Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kultura

Wywiad z Mario Vargasem Llosš

Mario Vargas Llosa
AFP
Wywiad z Mario Vargasem Llosš, z pisarzem rozmawiali w 1998 roku Łukasz Gołębiewski i Krzysztof Masłoń
[b] Hiszpański pisarz Juan Benet, powiedział kiedyœ, że powieœć latynoamerykańska jest odrębnym gatunkiem literackim. To oczywiœcie żart, ale czy pan przyznaje się do uprawiania takiego właœnie gatunku?[/b] [wyimek][link=http://www.rp.pl/artykul/9131,546203-Nobel-dla-Mario-Vargasa-Llosy-.html]Czytaj - Nobel dla Mario Vargasa Llosy[/link] [/wyimek] Nieœwiadomie. Sšdzę, że kiedy autor zaczyna pisać ksišżkę, przede wszystkim chce opowiedzieć jakšœ historię, ale i myœli też o technice, formie, strukturze utworu, poszukuje odpowiednich œrodków w zależnoœci od tego, co pragnie opowiedzieć. Z tym, że nigdy nie napisałem powieœci dokładnie wczeœniej przemyœlanej, nie zrealizowałem œciœle okreœlonego zamiaru. W czasie pracy nad ksišżkš pojawiajš się nowe pomysły i czasem rezultat finalny zadziwia mnie samego.
[b] A czy na ten finalny rezultat ma wpływ fakt, że od lat mieszka pan w Europie, z dala od ojczyzny? [/b] Zdecydowanie tak. Europa wywarła ogromny wpływ na mojš twórczoœć i nie tylko dlatego, że od lat w niej mieszkam. Bardziej wpłynęła na mnie poprzez swojš literaturę i kulturę. Wychowywałem się na ksišżkach pisarzy europejskich, poczštkowo głównie francuskich. Pierwszym pisarzem, którym zaczytywałem się w dzieciństwie, był Aleksander Dumas. To paradoks, ale Europie zawdzięczam także moje odkrycie literatury Ameryki Łacińskiej. Wczeœniej czytałem pisarzy latynoamerykańskich wyłšcznie z obowišzku, prawdziwie fascynowała mnie natomiast literatura europejska i amerykańska. Dopiero w latach 60., kiedy mieszkałem w Paryżu, odkryłem bogactwo kultury Ameryki Łacińskiej, do której należy także literatura peruwiańska. Jest ona bardzo oryginalna, ale przecież w dużym stopniu przynależy do kultury zachodniej. [b]Literatura iberoamerykańska przez długie lata docierała do Ameryki Łacińskiej via Madryt. Zrozumiałe byłoby, gdyby tam właœnie pan zamieszkał, niech będzie, że w Paryżu - ze względu na Aleksandra Dumasa - ale dlaczego w Londynie? [/b] Z powodów praktycznych. Przyjechałem do Londynu w latach 60., żeby pracować na uniwersytecie jako wykładowca. Anglicy majš takie powiedzenie: „Londyn roœnie w tobie”. Tak właœnie się stało w moim wypadku. Londyn rozrastał się we mnie, mam wiele sympatii, miłoœci do tego miasta. Życie w Londynie daje mi też wiele istotnych gwarancji. Po pierwsze, jestem tam całkowicie anonimowy, a to bardzo ważne by móc pracować w spokoju. Po drugie, do niedawna istniała w Londynie wspaniała biblioteka British Museum. Przesiedziałem w niej trzydzieœci lat, napisałem większoœć swoich powieœci i przeczytałem dużš częœć wszystkich ksišżek, jakie poznałem w życiu. Było to jedno z najpiękniejszych miejsc Londynu. Teraz zbudowano nowoczesnš, funkcjonalnš bibliotekę, w której jednak nie ma tamtego klimatu, tamtego uroku i wdzięku, nie ma tajemnicy, którš tam się wyczuwało ani wszechobecnej tam historii. Niemniej ważne jest jeszcze co innego. Otóż, bardzo podziwiam nie tylko w Londynie ale w całej Wielkiej Brytanii, że społeczeństwo angielskie jest tak głęboko demokratyczne. Przejawia się to w wielkim szacunku dla wolnoœci obywatelskich, w szacunku dla prywatnoœci, w podtrzymywaniu swoich obyczajów i szacunku dla obyczajów innych, w tym wreszcie, że to społeczeństwo w tak naturalny sposób wierzy w wartoœć różnego rodzaju instytucji demokratycznych. Dla mnie jest to prawdziwa cywilizacja polityczna. Czasami jednak - rzeczywiœcie tak się dzieje - zdaje mi się czuć w Londynie niczym jakaœ zjawa czy duch. Kiedy odczuwam taki stan, po prostu jadę do Madrytu czy Ameryki Łacińskiej, gdzie staję się człowiekiem z krwi i koœci. [b] Jako zwolennik demokracji i gospodarki liberalnej Ÿle pan się musiał czuć w rzšdzonym przez Fujimoriego Peru. Ciekawe jednak, czy wierzy pan, że demokracja ma szansę zapuœcić w Ameryce Łacińskiej trwałe korzenie. Czytajšc pańskie ksišżki odnosi się wrażenie, że w tym regionie od czasu Imperium Inków niewiele się zmieniło. [/b] Władza i przemoc wcišż sš nierozerwalnie ze sobš zwišzane. Jest faktem, że w Peru mamy obecnie system autorytarny. Jeœli jednak popatrzymy na historię œwiata, zobaczymy, że wszystkie kraje przeżywały okres barbarzyństwa, który poprzedzał kulturę demokratycznš. Na szczęœcie w większoœci krajów Ameryki Łacińskiej zachodzš pozytywne zmiany. Dzisiejszy system jest znacznie bardziej liberalny od tego, który panował w tym regionie 20 lat temu. W wielu krajach mamy dziœ do czynienia z czymœ, co można nazwać dyktaturš ukrytš, sprawowanš przez cywilne rzšdy majšce przyzwolenie swoich społeczeństw na metody sprawowania władzy. Oczywiœcie nie dotyczy to wszystkich krajów, a zwłaszcza Kuby, ale to przyzwolenie jest bardzo ważnym i pozytywnym zjawiskiem, którego wczeœniej nie było. Dlatego jestem ostrożnym optymistš. Myœlę też, że sytuację w krajach Ameryki Łacińskiej można porównywać z tym, co się działo niedawno w krajach Europy Œrodkowej i Wschodniej. Także w tym obszarze œwiata nie ma wielkich tradycji demokratycznych, co nie przeszkodziło by system ten mocno się tu ugruntował. Kultura demokratyczna ma bowiem to do siebie, że może jš mieć każdy kraj, który jest otwarty na jej przyjęcie, który jej chce. I żadne społeczeństwo nie ma na niš monopolu. [b] A czy nie ma pan problemu z publikowaniem swoich ksišżek lub artykułów w Peru? [/b] Moje ksišżki sš publikowane w Peru. Represje, które reżim Fujimoriego stosuje wobec mojej twórczoœci polegajš na tym, że w œrodkach masowego przekazu prowadzone sš bardzo agresywne, wymierzone we mnie, kampanie. Mam też trudnoœci z publikowaniem niektórych artykułów. Ksišżki nie sš jednak cenzurowane. Jeszcze. [b] Przed laty jednš z pana ksišżek „Miasto i psy” spalono... [/b] Była spalona, ale nie zabroniona. Wojskowi na dziedzińcu szkoły spalili tysišc egzemplarzy tej powieœci, nie podejrzewajšc nawet, że można zabronić rozpowszechniania ksišżki. Byli w tej kwestii ignorantami. Właœciwie to palšc „Miasto i psy” wyrzšdzili mi przysługę, bo ksišżka od razu została rozpropagowana i miała wspaniałš reklamę. [b]Od poczštku bagatelizował pan znaczenie tamtego wydarzenia, zwracajšc uwagę na to, że 80 procent mieszkańców Peru i tak nie czyta ksišżek. Czy coœ się pod tym względem zmieniło? [/b] Tak. Wprawdzie dalej ogromna częœć społeczeństwa nie czyta ksišżek, po prostu nie majšc finansowych możliwoœci ich nabycia, ale w cišgu ostatnich 20-30 lat kręgi czytelnicze znacznie się poszerzyły. I to w całej Ameryce Łacińskiej. Szczególnie widać ten postęp w klasie œredniej, która wczeœniej czytała mało albo nie czytała wcale. Interesujšce zmiany nastšpiły też w ruchu wydawniczym. Przedtem nie było w Peru wydawnictw, ksišżki importowano, przede wszystkim z Hiszpanii. Obecnie działajš w Peru domy wydawnicze, organizowane sš nawet targi ksišżki. [b] Nie wiem czy pan wie, ale również „RzeŸnia nr 5” Kurta Vonneguta była publicznie spalona w ojczyŸnie pisarza. Jak widać nawet w tak demokratycznym kraju jak Stany Zjednoczone zdarzajš się zbiorowe akty nietolerancji w stosunku do słowa pisanego. [/b] Znam tę historię. I chcę tu powiedzieć, że społeczeństwa demokratyczne nie sš demokratyczne na wszystkich poziomach ich struktury. Wielka Brytania ma piękne tradycje demokratyczne. Kiedy jednak przyjechałem tam w roku 1966 nie można było jeszcze opublikować „Kochanka Lady Chatterley” Lawrance’a. Zabroniony był też „Ulisses” Joyce’a. Społeczeństwo nigdy nie jest całkowicie demokratyczne. Zawsze znajdš się wpływowe osoby czy instytucje, które sš antydemokratyczne. Możemy walczyć z tym, ale walka o wolnoœć nigdy nie jest wygrana całkowicie. Wszystkie zwycięstwa sš tylko częœciowe. [b] Jest pan autorem wielu ksišżek, żadna z nich jednak - przynajmniej w Polsce - nie osišgnęła takiej popularnoœci jak „Rozmowa w »Katedrze«”. Pewnie dlatego, że żyliœmy w komunizmie i powieœć tę odczytywaliœmy jako antytotalitarnš. Czy dziœ podtrzymuje pan wszystkie tezy tamtej ksišżki? [/b] Nie powiedziałbym, że jest to ksišżka z jakškolwiek tezš. „Rozmowa w »Katedrze«” opisuje mechanizmy poprzez które system autorytarny korumpuje całe społeczeństwo. Nie tylko życie polityczne, ale także życie rodzinne, życie zawodowe, nawet œwiadomoœć poszczególnych osób. Dyktatura ma charakter głęboko korupcyjny. Napisałem tę powieœć, korzystajšc z własnych doœwiadczeń, bo byłem w Peru w latach 1948-56. To był ważny dla mnie czas. W tamtych latach przechodziłem poszczególne etapy dojrzewania: od dziecka do mężczyzny. Dorastanie to odbywało się w œwiecie, w którym nie było partii politycznych, prasa oczywiœcie była cenzurowana, profesorowie uniwersyteccy emigrowali bšdŸ więziono ich, na uczelniach trzeba było bardzo uważać, bo tajna policja znajdowała się wœród studentów, a nawet wœród uczniów. Wszystko to korumpowało życie codzienne mojego kraju i to właœnie chciałem pokazać. Oczywiœcie, tego rodzaju zjawiska towarzyszš wszystkim dyktaturom, niekoniecznie w Ameryce Łacińskiej. [b]Czy poznał pan osobiœcie najbardziej odrażajšcego z bohaterów „Rozmowy w »Katedrze«”, Cayo Bermudeza? [/b] Tak. Poznałem tego silnego człowieka generała Odrii. Naprawdę nazywał się Aleksandro Esparza Zanartu i wczeœniej handlował winem. Za czasów Odrii został ministrem spraw wewnętrznych i szefem Urzędu Bezpieczeństwa. Odkrył wtedy swoje prawdziwe powołanie, ba, nawet w pewien sposób - geniusz. [b] Żyje jeszcze ten człowiek? [/b] Nie. Widziałem go raz, kiedy jako przedstawiciel organizacji uniwersyteckiej udałem się do niego, by poprosić o zgodę na przekazanie koców więzionym studentom. Nigdy nie zapomnę wrażenia, jakie na mnie wywarł. To był człowiek, którego bał się cały kraj, a w bezpoœrednim kontakcie stawał się ucieleœnieniem przeciętnoœci. Nie umiał mówić, popełniał błędy gramatyczne, nawet jego wyglšd zewnętrzny wskazywał na całkowitš przeciętnoœć. Ten człowiek miał ręce zbrukane krwiš a nigdy nie spotkały go za to żadne sankcje, żadna kara. W ostatnich latach życia poœwięcił się działalnoœci filantropijnej. Kiedy ukazała się „Rozmowa w »Katedrze«”, dziennikarze powiedzieli mu: „Cayo Bermudez to pan”. Odrzekł: »Gdyby Vargas Llosa przyszedł do mnie, opowiedziałbym mu rzeczy znacznie bardziej interesujšce”. [b]Powiedział pan kiedyœ, że „nie pisze po to aby opowiadać o życiu, ale po to by namawiać ludzi do zmiany sposobu myœlenia”. Czy nadal wierzy pan w to, że literatura może zmieniać œwiat? [/b] Nie wierzę w to już z równie wielkš naiwnoœciš, z jakš wierzyłem będšc młodym człowiekiem. Ale wcišż sšdzę, że literatura wywiera wpływ na nasze życie. Byłbym innym człowiekiem, niż jestem, gdybym nie przeczytał kiedyœ Faulknera, Prousta, Kafki, Joyce’a, Tołstoja. Wszystkie lektury zostawiły we mnie wyraŸny œlad, wpłynęły na mojš wrażliwoœć, sposób myœlenia, marzenia. Sšdzę, że literatura uczy nas krytycznego patrzenia na œwiat, odmawiania akceptacji dla wielu rzeczy. Odkrywamy też, że życie wymyœlone jest dużo bogatsze od tego rzeczywistego. To sprawia, że człowiek czytajšcy jest bardziej wymagajšcy i bardziej niepokorny. Czasami literatura wywiera też bardzo bezpoœredni wpływ na mentalnoœć współczesnych ludzi. Tak było w latach 60. [b] Pana bohaterowie powracajš nieraz, pojawiajš się w różnych tytułach, np. w „Pochwale macochy” i „Zeszytach don Rigoberta”. Czy pan się tak mocno do nich przywišzuje? [/b] Jest to zjawisko dosyć zagadkowe, także dla mnie. Dlaczego bowiem tak się dzieje, że jedni bohaterowie nagle mi znikajš, a drudzy pojawiajš się ponownie, stajšc nagle przede mnš i kiedy zaczynam pisać jakšœ historię, mówiš: „Jesteœmy tutaj”. Wyglšda na to, że chcš dopełnić swojš rolę, że w poprzednich utworach nie zostali wykorzystani wystarczajšco. Ale, oczywiœcie, każdy pisarz utrzymuje specjalne stosunki ze swoimi bohaterami, przynajmniej niektórymi. [b] Także w powieœci „Lituma w Andach” wraca pan do swojego starego bohatera, znanego czytelnikom powieœci „Kto zabił Palomina Molero”. Tytułowy Lituma tym razem szuka sprawców terrorystycznego zamachu. W latach 80. stał pan na czele komisji, która badała okolicznoœci zaginięcia w Andach oœmiu peruwiańskich dziennikarzy. Na ile fabuła tej powieœci oparta jest na pańskich doœwiadczeniach sprzed lat? [/b] W niewielkim stopniu. Tamto, bardzo dramatyczne, doœwiadczenie było jednak dla mnie niezmiernie ważne. Mogłem zobaczyć z bliska różne formy agresji, które w tamtych rejonach Andów sš czymœ powszednim. Przemoc zwišzana jest tam nie tylko z politykš, ale także z irracjonalnymi przesšdami, magiš, prymitywnymi wierzeniami religijnymi mieszkańców tej częœci Peru. Wiele osób nie żyje tam w œwiecie racjonalnym, morderstwa, gwałt sš czymœ normalnym. I to te obserwacje wykorzystałem głównie w powieœci. [b] Wštek przesšdów religijnych, którym towarzyszš rytualne morderstwa, a które sš stałym elementem życia przynajmniej w niektórych regionach Peru, pojawia się także w „Pantaleonie i wizytantkach”. Dla Europejczyka to temat całkowicie egzotyczny, nieodparcie kojarzšcy się z epokš œredniowiecza, a nie schyłkiem XX wieku. Czy nie jest tak, że właœnie te przesšdy w dużej mierze hamujš demokratyczne zmiany w Peru?[/b] Społeczeństwo peruwiańskie jest bardzo zróżnicowane. Z jednej strony mamy regiony bardzo nowoczesne, z drugiej kompletnie zacofane. Myœlę, że odwiedzajšc Peru można przeœledzić kolejne etapy rozwoju ludzkoœci. Akcja mojej powieœci zatytułowanej „Gawędziarz” rozgrywa się w społecznoœci, która żyje tak samo, jak żyła 500 lat temu i nie sš to sytuacje zmyœlone. Jednoczeœnie w wielkich miastach nowoczesnoœć, pęd za bogactwem i łatwym życiem, sš silnie obecne. To zróżnicowanie obserwowane w Peru jest charakterystyczne dla całego Trzeciego Œwiata. [b]Adam Komorowski, piszšc o Peru, powiada: „Lima to czyœciec, Andy to piekło, a Amazonia to arkadia”. Czy pan się zgadza z takš opiniš? [/b] Sšdzę, że jeœli należy sytuować piekło w Peru, to leży ono raczej w Limie, a nie w Andach. Lima jest najbrzydszym miastem œwiata. [b] A jak przedstawia się Arequipe, miasto z którego pan pochodzi? [/b] Może to być odebrane, jako przejaw szowinizmu, ale Arequipe to jedno z najpiękniejszych, choć prowincjonalnych, miasteczek w Peru. Myœlę jednak, że tego, co w Peru najbardziej fascynujšce nie stworzyli ludzie. Najwspanialsza jest bowiem przyroda tego kraju. [b]Czyli jednak raj jest w Amazonii. Bohaterowie pańskich powieœci, takich jak „Rozmowa w »Katedrze«” czy „Wojna końca œwiatów” wikłajš się w politykę, jednoznacznie brudnš politykę. A pan? Po co była panu - jednemu z największych pisarzy współczesnego œwiata, prezydentura Peru? [/b] Z dużš, zapewne, dozš naiwnoœci uwierzyłem, że mogę odegrać ważnš rolę w obronie czegoœ, w co głęboko wierzę: kultury demokratycznej, systemu demokratycznego. Ten system jest w moim kraju bardzo słaby, kruchy. Do lat 80. mieliœmy przecież 12 lat dyktatury, podczas której działo się wiele złego, naród doœwiadczył przemocy, gwałtu. Uwierzyłem, jak już powiedziałem - naiwnie, że mogę wpłynšć na tę rzeczywistoœć. Popełniłem błšd - tak to widzę. Muszę natomiast powiedzieć, że było to bardzo ciekawe, konstruktywne doœwiadczenie, dzięki któremu mogłem lepiej poznać swój kraj, œwiat polityki, a także swoje własne ograniczenia. [b] Czy uważa pan, że pisarz może być skutecznym politykiem? Bułgarski dramaturg Jordan Radiczkow pisał, że „polityka jest domenš barbarzyńców”, z kolei przykład czeskiego prezydenta Havla dowodzi czegoœ innego. [/b] Havel to bardzo ciekawy przypadek, który pokazuje, że nikt nie ma monopolu na politykę. Polityka przycišga różnych ludzi i to jš wzbogaca. A pisarze mogš wnieœć do polityki trochę wyobraŸni, której na co dzień jej brakuje. [b]Zainteresowanie literaturš iberoamerykańskš w Polsce zaczęło się od Carpentiera, potem był Cortazar, Marquez - pisarze lewicowi albo wręcz lewacy. Czy nie czuł się pan nieswojo w tym gronie? [/b] Od połowy lat 60. względna jednomyœlnoœć tej grupy pisarskiej załamała się. Tak się często dzieje, sš to zjawiska nie do uniknięcia. Dziœ bardzo różnimy się poglšdami, niektórzy z nas broniš systemu demokratycznego, inni przez cały czas opowiadajš się za socjalizmem. Oczywiœcie, w Ameryce Łacińskiej między tymi politycznymi kierunkami zachodzi dialog, prowadzona jest polemika. [b] Napisał pan, bardzo piękny, tekst - „Trębacz z Deya”, będšcy pożegnaniem Cortazara, z którego wynika, że w obliczu spraw wagi najwyższej, wszelkie różnice zdań, zatargi i spory stajš się błahe. Może więc, przykładowo, pana i Gabriela Garcię Marqeza nie dzieli tak wiele? [/b] Między Cortazarem a mnš istniały różnice polityczne, ale zawsze byliœmy przyjaciółmi. Nasza przyjaŸń trwała aż do jeo œmierci. Bardzo go lubiłem, miałem dla niego wiele sympatii. Był wobec mnie szlachetny i hojny, bardzo mi pomógł. Wiele z poglšdów politycznych Cortazara z ostatniego okresu było błędnych, ale zawsze był on szczery i uczciwy, dlatego nigdy nie straciłem do niego szacunku. [b] A do Marqueza? [/b] Dla mnie Garcia Marquez to przypadek trudny do zrozumienia. Po prostu nie pojmuję, jak pisarz takiego formatu, z takim talentem może służyć komuœ takiemu jak Fidel Castro. Jak można wspierać dyktatora, który doprowadził na Kubie do strasznej sytuacji, w sposób absolutnie bezkrytyczny. Takiej postawy nie da się pogodzić z tym, co reprezentuje sobš Marquez jako pisarz, jako twórca. To jest niekompatybilne. [b] Interesujšce jest również pańskie zdanie na temat twórczoœci Pabla Nerudy i Jorge Amado, postrzeganych u nas wyłšcznie w kategoriach politycznych jako sympatyków komunizmu czy wręcz stalinistów. [/b] Tak było w wypadku Nerudy, ale nie Amado. Neruda był zdycyplinowanym członkiem partii komunistycznej a jednoczeœnie wielkim poetš, być może jednym z największych poetów naszego wieku. To też jeden z tych niezrozumiałych przypadków, jak Marqueza, Eluarda, Aragona. Cóż, kunszt czy przejrzystoœć literacka nie gwarantujš jeszcze - jak widać - jasnoœci poglšdów politycznych. Jako poetę odkryłem Nerudę bardzo wczeœnie. Czytałem go i czytam z głębokim podziwem, chociaż jego poematy wychwalajšce Stalina zupełnie mnie nie cieszš. Napisał jednak i inne utwory, wyróżniajšce się niesamowitš kreatywnoœciš, wielkim bogactwem języka. Co do Amado, to w poczštkach lat 60. zaczšł się dyskretnie dystansować od linii politycznej, jakš wczeœniej reprezentował. Nie wyrzekł się wprawdzie publicznie swoich poprzednich przekonań, ale przesuwał się coraz bardziej na pozycje demokratyczne, podejmujšc działania jakie charakteryzujš ludzi tolerancyjnych, którym obce i wrogie sš wszelkie dyktatury. Historia Jorge Amado w zasadniczy sposób różni się od większoœci życiorysów pisarskich. Jako młody pisarz wydawał się być człowiekiem starym. Pisał powieœci w duchu realizmu socjalistycznego, bardzo poważne, dydaktyczne. Wraz z wiekiem odkrywał w literaturze przyjemnoœć, humor, grę, zabawę. Jako człowiek stary odzyskał młodoœć, chłopięcy wdzięk, nauczył się kochać życie. [b]Literatura iberoamerykańska wywołuje u nas natychmiastowe skojarzenia: realizm magiczny, baœniowoœć, mistycyzm. [/b] Jeœli realizm magiczny ma być na stałe przypisany literaturze latynoamerykańskiej, to nie jestem pisarzem latynoamerykanskim. W moich powieœciach nikt nie fruwa, nie dziejš się żadne cuda. Z tymi baœniami, z tš magiš to jest klisza, to sš ramy, w które wtłacza się całš literaturę iberoamerykańskš, tak różnš przecież, tak bogatš. Widać, że to ostatnie pytanie rozdrażniło pana. Tak, bo jest to bardzo silny stereotyp. Niewštpliwie jednak literatura latynoamerykańska wyrasta z wyjštkowoœci tamtego obszaru kulturowego. Czy mieszkajšc w Londynie nie brakuje panu tej literackiej pożywki? To gdzie pisarz żyje, nie jest istotne. Sšdzę, że tematy literackie pojawiajš się w jego pamięci, majš zwišzek z doœwiadczeniami z dzieciństwa, okresu dojrzewania, młodoœci. Jednoczeœnie pisarz wzbogaca się tym wszystkim, co dzieje się dookoła niego, ale jšdro doœwiadczeń tkwi gdzie indziej, często w innym miejscu i czasie. To właœnie jest powód, dla którego podejmuję peruwiańskie tematy. Większoœć życia przebywam już poza Peru, a wcišż jest ono stałym elementem moich utworów. Przy tym nie ma to zwišzku z miejscem urodzenia. Jestem chyba najmniej nacjonalistycznym, narodowym pisarzem na œwiecie. Rozmawiamy o zwišzkach literatury z politykš i filozofiš. A czy przypadkiem literatura nie jest tylko umiejętnoœciš opowiadania ciekawych historii? Gdyby tak nie było, to literatura by nie istniała. Ale jeœli literatura jest tylko opowiadaniem interesujšcych historii, to ma krótkie życie. Sšdzę, że literatura powinna bawić, fascynować, ale jednoczeœnie zmuszać do myœlenia, martwić, być może smucić, wywoływać refleksje o œwiecie, w którym żyjemy, o tym, co właœciwie tutaj robimy dzisiaj i co się nam może przydarzyć jutro. Jeœli literatura nie będzie niepokoić w ten sposób, to telewizja jš pogrzebie. [b] Skoro jesteœmy przy telewizji, to proszę powiedzieć kilka słów o pańskich doœwiadczeniach z kamerš na planie filmowym. Debiutował pan jako reżyser realizujšc film na podstawie „Pantaleona i wizytantek”. Obraz ten nie był pokazywany w Polsce. [/b] Tym lepiej dla Polski, gdyż film jest straszny i to całkowicie z mojej winy. Dlatego wolałbym, żeby nie wymieniano tego epizodu w moim curriculum vitae. [b] A inscenizacje teatralne pańskich sztuk? [/b] Z tym jest znacznie lepiej. Najlepszš inscenizację mojego utworu widziałem właœnie w Polsce, w teatrze w Łodzi. Mam jeszcze inne wspomnienie teatralne z Polski. Dawno temu, w 1976 roku w Krakowie obejrzałem przedstawienie, które wywarło na mnie ogromne wrażenie i dotšd bardzo wyraŸnie je pamiętam. Była to inscenizacja „Biesów” Dostojewskiego dokonana przez Andrzeja Wajdę. [b] A co pan myœli o ekranizacjach pańskich powieœci? [/b] Ech... Odpowiem dyplomatycznie. Oczywiœcie, należy uznać prawo reżysera do inscenizowania utworu literackiego, ale prawda jest taka, że nigdy po obejrzeniu filmu zrealizowanego na podstawie mojej ksišżki nie wychodziłem z kina z entuzjazmem. A w najmniejszym stopniu było mi to dane w przypadku filmu, który sam zrobiłem. [b] Wracajšc do misji, jakš ma do spełnienia pisarz, o której już mówiliœmy. Czy literatura potrafi wskazać ludziom jak majš postępować, by œwiat był lepszy, jak czynić dobro? [/b] Na to pytanie nie odpowiem, bo sam nie wiem co to jest dobro. To pojęcie, które mnie denerwuje. Pisarze nie sš przepowiadaczami przyszłoœci, ani nosicielami jedynie słusznych prawd. Tym mogš zajmować się politycy czy przedstawiciele różnych religii. Niepokoję się, gdy ktoœ mi mówi, że potrafi rozróżniać dobro i zło. Literatura zasadza się na wštpliwoœciach, niepewnoœci, ulotnoœci życia. Dlatego literatura jest ponad jakškolwiek religiš czy ideologiš. [i] Rozmawiali w 1998 roku Łukasz Gołębiewski i Krzysztof Masłoń [/i]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL