Hipermarkety bezprawnie wymuszają opłaty dodatkowe

aktualizacja: 05.09.2010, 20:25
Zdesperowany kontrahent Leroy Merlin pozywa sieć do sądu
Zdesperowany kontrahent Leroy Merlin pozywa sieć do sądu
Foto: Fotorzepa, Raf Rafał Guz

Sieci pobierają opłaty dodatkowe, mimo że są one zakazane od 2002 roku. Problem dotyczy całej branży handlowej, także marketów budowlanych. Dostawca Leroy Merlin zamierza w sądzie walczyć o zwrot pieniędzy

Za samo pojawienie się towarów w sklepie, lepsze miejsce na półce czy za możliwość przeprowadzenia promocji – za to wszystko dostawcy wielkich sieci handlowych muszą słono płacić.
Historia dostawców sieci marketów budowlanych Leroy Merlin pokazuje, jak bardzo może to jednak zaburzyć rynkowe relacje klient – dostawca. "Rz" dotarła do grupy firm, które czują się poszkodowane. Oficjalnie o swoich trudnościach zdecydowała się mówić wyłącznie firma K.K.K. (zajmuje się dystrybucją materiałów budowlanych). Po dziesięciu latach współpracy z Leroy Merlin stanęła na krawędzi bankructwa. Zamierza więc iść do sądu.
Około 50 proc. obrotów spółki, przekraczających w ubiegłym roku 20 mln zł, przypadało na Leroy Merlin. – Po analizie materiałów sprawy można wysnuć wniosek, że polityka Leroy Merlin, który stworzył cały system różnego rodzaju w naszej ocenie niedozwolonych w świetle art. 15 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji opłat, mogła naszym zdaniem doprowadzić do uniezależnienia się sieci handlowej od naturalnego w świetle reguł rynkowych pobierania marży od sprzedawanych produktów – mówi Leszek Ziomek, adwokat z kancelarii Włodarczyk Ziomek & Wspólnicy, która reprezentuje K.K.K.
Trwa postępowanie przedprocesowe – jeśli do ugody nie dojdzie, sprawa trafi do sądu. Firma domaga się zwrotu około 8 mln zł. A jak wyglądała handlowa współpraca z siecią w przypadku innych spółek? – Musieliśmy prognozować obrót w danym roku. Jeśli został przekroczony m.in. dzięki promocjom, za które i tak musieliśmy sami płacić, sieć naliczała nam karę – mówi przedstawiciel branży handlowej. Firmy bez żadnego uzasadnienia dostawały więc faktury np. na 100 – 200 tys. zł. Ich faktury były opłacane nawet dopiero po 250 dniach od wystawienia. Francuski Leroy Merlin, który ma w Polsce 38 sklepów i jest wiceliderem rynku za brytyjską Castoramą, odpiera zarzuty dostawców. – Zarówno premia roczna, jak też opłaty marketingowe i kary umowne miały umocowanie w zawartych umowach handlowych i nie są to postanowienia zakazane przez prawo.
Firma ta (K.K.K. – red.) nie zgłaszała też dotychczas takich roszczeń, a współpracowaliśmy z nią wiele lat – mówi Anna Romaniecka-Mankiewicz, dyrektor ds. korporacji w sieci.
Od 2002 roku obowiązuje ustawowy zakaz pobierania przez sieci handlowe wszelkich opłat dodatkowych. W wielu wyrokach Sądu Najwyższego (np. z sierpnia 2009 roku z powództwa firmy EuroSer przeciwko Mayland Real Estate) potwierdzono, że dostawcy mogą domagać się zwrotu innych niż marża handlowa opłat pobieranych za przyjęcie towaru do sprzedaży. Tymczasem praktyka wygląda inaczej. – Środki otrzymane w ramach opłat od dostawców kredytują działalność wielkich sieci, zmniejszając ich zapotrzebowanie na własne obrotowe środki finansowe i zwiększając ich zyski – czytamy w memorandum kancelarii Kochański, Zięba, Rąpała i partnerzy.
Firmy spożywcze skarżą się zaś, że opłaty półkowe to nawet 30 proc. wartości zamówień od sieci. Organizacje branżowe znów planują zaostrzenie prawa. Kończą założenia do nowej ustawy, które zamierzają przekazać Ministerstwu Rolnictwa. Analitycy twierdzą, że wzorem dla nas mogą być Węgry, gdzie przynajmniej obowiązujące prawo nakłada na sklepy konieczność ujawnienia informacji, za jakie usługi dodatkowe można pobierać opłaty od dostawców. Sklepy muszą też oficjalnie ujawnić swój cennik.

POLECAMY

KOMENTARZE