym 20 zabytkowych – butelek po alkoholach. W kompletowanie kolekcji także włšczyło się wielu ludzi. – Jakiœ lekarz dał mi butelkę w kształcie szabli, ktoœ inny znalazł w puławskim Liceum im. Czartoryskiego na strychu butelkę po starym francuskim koniaku – opowiada Majewski. – Dziœ butelki przyjeżdżajš do mnie z całego œwiata. Mam np. butelkę w kształcie jednego euro, z Austrii, gdzie przed przyjęciem euro sprzedawano przez chwilę właœnie takie. Współpracuje z Lokalnš Grupš Działania (LGD) Zielony Pierœcień w Nałęczowie, w 2007 r. wystarał się o unijnš dotację na swoje muzeum rowerów. – Dostałem z UE 20 tys. na zakup materiałów koniecznych do zrobienia zadaszenia i powiększenia okien. Drugie tyle dołożyłem ze swojej odprawy emerytalnej. Prezes LGD mnie namawia, żeby znowu złożyć, bo jest transza œrodków na takie małe projekty warte po kilka tysięcy złotych – mówi Majewski. Gdyby miał więcej pieniędzy, dokupowałby do zbioru rowery produkowane dziœ przez firmy nie do użytku masowego, ale w ramach eksperymentów. – Jest np. taki rower gšsienicowy z napędem do jeżdżenia po œniegu – mówi. [srodtytul]Wielcy też to majš [/srodtytul] Małe tematyczne muzea miewajš też wielkie firmy. Ale traktujš je najczęœciej jako realizację firmowej misji. Kompania Piwowarska – największy gracz na polskim rynku piwa, do której należy marka Tyskie – ma np. od szeœciu lat Tyskie Browarium. Można tam dowiedzieć się więcej o historii browarów i piwa oraz przeœledzić proces warzenia tego napoju. – Rocznie odwiedza je 45 tys. ludzi. Weszło już do koszyka atrakcji turystycznych na Œlšsku. Dotšd nie pobieraliœmy opłat za wstęp, ale niedawno to zmieniliœmy, bo doszliœmy do wniosku, że ludzie jednak bardziej szanujš to, za co płacš – podkreœla Paweł Kwiatkowski, rzecznik Kompanii. Przyznaje, że firma na przedsięwzięciu nie zarabia i raczej nie zamierza. Nie planuje też ubiegania się o państwowe dotacje. – Traktujemy je jako koszt i wkład w działanie na rzecz ugruntowania tradycji piwa w Polsce – mówi Kwiatkowski. Muzeum Browaru w Żywcu ma też numer 2 na rynku piwa, grupa Żywiec. Niedawno plany otworzenia muzeum ogłosił Narodowy Bank Polski. Bank ma stałš wystawę numizmatycznš, ale do końca 2012 r. chce ruszyć z Centrum Pienišdza, gdzie m.in. będzie można zobaczyć, jak powstajš banknoty i monety.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL