Ministerstwo Finansów przygotowało nowelę ustawy o FP

aktualizacja: 12.10.2010, 03:43
Foto: Fotorzepa, Michał Walczak Michał Walczak

Jeśli nie utrzymamy długu publicznego w ryzach, więcej oddamy fiskusowi

Gdy dług publiczny przekroczy 55 proc. PKB, czekają nas kolejne podwyżki podatków i likwidacja wielu ulg – przewiduje nowela ustawy o finansach publicznych przygotowana przez Ministerstwo Finansów. Zmiany mogą okazać się dla podatników bardzo bolesne.
Jeśli w przyszłym roku konstytucyjny próg 55 proc. nie zostanie „obroniony”, to od lipca 2012 r. stawki VAT wzrosną o 1 pkt proc., czyli do 6, 9 i 24 proc., a od lipca 2013 r. o kolejny punkt proc. Nie zmienia to faktu, że niezależnie od wysokości długu publicznego przesądzone są już podwyżki VAT od nowego roku. „Kryzysowe” stawki VAT mają obowiązywać przez trzy lata (tyle też ma potem zająć ich obniżanie). Na taki sam okres zniknęłyby też ulgi w PIT: prorodzinna i internetowa. Podobnie 50-proc. koszty uzyskania przychodu dla naukowców, artystów i dziennikarzy oraz 20-proc. przy umowach-zleceniach. Resort proponuje też drastyczne cięcie dotacji na dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych. PFRON otrzyma najwyżej 30 proc. potrzebnych środków.
[wyimek][srodtytul]6 mld zł[/srodtytul] tyle rocznie może zyskać budżet na likwidacji ulgi na dzieci i internetowej[/wyimek]
Niemiła niespodzianka czeka również osoby wybierające się w najbliższym czasie na emeryturę. Po zmianach każdy, kto będzie chciał otrzymać świadczenie z ZUS czy OFE po 1 stycznia 2011 r. będzie musiał najpierw zrezygnować z pracy. Dziesięć miesięcy później ZUS wstrzyma także wypłatę emerytur dla przeszło 50 tys. osób. Chodzi o tych, którzy po 8 stycznia 2009 r. skorzystali z przywileju przejścia na emeryturę, bez konieczności rezygnowania z zatrudnienia.
Ministerstwo zastrzega, że nie przewiduje konieczności wdrożenia planowanych zmian, bo zakłada, że dług, który na koniec ubiegłego roku sięgnął 49,9 proc. PKB, nie przekroczy 55 proc. Także ekonomiści nie widzą konieczności tak daleko idących działań, choć nie wszyscy są całkowicie pewni. – Realizację takiego scenariusza oceniam na 90 proc. – mówi Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP.
Bardziej optymistyczny jest Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego. – Musiałoby dojść do powtórki kryzysu z 2008 r. i gwałtownego osłabienia złotego – uspokaja.
W kolejnych latach budżet może też liczyć na większe dochody dzięki zamrożeniu skali podatkowej. Prognozowany wzrost płac i zatrudnienia sprawi, że tylko z PIT do kasy państwa może wpłynąć dodatkowo nawet miliard złotych rocznie.

POLECAMY

KOMENTARZE