Lokaty i inwestycje

Fundusz oparty o indeks. Indeks mWIG40.

Duże czy średnie firmy
Rzeczpospolita
Od wczoraj klienci elektronicznych platform transakcyjnych mBanku i MultiBanku mogą kupować jednostki funduszu Ipopema m-Indeks FIO, powiązanego z indeksem średnich spółek mWIG40. To jedyny otwarty fundusz inwestycyjny tego rodzaju
Fundusze akcyjne z reguły stawiają na aktywne zarządzanie portfelem. Chociaż ich benchmarkiem (punktem odniesienia, z którym porównuje się wypracowane wyniki) jest jeden z indeksów giełdowych, zarządzający, budując portfel, nie odtwarzają w nim składu indeksu, tylko szukają spółek, które będą się zachowywały lepiej niż cały rynek. Skutki tych działań bywają różne, a wiele funduszy wypada gorzej niż ich wzorcowy indeks.
Zupełnie inaczej działają fundusze indeksowe. Zarządzający, kupując akcje do portfela, nawet nie próbują oceniać ich wartości. Stosują zupełnie inne kryterium; portfel ma jak najlepiej odwzorowywać skład wybranego indeksu. Zarządzanie takim funduszem nie wymaga więc fachowej wiedzy ani korzystania z kosztownych analiz. To może rodzić pytanie, czy za mechaniczne dobieranie papierów do portfela warto w ogóle płacić. Odpowiedź jest twierdząca, bo dla indywidualnego inwestora zbudowanie prywatnego portfela indeksowego byłoby trudne.
[srodtytul]Własny portfel indeksowy tylko dla zamożnych[/srodtytul] Osoba, która nie chce wyszukiwać spółek zachowujących się lepiej niż indeks, tylko korzystać na wzroście całego rynku, musiałaby zainwestować znaczną sumę, by choć w przybliżeniu odtworzyć skład indeksu we własnym portfelu inwestycyjnym. To efekt wysokich cen niektórych papierów. Na przykład za jedną akcję BRE na zamknięciu wtorkowej sesji trzeba było zapłacić 254 zł. Ponieważ udział tego banku w indeksie WIG20 wynosi niecałe 1,9 proc., zbudowanie portfela, w którym udział akcji BRE będzie chociażby zbliżony do 1,9 proc., wymaga zainwestowania ponad 13 tys. zł. Taką operację jeszcze trudniej wykonać dla akcji z indeksu mWIG40. Akcje LPP, warte na wtorkowym zamknięciu 1780 zł za papier, odpowiadają za około 3,9 proc. tego indeksu. To zaś oznacza, że o przybliżone choćby odtworzenie tego indeksu we własnym portfelu mogą się pokusić tylko inwestorzy dysponujący ponad 45 tys. zł wolnych środków. By zredukować tę kwotę, można oczywiście pominąć papiery o najwyższych cenach, ale wówczas portfel straci swój indeksowy charakter. By zarabiać na zwyżkach całego rynku, znacznie prościej jest kupić jednostki funduszu indeksowego, w którym minimalna pierwsza wpłata to tylko 100 zł. Drobni inwestorzy za zarządzanie swoimi środkami przez fundusz m-Indeks zapłacą 1,5 proc. w skali roku. W przypadku klasycznych funduszy akcyjnych, zarządzanych aktywnie, opłata to zwykle 3 – 4 proc. rocznie. Dla zamożnych, powierzających funduszowi przynajmniej 200 tys. zł, przygotowano jednostki typu B, przy których opłata za zarządzanie jest obniżona do 0,8 proc. rocznie. Skład portfela inwestycyjnego funduszu będzie odpowiadał składowi indeksu mWIG40, który, zdaniem przedstawicieli Ipopema TFI, jest lepszym miernikiem stanu polskiej gospodarki niż WIG20, zdominowany przez firmy finansowe i paliwowo-energetyczne. Ich zdaniem stopa zwrotu funduszu może być wyższa niż zmiana wartości indeksu. To dlatego, że jego aktywa będą powiększane o wypłacane przez spółki dywidendy (oczekiwana średnia stopa dywidendy to 2 – 3 proc.), których nie uwzględnia się przy wyliczaniu wartości mWIG40. [srodtytul]Kontrakty i lokaty strukturyzowane[/srodtytul] Ipopema m-Indeks FIO to jedyny obecnie otwarty fundusz indeksowy (dwa sprzedawane wcześniej przez inne TFI zostały wycofane ze sprzedaży), ale nie jest to jedyny sposób, by zarabiać na wzroście całego rynku. Na giełdzie w ciągłej sprzedaży są kontrakty terminowe na WIG20 oraz jednostki indeksowe MiniWIG. Oba te instrumenty pozwalają zarabiać zarówno na zwyżkach, jak i na spadkach indeksu. Indeksowy charakter mają coraz popularniejsze wśród inwestorów produkty strukturyzowane. Ich stopa zwrotu zależy od zachowania wybranego instrumentu bazowego: kursu, indeksu lub koszyka indeksów. Z raportu portalu Structus. pl, analizującego rynek produktów strukturyzowanych w roku 2009, wynika, że najpopularniejszym instrumentem bazowym wykorzystywanym przez twórców takich produktów jest właśnie indeks WIG20. Na 458 struktur, z których mogli skorzystać w tym czasie klienci instytucji finansowych, prawie co czwarta (108 emisji) była powiązana z największym indeksem warszawskiej giełdy. Wybierając tę formę inwestowania, trzeba oczywiście pamiętać o specyfice produktów strukturyzowanych i o ograniczeniach, jakie nakładają na inwestora. Są one dostępne tylko w okresach subskrypcji i trudne do sprzedania przed terminem (chyba że emitent zagwarantuje taką możliwość). Także udział w zmianie indeksu może być ograniczony. Zysk inwestora może np. wynosić 80 proc. wzrostu indeksu albo 100 proc., ale nie więcej niż 20 proc. w całym okresie, na jaki została zawarta umowa. W zamian inwestorzy korzystają z gwarancji zachowania zainwestowanego kapitału. [srodtytul]Ryzykowna nowość[/srodtytul] Nowością, która dopiero czeka na debiut na warszawskim parkiecie, są tzw. fundusze ETF (Exchange Traded Funds). To instrument, którego notowania teoretycznie powinny podążać za wartością indeksu (wartość tytułu uczestnictwa ma odpowiadać 10 proc. wartości indeksu w złotych, czyli dla WIG20 na poziomie około 2400 punktów – około 240 zł). Jednak doświadczenia z innych rynków, na których ETF-y są dostępne, pokazują, że nie jest to zasadą, zwłaszcza na sesjach, na których inwestorzy zachowują się najbardziej nerwowo. Już trzy lata temu na ten fakt zwróciła uwagę Komisja Nadzoru Finansowego. W wydanym w 2007 r. stanowisku w sprawie funduszy ETF przestrzegała, że ze względu na specyfikę funkcjonowania funduszu giełdowa wartość tytułu uczestnictwa (certyfikatu) może się znacząco różnić od jego wartości, wynikającej z podzielenia wartości aktywów netto funduszu przez liczbę tytułów. Aby zainwestować w ETF, trzeba będzie posiadać rachunek maklerski, a to dość mocno ogranicza grono potencjalnie zainteresowanych. [ramka][srodtytul]Jak zainwestować w WIG20[/srodtytul] Obecnie klientom detalicznym oferowany jest tylko jeden produkt strukturyzowany związany z notowaniami indeksu WIG20. KBC Poland Jumper 3 FIZ to lokata, dzięki której inwestor może zarobić 14 proc. w rok, 28 proc. w dwa lata lub 42 proc. w trzy lata. By tak się stało, w grudniu 2011 r., 2012 r. lub 2013 r. (pod uwagę brana jest średnia arytmetyczna z pierwszych pięciu dni notowań) wartość indeksu WIG20 musi być wyższa od jego wartości początkowej. Wtedy inwestor otrzyma premię, a produkt zostanie likwidowany. Ewentualne zyski z inwestycji zostaną opodatkowane tzw. podatkiem Belki. Uwagę zwraca fakt, że ochrona kapitału jest warunkowa. Jeśli nie zostanie spełniony żaden warunek wypłaty premii, a na koniec okresu inwestowania WIG20 będzie tracił więcej niż 30 proc., całą stratę pokryje inwestor. Gdy strata będzie mniejsza, zadziała gwarancja zwrotu 100 proc. wpłaconego kapitału. Minimalna kwota inwestycji to 1000 zł, a sprzedaż trwa do 15 października.[/ramka] [ramka][b]Opinia[/b] [b]Jakub Karnowski, prezes zarządu PKO TFI[/b] Fundusze indeksowe są przyszłością rynku. Ich atrakcyjność jest tym większa, im głębszy i bardziej efektywny jest rynek. Ponieważ rynek finansowy w Polsce jest wciąż słabo rozwinięty w porównaniu z krajami zachodnimi, upłynie jeszcze sporo czasu, zanim fundusze indeksowe zyskają większą popularność nad Wisłą. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL