Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wiadomoœci

Skrzypczak: Klich w Afganistanie ośmiesza wojsko

Waldemar Skrzypczak
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
Prowincja Ghazni stała się jednym z najniebezpieczniejszych miejsc w Afganistanie, bo nie potrafiliœmy nad niš zapanować – mówi Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lšdowych, Pawłowi Reszce i Michałowi Majewskiemu
Prawie tysišc amerykańskich żołnierzy ma przejšć od Polaków trzy bazy wojskowe w afgańskiej prowincji Ghazni. Nasze oddziały skupiš się teraz na ochronie jedynej w kraju autostrady, ciężar zaœ walki z talibami w prowincji wezmš na siebie siły USA. [b]Rz: Jak pan ocenia decyzję o wycofaniu polskich sił z większej częœci prowincji Ghazni?[/b] Decyzja jest uzasadniona. Od poczštku nie mieliœmy tyle sił, by kontrolować tę prowincję. Nie trzeba było brać za niš odpowiedzialnoœci. To był wielki błšd. Każdy œrednio wykształcony wojskowy zdawał sobie sprawę, że do Ghazni nie trzeba się pchać.
[b]Gdy przejmowaliœmy Ghazni, szef MON Bogdan Klich argumentował, że siły skupione w jednej prowincji będš skuteczniejsze, a polska flaga będzie bardziej widoczna.[/b] Ministrowi Klichowi się akurat nie dziwię, bo on nie ma w ogóle pojęcia o wojsku. Dziwię się wojskowym, którzy mu doradzali. Jak mogli nie przewidzieć rozwoju wypadków w Ghazni? Dowódcy mieli obowišzek ocenić sytuację i odwieŸć ministra od posłania tam wojsk. Nie zrobili jednak analizy operacyjnej. Powstał chaos, bo ci, którzy podejmowali decyzje, nie mieli kompetencji. [b]Ci, którzy podejmowali decyzje? Czyli kto?[/b] Minister Klich i jego otoczenie. [b]Chwileczkę, kiedy w paŸdzierniku 2008 roku przejmowaliœmy Ghazni, był pan dowódcš Wojsk Lšdowych. To panu podlegał kontyngent w Afganistanie. Zwracał pan Klichowi uwagę, że misja jest niewykonalna?[/b] Zwracałem, problem polegał na tym, że nikt mnie nie chciał słuchać. Przedstawiałem wiele razy szefowi Sztabu Generalnego œp. Franciszkowi Gšgorowi głębokie analizy, co trzeba w Afganistanie zrobić. Co się z tymi analizami stało? Nie wiem. Spędziłem w jego gabinecie wiele wieczorów na rozmowach o misji afgańskiej. Generał Gšgor widział potrzebę bardziej racjonalnego działania, ale to było utršcane przez decyzje polityków. Nie zgadzałem się z tym wszystkim i po œmierci kapitana Daniela Ambrozińskiego udzieliłem wam wywiadu, po którym zrzuciłem mundur. [b]Minister Klich był przekonany o słusznoœci decyzji. Mówił, że w 2013 roku Ghazni stanie się „kulturalnš stolicš œwiata islamu”, szefa BBN, nieżyjšcego już Aleksandra Szczygłę oskarżał o „nieznajomoœć elementarnej sztuki wojennej” w odpowiedzi na wštpliwoœci w sprawie objęcia prowincji.[/b] Mówienie o Ghazni jako kulturalnej stolicy to jakiœ obłškańczy pomysł. A Aleksander Szczygło też nie miał przygotowania wojskowego, ale słuchał lepszych doradców. [b]Kiedy przejmowaliœmy prowincję, mieliœmy 1600 żołnierzy. Wojskowi wiedzieli, że to za mało?[/b] Tak, liczba została zwiększona jeszcze o 1000 osób, ale było jasne, że do opanowania tak dużego terenu, porównywalnego do województwa wielkopolskiego, to nie wystarczy. Żeby zapewnić spokój w Ghazni, powinniœmy mieć silne oddziały praktycznie w każdej częœci prowincji. [b]Ilu żołnierzy?[/b] Rok temu mówiłem, że nie mniej niż 4 tysišce, nie więcej niż 6 tysięcy. Tego się trzymam. Prawda jest też taka, że Polskę stać na taki wysiłek, ale w krótkim okresie. Dalibyœmy radę przez rok, półtora. Jeœli trzeba byłoby siedzieć dłużej, nie mielibyœmy wojska do kolejnych zmian. [b]Jak wyglšdała misja, skoro brakowało ludzi?[/b] Polegała na cišgłym przerzucaniu wojska w różne zagrożone rejony. Żołnierz pakował się, podróżował, rozpakowywał i znowu się pakował. Na dłuższš metę to nie miało sensu, bo w ten sposób można tylko zamęczyć ludzi. Wojsko było dobre, robiło, co się dało, ale żołnierze nie mogli się rozdwoić i być wszędzie. W rezultacie efektywnoœć operacyjna była znikoma i nie wynikało to z winy żołnierzy czy dowódców. [b]Ghazni jest prowincjš niebezpiecznš?[/b] Na mapach sojuszników jest oznaczana kolorem czerwonym, który mówi o najwyższym poziomie zagrożenia. [b]A przed naszym przyjœciem?[/b] Zagrożenie było mniejsze. Kolor żółty. [b]Wynika to z tego, że sobie nie poradziliœmy, czy z tego, że talibowie zostali przepędzeni z innych prowincji i zakotwiczyli się w Ghazni?[/b] ZnaleŸli sobie w Ghazni miejsca, w których mogš czuć się bezpieczni. Powtarzam, nasze siły były za małe, żeby to wszystko ogarnšć. Teraz Amerykanie wejdš z tysišcosobowym kontyngentem na południe, które jest najbardziej niestabilne. Może to uspokoi sytuację. [b]Podobno Polacy nadal będš dowodzić.[/b] Mrzonka. Być może propagandowo będziemy dowodzić. Ale nigdy, powtarzam, nigdy Amerykanie nie oddadzš nam pod komendę tysišca ludzi. [b]To jaka będzie nasza rola?[/b] Będziemy siedzieli w bazach i bez uzgodnienia z US Army nie będziemy mogli z nich wyjœć. Będziemy musieli informować ich o swoich zamierzeniach, a oni się będš zgadzali albo nie. [b]Sojusznicy chyba nie sš zadowoleni?[/b] Zachowaliœmy się jak kapryœna panienka, która co kilka miesięcy zmienia zdanie. Najpierw chcemy prowincji, chcemy trzymać wysoko flagę, potem się okazuje, że nie potrafimy. Co więcej, Ghazni stała się jednym z najniebezpieczniejszych miejsc w Afganistanie, bo nie potrafiliœmy nad niš zapanować. [b]Straciliœmy wiarygodnoœć?[/b] Ewidentnie. Przecież Amerykanie od nas nie wymagali przejęcia prowincji, to był nasz pomysł. OK, chcieliœmy, to nam dali, a teraz oni majš kłopot: muszš zebrać ludzi, przerzucić na nasz teren. [b]Sojusznicy rozpatrujš to tak jak my? Jako nieroztropnoœć? Rzucanie słów na wiatr?[/b] Sojusznicy sš dyplomatami, więc nigdy nam oficjalnie tego nie powiedzš. W rozmowach kuluarowych przebija pretensja, że jesteœmy chimeryczni, że nie inaczej było w Iraku, też opuszczaliœmy poszczególne prowincje, bo sobie nie radziliœmy. W końcowej fazie byliœmy odpowiedzialni tylko za jednš. Dziœ sytuacja się powtarza. Stajemy się mało wiarygodni i to nie z winy wojskowych, ale polityków. [b]Żyjemy w micie, że Polacy w misjach wojskowych radzili sobie doskonale, niesłusznie?[/b] Sojusznicy majš szacunek do naszego wojska, wštpię, czy majš szacunek do polityków, którzy majš doœć zmienne nastroje i dziwne pomysły. [b]Czy ofiary, które ponieœliœmy w Afganistanie, idš na marne?[/b] Żołnierze wykonujš rozkazy, tak jak na wojskowych przystało. Ale widzš, że strategia jest błędna. Bo zamiast koncentrować się na walce, muszš bez przerwy się pakować, rozpakowywać, przenosić się z miejsca na miejsce. Sš zdziwieni niekonsekwencjš polityków, a zwłaszcza ministra Klicha, który oœmiesza siebie i polskš armię. [b]Rozumiemy, że wycofanie się z Ghazni politycy mogš propagandowo sprzedawać jako sukces. Ale wojskowi sš chyba zgodni, że to jest wywieszanie białej flagi?[/b] Nie bardzo rozumiem, jak można tę porażkę przekuć w sukces. Nie da się ukryć kompromitacji. Powiem jeszcze jednš rzecz. My, podatnicy, ponosimy duże koszty finansowe obłędnych decyzji Bogdana Klicha. Za te przenosiny, wieczne manewry po Afganistanie płacimy. Czas zaczšć rozliczać decydentów z wydatków. [b]Na sprawę można spojrzeć z drugiej strony. Wzięliœmy pod skrzydła całš prowincję, robiliœmy to, na co było nas stać. Ale rebelianci sš liczniejsi, bardziej hardzi, niż oceniano. Jest kryzys gospodarczy i nie możemy wysyłać na drugi koniec œwiata kolejnych setek żołnierzy. Na dodatek sondaże pokazujš, że Polacy nie chcš tej wojny. Może dobrze, że Amerykanie zdejmš z nas częœć odpowiedzialnoœci?[/b] Misja afgańska nigdy nie miała poparcia polskiego społeczeństwa. Tu się nic się nie zmieniło. Kryzys? Przecież, kiedy braliœmy prowincję, już był kryzys. Po co były te szumne decyzje i wcišganie flagi jak najwyżej? Minister Klich i jego doradcy wykazali się brakiem myœlenia strategicznego i operacyjnego. Nikt nie dokonuje analizy strategicznej tego, co się może zdarzyć. Wszystko stoi na głowie. Decyzje podejmujš politycy, a wojskowi majš uzasadnić to, co politycy wymyœlš. Do tego ogranicza się rola wojskowych. Nie ma żadnego kolegium dowódców, którzy doradzajš, wykonujš analizy, wycišgajš wnioski. [b]Pan odszedł, protestujšc także przeciw temu, że nasze wojsko w Afganistanie nie ma odpowiedniego sprzętu. Czy coœ się zmieniło na lepsze?[/b] Po moim odejœciu w sierpniu 2009 r. deklaracje pana premiera i ministra obrony były wielkie. Ale na tym się skończyło. Bezzałogowych samolotów rozpoznania nie ma, œmigłowców nie ma, nie ma karabinów Dillona, o które toczyłem bój. Popłynęły rosomaki, ale tu decyzja była podjęta przeze mnie, jeszcze w styczniu 2009 roku. Jest propaganda sukcesu, ale nie zmienia to stanu rzeczy – sprzętu nadal nie ma. Pakiet afgański okazał się literackš fikcjš. [b]Czy minister Klich powinien odejœć?[/b] To jest decyzja w gestii premiera. Mnie się wydaje, że sytuacja dojrzała do rozstrzygnięć. Armia nie jest miejscem do zabaw. To jest poważna instytucja, która wykonuje daleko od granic niebezpiecznš misję i reprezentuje Polskę. A minister Klich jest pacyfistš. Żartem można powiedzieć, że jego decyzje wynikajš z przekonań. Po prostu rozbraja armię. [b]W jakim stanie jest armia?[/b] Jest w złej kondycji, w coraz gorszej kondycji. To, co słyszę od żołnierzy, to zgroza. [b]W ostatnim czasie z wojska odchodzi sporo generałów.[/b] Nie chcš brać odpowiedzialnoœci za to, co politycy wyprawiajš z armiš. Mówiłem to już nad trumnš kapitana Ambrozińskiego: „Zabrano nam kompetencje, zostawiono nam odpowiedzialnoœć”. Nie chcš odpowiadać za coœ, czego nie zrobili. Wiele podań o zwolnienie załatwianych jest w specyficzny sposób. Ci, którzy chcš odejœć, dostajš awans po to, żeby zostali. Jest nawet ostatnio takie powiedzonko, że najpewniejsza œcieżka awansu to złożenie wymówienia. [ramka][srodtytul]Waldemar Skrzypczak[/srodtytul] Zawodowy żołnierz, oficer dyplomowany wojsk pancernych. Służbę rozpoczšł w 1976 roku w siłach zbrojnych PRL. Przeszedł wszystkie szczeble kariery – od podporucznika do generała broni (awans dostał w 2006 roku). Od lutego do lipca 2005 roku dowodził polskim kontyngentem w Iraku. W paŸdzierniku 2006 roku został dowódcš Wojsk Lšdowych. W sierpniu 2009 roku wywołał medialnš i politycznš burzę, gdy skrytykował stan uzbrojenia polskich żołnierzy w Afganistanie. Generał podał się do dymisji, a 15 wrzeœnia 2009 roku został odwołany ze stanowiska dowódcy Wojsk Lšdowych.[/ramka]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL